niedziela, 26 kwietnia 2015

Sergiusz Piasecki - "Zapiski Oficera Armii Czerwonej"

Pisać o Sergiuszu Piaseckim, to jak pisać o dwóch zupełnie różnych osobach. Z jednej strony mamy przemytnika, fałszerza i narkomana. Z drugiej zaś agenta polskiego wywiadu, który okazał się żywym dowodem na skuteczność resocjalizacji - po opuszczeniu więzienia został bowiem zarówno świetnym pisarzem jak i wyróżniającym się żołnierzem AK. Obie te wersje Piaseckiego łączyła  jednak niepokorność i  szaleńcza odwaga. Już po zakończeniu II wojny światowej, znajdujący się na emigracji Piasecki, stworzył niesamowitą powieść, która po dziś dzień smuci równie mocno jak bawi - Zapiski Oficera Armii Czerwonej. Historia ta w całości oparta została na zmechanizowanej, stanowiącej tylko tło propagandy, logice kierującej czerwonoarmistami.

Ja niedawno czytałem książkę o wielkim niemieckim wodzu i najlepszym przyjacielu naszego kochanego OJCA Stalina, Adolfie Hitlerze. On jest też proletariuszem i buduje socjalistyczną ojczyznę dla swego narodu tak samo i taką samą jak i nasz WIELKI Stalin. I nigdy nie może być wojny między dwoma bratnimi narodami. To jest jasne dla każdego normalnego człowieka. A słuchy o takiej wojnie puszczają polscy panowie i agenci imperialistów angielskich.

Oficer wojsk radzieckich przybywa do Polski wraz z ofensywą 17 września. Zderzenie kultur, które przedstawia nam Piasecki jest początkowo niezwykle zabawne. Pytania o nieobecność woszebijek na polskich dworcach (urządzenia do niehumanitarnego likwidowania pcheł), nieumiejętność posługiwania się wanną, czy szok po zobaczeniu najprawdziwszego...masła, stanowią rzeczywiście świetne elementy humorystyczne. Początkowo książkę czytałem z uśmiechem nieschodzącym mi praktycznie z ust. Problemem okazało się jednak to, że z czasem uświadamiałem sobie, iż w tamtym okresie podobne sytuacje wcale nie były wykluczone. I choć obraz zindoktrynowanego, głupiego jak but i obawiającego się każdej rozmowy oficera jest mocno podkoloryzowany, to należy pamiętać, że powstał on w oparciu o rozmowy Piaseckiego z żołnierzami wojsk okupacyjnych. Łatwo więc uwierzyć, że przynajmniej po części nie odbiega on zbytnio od prawdy.  

Popatrzyłem ja na jej burżujską mordę, na kapelusz z piórkiem. Potem cofnąłem się i chciałem kopnąć gadzinę w ten tłusty kapitalistyczny brzuch. Ale przypomniałem sobie, że jestem oficerem i że mam na sobie mundur Armii Czerwonej. Więc, pomyślałem sobie, niech zna mój honor! I tylko zajechałem ją pięścią w zęby.

Jest to niewątpliwie jedna z najlepszych satyr, jakie było mi dane kiedykolwiek czytać. Świetny humor, historyczna wartość i sytuacje godne przemyślenia wręcz wylewają się z tej, dość przecież króciutkiej, książeczki. Paradoksalnie jednak zakończenie okazało się niezwykle smutne, wpisujące się trochę w pozbawiony nadziei klimat powojennej Polski.

Ile stuleci ludzkość musiała czekać, aby przyszedł na świat ON, jej ZBAWICIEL, towarzysz Stalin! I aż strach pomyśleć: co by się stało ze światem, żeby JEGO nie było!

Kończąc mogę ją tylko szczerze polecić: każdemu. Nie ważne czy uwielbiacie historię, czy jej nienawidzicie, czy szukacie czegoś poprawiającego humor, czy książki uderzającej w bardziej melancholijne nuty. Jednocześnie bardzo dziękuję koledze, który to miał niewątpliwy zaszczyt rekomendować mi tę lekturę - spisał się chłopaczyna zacnie.


Moja ocena to: 8,5/10

Ps. Wszystkie cycaty pochodzą oczywiście z książki Zapiski Oficera Armii Czerwonej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz