sobota, 18 kwietnia 2015

Michał Okoński - "Futbol jest okrutny"

Pisząc swą opinię mógłbym w sumie pójść na łatwiznę i wstawić Wam ten link. Moje odczucia bowiem są niemalże identyczne. Uważam jednak, że książka o której za chwilę przeczytacie, po prostu powinna być znana w jak najszerszym gronie pasjonatów piłki nożnej. Dlatego też czasu poświęconego na jej opisywanie absolutnie nie zaliczę w poczet chwil straconych. Michał Okoński, twórca bloga Futbol Jest Okrutny, rozumie kibica jak nikt inny. Nasza fanowska natura bowiem, niech Was nie zwiodą pozory, nie jest nawet po części podobna do psychiki zwykłego, niepiłkarskiego mugola. Czytając Futbol jest okrutny można zaś na chwilę w tę psychikę zajrzeć. 

Pisze więc Okoński o swojej pasji. O miłości do Tottenhamu, która rodziła się w końcówce lat 80-tych, czasach gdy do kościoła jeździło się wierzchem na kocie, a w piłkę grano krowim pęcherzem. I cóż z tego, gdy po piętnastu latach ja, szczyl wciąż niesamowity, z taką samą fascynacją oglądałem pierwsze w życiu mecze Realu, Valencii czy Barcelony. I nic się nie zmieniło. Wciąż jakaś nieznana siła każe nam siedzieć przed telewizorem i śledzić każdy ruch piłki, obserwować zawodników, przewidywać wyniki, wyobrażać sobie piękne bramki i przede wszystkim kibicować "swoim". I o tym też Okoński pisze świetnie. Przecież oczywistym jest, że dzieciak niewidzący dotąd żadnego meczu Tottenhamu na żywo, kibicuje mu trochę przez przypadek. Lecz co z tego, gdy wraz z każdym kolejnym rokiem ta miłość (bo to słowo całkiem uzasadnione) rośnie, dojrzewa. I wpływa na życie kibica, co tu dużo mówić, wpływa jak cholera.

Choć pod względem zaangażowania i pasji do Okońskiego mi daleko, to dzięki tej lekturze przeniosłem się w, od święta tylko odwiedzany, świat, świat zmagań piłkarskich, walki o każdy metr boiska, spektakularnych zwycięstw i równie doniosłych porażek. Reportaż ten nie opiera się wyłącznie na przemyśleniach autora. Poczytamy tu o wielu ciekawych, oczywiście z punktu widzenia kibica, sprawach. O boiskowych chuliganach, o piłkarzach, którzy nie wytrzymali rozstania z piłką nożną, o ciągłej presji, o problemie stadionowych wybryków kibicowskich, o największych piłkarskich tragediach w historii, ba, dowiemy się nawet jaka była geneza doliczonego czasu gry. Osobiście uważam, że na ludziach którzy siedzą troszkę w temacie większość tych informacji nie zrobi wielkiego wrażenia. Czy to znaczy, że czytać nie warto? Wprost przeciwnie. Nawet wiadomości, które de facto sobie odświeżałem, były podane przewspaniale. Gdy czytało się o rasizmie na stadionach krew faktycznie wrzała, gdy zaś autor pisał o angielskiej sędzinie liniowej, sam gorąco życzyłem jej wytrwania w tak szowinistycznym świecie. Ba, gdy czytałem po raz kolejny o wielkich tragediach, czy to Manchesteru United, drużyny narodowej Zambii, czy kibiców Liverpoolu, łza kręciła się w oku.

Uważam że jest to idealna książka dla każdego kibica. Jeszcze lepsza zaś dla każdego, kto ma trudności ze zrozumieniem tej pasji i owego kibica natury, podejścia do życia. Choć mam zastrzeżenia co do jej długości (gdyż teksty pisane takim stylem i w tej tematyce mógłbym czytać w nieskończoność) sądzę, że dawno nie bawiłem się tak dobrze podczas lektury. Szkoda, że przyjemność ta trwała zaledwie jeden wieczór, ale niestety od niej po prostu nie sposób się oderwać.       


Moja ocena to: 8/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz