poniedziałek, 2 marca 2015

Ranulph Fiennes - "Elita Zabójców"

Odkurzanie mojego starego, poczciwego kundelka (Kindle 4.0) wiązało się zwykle z sesją, kiedy to następowała niesamowicie zażarta walka z materiałami maści wszelakiej. Ostatnio jednak, mimo pokaźnej liczby książek w wersji papierowej, także dla tego elektronicznego złodzieja czasu przeznaczyłem kilka chwil. Parę dni temu pisałem o książce Bernadetty Darskiej, którą nie byłem jakoś szczególnie zachwycony, dziś zaś czas na sztandarową pozycję Ranulpha Fiennesa - pisarza, polarnika i byłego żołnierza SAS.

Fabuła książki wydaje się początkowo bardzo skomplikowana. Synowie pewnego zafarskiego szejka giną w walkach partyzanckich przeciwko Sułtanowi Omanu. Problem pojawia się w momencie, gdy wychodzi na jaw, że za śmierć tychże synów odpowiadają żołnierze SAS, których zadaniem było szkolenie armii Sułtana. W tym momencie kumple szejka mówią mu: "Słuchaj stary, albo dokona się thaa'r i pomścisz swoje dzieci, albo możesz wypierdalać z naszej pustyni". Początkowo szejk po prostu odchodzi, ponieważ ma w cholerę kasy, więc co będzie z tymi ciołkami siedział na pustyni? Po kilku latach okazuje się jednak, że ostatni z jego synów ma szansę na zdobycie prominentnej pozycji w rządzie Omanu, ale musi odzyskać poparcie i pozycję wśród tych ziomków z pustyni. Szejk, jako dobry tatuś, organizuje więc zespół zabójców, który ma wykończyć żołnierzy SAS, nagrać ich przyznanie się do winy i upozorować śmierć w wypadku. Nie pytajcie dlaczego - bo tak i koniec. I co, myślicie że to wszystko? Ahh, Wy moi drodzy, naiwni czytelnicy. Otóż nie! W Wielkiej Brytanii bowiem działa nieoficjalna "Klinika". Stowarzyszenie byłych członków SAS zajmujące się eliminacją przestępców, z którymi nie radzi sobie policja. Ot, taka straż sąsiedzka, tylko bardziej zabójcza. Podsumowując: dochodzi więc do konfliktu między zespołem wynajętych zabójców i "Kliniką" SAS. Efekt może być tylko jeden: gruby rozpierdol.

Świetną sprawą jest nie tylko ta skomplikowana intryga, nie tylko świetnie zarysowani bohaterowie - każdy na swój sposób charakterystyczny - nawet nie mnóstwo akcji, która od pewnego momentu pędzi na złamanie karku, ale głównie autentyczność tej całej historii. Ba, zakończenie w którym pojawia się sam Fiennes było tak realistyczne, że ponoć rząd Wielkiej Brytanii musiał wydawać specjalne oświadczenie dementujące prawdziwość przedstawionych w książce wydarzeń - choć ja po tej lekturze wciąż mam pewne wątpliwości. To jest kawał naprawdę przekonującego thrillera politycznego.

Ma jednak też swoje wady. Poziom skomplikowania tej historii jest na tyle duży, że przebicie się przez pierwsze sto stron może skutkować zawałem. Mnóstwo postaci, mieszające się wątki, retrospekcje, nawiązania historyczne - cóż, początek nie należy do najłatwiejszych. Z czystym sercem przyznaję jednakże, że dalsza część powieść wynagrodziła mi te cierpienia z ogromną nawiązką.

Moja ocena to: 8/10


PS. Na podstawie książki powstał także film o tym samym tytule. Historię oczywiście spłycono i zdecydowanie przemeblowano. Ograniczono się do stworzenie typowego, hollywoodzkiego kina akcji ze Stathamem, De Niro i Clivem Owenem. O ile książka tworzyła ciekawą, brudną atmosferę, to kinowa wersja ogranicza się do sportretowania dobrych zabójców (co w kontekście książki wydaje się dość absurdalne) i złych, zdegenerowanych żołnierzy SAS. Oczywiście musiało być prosto i przewidywalnie, coby głupi widz się nie pogubił. Jest to jednak całkiem fajny film do piwka, z kilkoma książkowymi nawiązaniami, ale jeśli mam być szczery, to obie wersje różnią się diametralnie. Nie widzę wielkiego sensu w ich porównywaniu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz