wtorek, 7 kwietnia 2015

Kącik filmowy

Świętowanie ma swoje nieodłączne koszta. Tym razem w odstawkę poszedł blog i większość książek typowo rozrywkowych. Postanowiłem za to nadrobić kilka produkcji filmowych, którymi już od dawna byłem zainteresowany. Nie podejmę się recenzji żadnego z nich, ale skoro nowe wpisy przestały się pojawiać, uważam, że krótki ich opis może stanowić niezły wypełniacz w oczekiwaniu na kolejne, miejmy nadzieję już konkretniejsze teksty. Ale przejdźmy do meritum.

1.Eliza Graves (Obłąkani)

Kate - omnomnom....
Dobry. Jako że może to być zbyt lakoniczna wypowiedź dodam, że bardzo dobry. Podobał mi się zarówno niesamowity klimat końca XIX wieku, nawiązanie do twórczości Poe'go, jak i osadzenie akcji w zakładzie dla umysłowo chorych. I choć porównywanie Obłąkanych do Wyspy Tajemnic wydaje się efektem nadmiernego entuzjazmu popromilowego, to wciąż kawał konkretnego kina. Zawiodą się niestety Ci, którzy oczekują ogromnej dawki grozy - film jest co najwyżej lekko niepokojący. Wynagradza to jednak zarówno świetna obsada (między innymi bardzo dobry Ben Kingsley i słodziuchna Kate Beckinsale) trzymająca dość wysoki standard, przyzwoita otoczka fabularna i dość ładne wykonanie - żywe kolory, dobrze dobrane filtry obrazu, niewkurwiająca kamera (choć nie wiem czy to ostatnie, to specjalistyczny termin). Nie jest to zbyt skomplikowana produkcja, ale ogląda się ją z przyjemnością i sporym zaciekawieniem. Polecam szczególnie tym, którzy interesują się problemami psychiatrii, rozwojem medycyny, ludźmi obłąkanymi, albo po prostu wszystkim przebywającym aktualnie w zakładach dla umysłowo chorych - ubawicie się po pachy (albo skrzydła, kopyta, czy co tam myślicie, że macie).
Król Maciuś - 50 lat później...

 2. The Pyramid (Piramida)

*Brak komentarza - to zdjęcie mówi samo za siebie*

Motyw już doskonale znany i raczej oklepany. Archeologowie znajdują starą piramidę (to istotne - w Las Vegas są też nowe piramidy i wcale nie tak trudno je znaleźć), włażą do środka, a potem coś znajduje ich. Niby nic nowatorskiego, ale nikt nie zaprzeczy, że w ciasnych, podziemnych korytarzach, w otoczeniu hieroglifów i sarkofagów mogło być strasznie. Bo mogło. Ale nie jest. Gregory Levasseur, który popełnił to dzieło, stworzył też całkiem niezłe Lustra oraz znajdujące się powyżej slasherowej średniej Wzgórza Mają Oczy. Ale Piramidę spieprzył konkretnie. I nie chodzi tylko o najbardziej irytującą na świecie rzecz - kamerę "z rąsi", ale też...wszystko inne. Modele stworów nie zakrawają nawet o śmieszność. W XXI wieku za robienie takich potworków należałoby przywrócić XVIII-wieczną gilotynę. Już wbijam w animowane przez upośledzonego grafika mordercze kotoszczury. Ale główny antagonista? Przecież gdyby ktoś tego typa zobaczył na dnie ciemnej, mrocznej piramidy, to... i tak zdechłby ze śmiechu. Pokraka ma łeb niedorozwiniętego psa, łazi jakby narobił w gacie i uśmiecha się jak pedofil pod przedszkolem. Film był tak nudny, przewidywalny i niezaskakujący, że nie chce mi się nawet doszukiwać pozostałych wad. Wspomnę więc o jednej zalecie, którą zdołałem wychwycić - raz rzeczywiście się przestraszyłem, a jedna scena, trwająca jakieś dwie sekundy, była świetnie wykonana. I to tyle plusów...
Prostokątna wagina okazała się niesamowitą gratką dla ginekologów...A nie, to nie ten film :/
3. The Guest (Gość)
Jeśli dziewczyny myślicie, że ten gif jest seksowny...

Na koniec prawdziwa perełka - film, który zaskoczył mnie na całej linii. Patrząc na filmwebową średnią gotów byłby przysiąc, że to konkretny gniot, a okazał się jednym z lepszych filmów jakie widziałem w tym roku. Historia o nietypowym gościu, zwolnionym ze służby żołnierzu, błyskawicznie nabiera tempa i staje się niesamowicie dynamiczna. Dan Stevens nie gra tu kryształowego bohatera, a mimo to do pewnego czasu potrafi w widzu wzbudzić pewną sympatię. Gdzieś do połowy film jest lekko niepokojący, naszpikowany dialogami, wprowadzający "do gry" postaci poboczne, choć widz nie wątpi nawet przez chwilę, że główną rolę aż do samego końca będzie odgrywał Dan Steven, a akcja wciąż i wciąż będzie krążyła wokół niego. Później zaś jest jeszcze lepiej. Po kulminacyjnym punkcie reżyser przedstawia nam swoją mroczną, przesączoną ironią wersję kina akcji - z wybuchami, pościgami i strzelaninami w naprawdę dobrym wydaniu. Końcówka wydaje mi się trochę zepsuta, ale muszę przyznać, że film nie tylko zapada w pamięć, ale przede wszystkim nie nudzi. Świetna produkcja dla ludzi dziwnych, gratka dla miłośników kina akcji i bolesny cios dla wszystkich, którzy w podobnych produkcjach chcą za wszelką cenę znaleźć sens.
...to spójrzcie tylko na to zdjęcie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz