sobota, 2 maja 2015

Where The Devil Hides (2014)

Where The Devil Hides (czy też w innej wersji Devil's Hand - ręka diabła*), to tytuł niezwykle ryzykowny do recenzowania. Któż bowiem wie tak naprawdę gdzie ten diabeł się chowa? A przecież nie chciałbym za bardzo podpaść najczarniejszemu z czarnych, Belzebubowi nad Belzebubkami, panu i władcy piekieł, wielkiemu dyrektorowi ZUS-u i sprawcy wszystkich nieszczęść ludzkich od wojen starożytnego Babilonu po Platformę Obywatelską. Jednak z przykrością muszę stwierdzić, że nawet własny film autobiograficzny Pan diaboł (albo jego przedstawiciel na Ziemi - Christian Christiansen) spieprzył dość solidnie. Po niesamowicie ambitnych siłach ciemności spodziewałem się czegoś więcej.

Założenie było niby ciekawe. Odseparowana osada jakichś Amiszów, czy innego tałatajstwa rodem ze średniowiecza, klątwa dotycząca przyjścia na świat szatana, sześć potencjalnych "nosicielek" (a nie trzeba chyba podkreślać jak niebezpieczne stawały się nosicielki w tak małej osadzie) czorta, nawiedzony wielebny kierujący swoimi owieczkami i baranami twardą ręką. Całkiem spoko powiecie, da się z tego zrobić niezły film powiecie - ale nawiązując do słów pewnych znanych modelek - już mi się to przejadło...
Helicopter dick?
Że tak zażartuję zabrakło w tym filmie jakiejś iskry Bożej. Początkowo film strasznie nuży - i na dobrą sprawę to jedyny moment w którym jest w stu procentach straszny. Następnie przeradza się w przyzwoity, nawet klimatyczny thriller z dość ciekawą zagadką. Gdyby w tej formie postanowiono wykonać całą produkcję, byłbym nawet zadowolony. Ale zakończenie to już powrót do znanej powszechnie konwencji nudnego, idiotycznego horroru.

Dlaczego jednak zdecydowałem się na seans? Otóż obsada, zaryzykuję stwierdzenie, przyzwoita, przykuła moją uwagę. Jennifer Carpenter, czyli serialowa siostra Dextera, czy Colm Meaney, gość którego zna każdy, ale nikt nie wie jak ten aktor się nazywa, dawali nadzieje na całkiem ciekawy seans. I pewnie tak by było, gdyby nie to, że role główne zagrały aktorki młodziutkie, ładniutkie i głupiutkie, których występ zdecydowanie mizerniej wyglądał na tle doświadczonych już kolegów/koleżanek.
Colm Meaney
Z drugiej jednak strony warto obejrzeć ten film, by wyciągnąć z niego kilka ważnych nauk i przestróg. Po pierwsze warto byłoby w zakończeniach wyjaśniać wątki związane także z bohaterami pobocznymi. Nie wiem czy po prostu film był tak nudny, że nie zwróciłem na to uwagi, ale przypuszczam, że Jennifer Carpenter została w ostatnich dziesięciu minutach porwana przez Somalijskich piratów - jej rola bowiem i dalsze losy nie zostały doprecyzowane. Po drugie - w jednej ze scen warto zauważyć, że nawet Amiszki golą pachy i bobry, więc dziewczyny - Wy macie nawet elektryczność, dbajcie o siebie! (Łukasz bawi i uczy). Po trzecie - nigdy uciekając przed seryjnym mordercą nie chowajcie się w toi toju - pokusa zapanowania nad ewentualną biegunką jest bardzo silna, ale Wasze możliwości manewrowe stają się  wówczas dramatycznie ograniczone. Po czwarte - jeśli zdarzy Wam się uciec z osady w której nieznany sprawca zamordował cztery Wasze przyjaciółki, to dajcie spokój - nie wracajcie tam. Wydaje się to radą kompletnie bezcelową, ale pragnę zauważyć, iż amerykańscy naukowcy przeprowadzili szczegółowe badania dotyczące opętanych przez diabła Amiszy i jasno stwierdzili, że prawdopodobieństwo konieczności ucieczki młodej, zdrowej kobiety w wieku 18-21 lat z osady w środku lasu, po zamordowaniu jej koleżanek przez tajemniczego zabójcę, wynosi mniej więcej 1:50. Widzimy więc wyraźnie, że szanse są spore. Tu warto jednak podkreślić, że badania na Grenlandii i w Polsce wciąż trwają, ale wyniki mogą być zbliżone. Po ostatnie wreszcie - jeśli jakiś stary żul powie Wam, że Wasze dziecko może w przyszłości zostać opętane przez demona zabijcie go profilaktycznie. Potem zabijcie też dziecko. A na końcu siebie - profilaktyki w końcu nigdy za wiele.
Moje wyobrażenie filmowego diabła.
Podsumowując nie jest to najgorszy film jaki oglądałem. Bardziej to chyba nawet thriller niż horror, ale w obu tych gatunkach natknąłem się na większe crapy. Gdzieś tam czuć niewyraźny powiew klimatu (może to z wspominanego toi toia), film ma swoje momenty, muzyka w zakończeniu zwróciła nawet moją uwagę, więc zakładam, że jest nie najgorsza - ogólnie filmik to klasyczny średniak wypełniony nieścisłościami. Biorąc jednak pod uwagę aktorów zaangażowanych na potrzeby tego obrazu i szacowne grono diabłów wspierających powstawanie całej produkcji, odczuwam pewien niedosyt.  

Moja ocena to: 4/10


I niesamowity cytat z kazania naszego nawiedzonego pastora, który zwrócił moją uwagę: "Diabeł pragnie młodych ciał" - no kurwa proste, ma chłopak gust...

*Nie pytajcie do czego mu niby ta ręka potrzebna...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz