poniedziałek, 16 marca 2015

Lee Child - "Nieprzyjaciel"

Trudno mi sobie wyobrazić jakiegokolwiek czytelnika, który choć raz nie zetknąłby się z Jackiem Reacherem. Niesamowicie obszerny cykl powieści Lee Childa i powstały w 2012 roku film z Tomem Cruisem w roli głównej powinny trafić do tak szerokiego grona odbiorców, że większość z Was powinna mieć ogólne pojęcie o osobie tego bohatera. Jeżeli jednak żyjecie w jakiejś jamie w ziemi, albo kilka dni temu zakończył się Wasz okres hibernacji i poznajecie świat na nowo, chciałbym przedstawić Wam jego: oto Jack Reacher. Prawie dwumetrowy, barczysty sukinsyn, który potrafi zabić spojrzeniem, uwieść jednym ruchem palca (nie ważne którego, nie pytajcie...) i wypić więcej kawy w trakcie trwania powieści, niż ja przez całe życie...

Nieprzyjaciel, to ósma część serii. Już słyszę ten płacz sierot i lamenty wdów, więc śpieszę z wyjaśnieniem - chronologicznie rzecz biorąc jest to część pierwsza. Opowiada więc o czasach, gdy Jack Reacher służył jeszcze w żandarmerii wojskowej Stanów Zjednoczonych. Jego obowiązki były dość banalne - zajmował się przywracaniem do porządku niesfornych żołnierzy, głównie poprzez zakłócanie symetrii ich uzębienia. I służył tak sobie Reacher całkiem przyjemnie, w pięknej Panamie, aż do czasu, gdy dostał przeniesienie na totalne zadupie w Karolinie Północnej. To tak, jakbyście mieszkali w Miami, a ktoś przeniósłby Was do Radomia - można się rozczarować. Okazuje się również, że wielu innych oficerów żandarmerii otrzymało podobne przeniesienia w tym samym czasie. No i to w sumie tyle... A nie, chwila, jest jeszcze martwy generał wojsk pancernych, wykastrowany żołnierz elitarnego oddziału piechoty z kijem w dupie (dosłownie) i upadek muru berlińskiego.

Jak zwykle jest to niesamowicie miła i odprężająca lektura. Z przygodami Reachera można uporać się błyskawicznie, ponieważ czytanie o jego losach to czysta, nieskrępowana rozrywka. Dość prosty język, ogromna dynamika i brak rozległych opisów sprawiają, że jest to idealna książka na wieczór. Do tego dostajemy także kilka zagadek i fajne, filmowe zakończenie. Do zalet oczywiście należy zaliczyć samego głównego bohatera, który stał się już postacią kultową i niesamowicie charakterystyczną jeśli chodzi o literaturę sensacyjną.

I choć książka bardzo mi się podobała, nie jest niestety wolna od wad. Przede wszystkim sama zagadka jest dość prosta. Jedyny element, który mógłby zbić czytelnika z tropu (ogromny Bułgar z elitarnej jednostki piechoty) został zdecydowanie zbyt szybko porzucony. Reszta jest już dość banalna, bowiem powieść jest na tyle uboga w postaci, że sztuką byłoby niedomyślenie się kto stoi za całą aferą. Do tego dostajemy również kilka dość nużących fragmentów, które odrobinę obniżają całościową notę.

Podsumowując: nie jest to z pewnością najlepsza część traktująca o Jacku Reacherze. Trudno jednak bawić się na niej źle. To wciąż kawał niezłej sensacji z jednym z moich ulubionych bohaterów. Jeśli planujecie poznawanie całej serii myślę, że warto zacząć właśnie od tej pozycji i sprawdzić jakie były początki kariery naszego żandarma-terminatora.


Moja ocena to: 7/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz