wtorek, 24 lutego 2015

Keith Ablow - "Architekt"

Do recenzji Architekta Ablowa zbieram się już drugi dzień. Być może jednak właśnie dzięki temu będę w stanie napisać o tej książce coś wartego uwagi - w tym przypadku bowiem każdy charakterystyczny element, każda nietypowa, oryginalna i kreatywna cecha powieści jaką oferuje nam amerykański autor, jest dla recenzenta na wagę złota. Moim głównym zarzutem wobec tej historii jest jej niesamowita wręcz... przeciętność.

Z jednej strony mamy całkiem niezłą historię o mordercy. Gość projektujący domy najzamożniejszych ludzi w Stanach Zjednoczonych postanawia, że dobrym pomysłem będzie wyjście poza modyfikację najbliższego otoczenia swoich klientów i zmienienie również stanu liczbowego członków ich rodzin - bo za cholerę niektóre z osób nie pasują mu do kominka, czy coś... Fajny pomysł na opowieść o perfekcjonistycznym mordercy nie wydaje się już tak doskonały, gdy okaże się, że tożsamość zabójcy poznajemy na samym początku książki. Jest to zawsze niesamowicie ryzykowny zabieg, a w tym przypadku był on niestety konieczny do rozwinięcia historii. Nie każdy miłośnik zagadek będzie jednak usatysfakcjonowany, iż pomysł ten urzeczywistniono.

Kolejną sprawą jest postać głównego śledczego. W innych opiniach czytelnicy najczęściej wskazują na zbytnie wyeksponowanie jego problemów osobistych. Jako że jest to tylko jedna z kilku części przygód psychologa Franka Clevengera nie dziwi, że Ablow bardzo mocno podkreślił rolę swojego głównego bohatera. Przyznam, że fragmenty opisujące życie Clevengera - niszczonego przez alkohol, ale podejmującego ze sobą walkę, stanowiły dość ciekawy przerywnik w tej lekturze. Problemem okazało się dla mnie jednakże samo zakończenie, w którym okazuje się, że nieważne czy śledztwo prowadziłby Clevenger, czy Papa Smurf - wydarzenia i tak potoczyłyby się swoim torem. Dopiero więc ostatnie strony sprawiły, że poczułem kompletną irracjonalność wprowadzania do świata książki takiego właśnie bohatera.

I choć ta powieść jest napisana nieźle, choć do pewnego momentu sama historia trzyma w jako takim napięciu, to na dobrą sprawę jest to dzieło rzemieślnicze. Wykorzystano tu mnóstwo motywów znanych z innych powieści kryminalnych, posłużono się wieloma utartymi schematami i nie zaoferowano czytelnikowi takiej dawki napięcia jakiej mógłby on oczekiwać biorąc podobną pozycję w łapy. Trudno by czytelnika mogły zachęcić przeciętne sceny łóżkowe, przeciętna dawka brutalności, czy przeciętne... wszystko. Tu w sumie tylko bohaterowie są na tyle charakterystyczni i poddani analizie psychologicznej, że czyta się o nich z przyjemnością. Na całą resztę nie zwróciłbym nawet uwagi i jestem przekonany, że o całej tej historii zapomnę w ciągu najbliższych dwóch dni.


Moja ocena to przeciętne: 5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz