czwartek, 19 lutego 2015

Stephen E. Ambrose - "Obywatele w Mundurach"

Obywatele w Mundurach wreszcie za mną i nie piszę tego ze zbyt wielką radością. Z książką liczącą zaledwie 450 stron spędziłem mnóstwo czasu i w każdym momencie jej lektury cierpiałem na myśl o jej rychłym zakończeniu. I choć wiem, że książki historyczne nie cieszą się wśród czytelników jakimś szczególnym zainteresowaniem, to dajcie mi chwilkę - dla zachowania czystego serca przynajmniej spróbuję Was do niej przekonać.

Jeżeli kojarzycie nazwisko autora z Kompanią Braci, to tak, dobrze kojarzycie. Jest to ten sam facet, który spisał wspomnienia członków kompanii E z 506 Spadochronowego Pułku Piechoty. To dzięki niemu mieliśmy okazję oglądać, zaryzykuję to stwierdzenie, najlepszy serial w historii. Lektura Obywateli w Mundurach, to kolejny powrót na pola walk II wojny światowej i okazja do wysłuchania co mają do powiedzenia inni weterani wielkich bitew.

W swojej podróży po Europie odwiedzimy Normandię i rzucimy okiem na żołnierzy szturmujących plaże północnej Francji, nauczymy się co należy zrobić, by umożliwić czołgom pokonanie ogromnego, nieraz trzymetrowego żywopłotu, często przecinanego kamiennymi murkami, czy rowami melioracyjnymi. Później dowiemy się o czym głównie myśleli amerykańscy żołnierze znajdujący się na froncie i jak zapatrywali się na ewentualność szybkiego zakończenia konfliktu. Zajrzymy do nich zdobywających miasta w Belgii, trzymających front w Ardenach, czy atakujących Berlin. Mogę obiecać, że będzie to pełna emocji przygoda.

Tym bardziej, że wojna to nie zabawa. W opowieściach weteranów nie zabrakło oczywiście spektakularnych, bohaterskich wyczynów, niesamowitych ran, które tylko dzięki boskiej opatrzności nie okazały się śmiertelne, problemów dnia codziennego jak higiena, posiłki, czy stopa okopowa. Nie zabrakło wreszcie braterstwa broni - historii o przyjaźni, rozmowach prowadzonych w wolnych chwilach, strachu w momencie bombardowania, czy izolacji psychicznej żołnierzy na polu bitwy. Świetną sprawą jest także spojrzenie na walkę z perspektywy pilota- zarówno samolotu obserwacyjnego, jak i ogromnego bombowca.  Ba, znaleźli się tu nawet przedstawiciele Wehrmachtu, opowiadających o swoich przeżyciach. W książce autor umieścił także świetny rozdział poświęcony życiu jeńców po obydwu stronach konfliktu, a w nim wspomniano postać jednego z moich ulubionych pisarzy - Kurta Vonneguta.

Tej książce nie brakuje niczego. Jest niesamowicie interesująca, zawiera mnóstwo ciekawostek, czyta się ją bardzo dobrze i jest przystosowana do nieskażonego taktyką działań wojennych umysłu laika. Autor nie bombarduje nas na siłę sprawami sztabowymi, ale zagląda na pierwszą linię frontu, pokazując jak wojna wyglądała dla młodego chłopaka wcielonego do amerykańskiego wojska - dla obywatela w mundurze.   

Uważam że książka Ambrose'a, to najlepsza pozycja jaką miałem w rękach tego roku. Choć nie jest aż tak dobra jak Kompania Braci, która dawała większa szansę na zżycie się z konkretnymi bohaterami, to wciąż prześwietny kawałek literatury historycznej "dla każdego".  Serdecznie polecam!


Moja ocena to: 9/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz