poniedziałek, 22 czerwca 2015

iZombie (2015)

Filmweb: 7,4/10; RottenTomatoes: 91%; Metacritic: 7,8/10; IMDb: 8,1/10. Tak w przybliżeniu kształtują się oceny niesamowicie ciepło przyjętego przez widzów serialu iZombie. Amerykańska komedia kryminalna z elementami paranormalnymi okazała się idealnie trafiać w gusta wielu widzów na całym świecie. Po obejrzeniu pierwszych jedenastu odcinków nie mam jeszcze jednoznacznej odpowiedzi na pytanie "dlaczego?", ale za to wciąż pracuję nad kilkoma teoriami.

Zacznijmy od fabuły. W pierwszym sezonie dane jest nam śledzić poczynania Olivii Moore, pięknej studentki, której życie (a raczej nieżycie) zmienia się diametralnie po pewnej, dość dzikiej imprezie. Okazuje się bowiem, że w zabawie postanawia wziąć udział najprawdziwszy zombie. Nieszczęśliwy zbieg okoliczności sprawia zaś, że zarażona zostaje także sama Liv. Nie czyni to z niej  jednak konwencjonalnej odmiany zombie - to wciąż seksowna laska, której jedyną wadą jest konieczność spożywania od czasu do czasu ludzkich mózgów. W celu uniknięcia nieprzyjemności Liv zatrudnia się w biurze koronera, stanowiącym dogodną, całodobową stołówkę. Co ważniejsze dzięki spożywaniu tak niecodziennych posiłków, uzyskuje ona zdolność do odczytywania strzępków informacji zakodowanych tam przez poprzednich posiadaczy. W obecności detektywa z którym współpracuje, odgrywa więc rolę posiadającego wizje medium. Jeśli macie jakieś wątpliwości jest to próba połączenia Psych-a, Bones i Dexter-a. Największym problemem tej produkcji jest to, że nie dorównuje żadnemu z powyższych seriali.

Po produkcji z zombie spodziewałem się, że będzie ona nie tylko niesamowicie krwawa, ale także, że czarny humor będzie stał w niej na najwyższym poziomie. Nie ukrywam, że czuję się w tej kwestii odrobinę zawiedziony. Serial jest kolorowy, niczym świąteczna choinka. Nasza blada bohaterka stanowiłaby świetny kontrast, ale również jej kreacja, to naprawdę pozytywna dziewczyna - często żartująca i prowadząca banalne dialogi. Ot, zwykła osoba zamieniona w zombie. Niby fajnie jeśli komuś się to podoba, ale dla miłośników mroczniejszej odsłony żywych trupów, stanowi to ogromny zawód. Do tego warto wspomnieć o szalenie kolorowych, sztucznie wyglądających mózgach, raczej skąpej krwistości serialu i banalnych w gruncie rzeczy zagadkach. Myślałem, że głównym czynnikiem, który pociągnie ten serial będzie humor. Tu jednak też miałbym jedno zasadnicze zastrzeżenie. Większość żartów, które padają w iZombie już gdzieś słyszałem. Z jednej strony nie da się ponownie wynaleźć koła i jeśli ktoś ogląda sporo parodii filmów grozy, to musiał się na pewne rzeczy natknąć, ale z drugiej, robiąc serial w takiej konwencji, scenarzyści mogli popracować nad wystarczającą liczbą zabawnych, nowatorskich sytuacji do chociażby jednego sezonu. Mógłbym naprawdę sporo puścić w niepamięć, bowiem kilka odcinków rzeczywiście miało w tej kwestii swoje momenty, ale żarty typu "I'm shocked" w momencie badania zwłok kobiety porażonej prądem, ogrywane były nawet w Psychu - bardzo lightowym serialu kryminalnym. Słabo. Do tego oczywiście dość irytujące sprawy sercowe naszej pięknej zombiaczki. Wkurzało to szczególnie w pierwszych kilku odcinkach, gdy zamiast na prowadzonym śledztwie skupiano się na tym kto z kim teraz jest, dlaczego i czemu zombie tak trudno odnaleźć prawdziwą miłość, itd. Chyba nie muszę wspominać, że to nie jest coś, co mi się zbytnio podoba. W kwestii zaś samych zagadek, które mogłyby stanowić naprawdę ciekawe wariacje tego co już znamy, także raczej się nie popisano. W pierwszych sześciu odcinkach błyskawicznie odgadłem tożsamość czterech morderców. Później przestałem nawet liczyć, gdyż stawało się to coraz łatwiejsze.

Teraz jednak słówko o tym co mi się podobało. Całkiem wciągający okazał się wątek główny, który systematycznie budowano od samego początku. Wyłącznie dzięki niemu mam ochotę obejrzeć pozostałe dwa, czy trzy odcinki. Podobała mi się również konstrukcja niektórych bohaterów. Choć jak przystało na serial młodzieżowy (tak, wydaje mi się, że taka klasyfikacja jest uzasadniona) są oni bardzo stereotypowi, to wciąż ich kreacje mogą się podobać. Nie ukrywam, że moim ulubionych protagonistą był "chłopiec doskonały" - Major. Facet jest niesamowicie uparty i póki co całkiem rozsądny. Nieźle uzupełniają go inne męskie postaci - detektyw Clive Babinaux, czyli ostatni sprawiedliwy glina, a także dr Ravi - szef naszej bohaterki, jedna z nielicznych postaci znająca jej sekret. Ba, nawet czarny charakter, Blaine, również zombie, nie jest taki jednowymiarowy i tragicznie sportretowany jak na pierwszy rzut oka mogłoby sie wydawać. Całość uzupełnia oczywiście słodka Olivia - czasem irytująca, ale przynajmniej na tyle ładna, że można jej to spokojnie wybaczyć.

Czy to dobry serial? Moim zdaniem jest bardzo przeciętny. Opiera się na jednym pomyśle, który ma go ciągnąć do przodu bez względu na wszystko. Gdyby nie miejscami niezły humor i wplecenie w akcję najprawdziwszych zombiaków, mielibyśmy do czynienia ze zwykłym średniakiem. W tej odsłonie udało mu się jednak przekonać do siebie publikę. Ba, jeśli chcecie wiedzieć co jeszcze przekonało widzów do śledzenia losów Olivii, wystarczy zerknąć na zdjęcia bohaterów.

Podsumowując: swoją przygodę z iZombie zapewne skończę po pierwszym sezonie. Wydaje mi się, że jest zbyt wiele świetnych i nie tak odmóżdżających (niach, niach) produkcji, które warto zobaczyć, że zwyczajnie nie warto tracić czasu na aż tak banalne, stereotypowe i przewidywalne historie. Ale cóż, jeszcze dwa odcinki przede mną więc trzymajcie kciuki - może mi też uda się odkryć tę magię, którą dostrzegł niemal cały filmowy świat...


Moja ocena: 5/10 (choć miliony much...)  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz