niedziela, 14 czerwca 2015

Marian Keyes - "Arbuz" [Kaszana Czelendż 2/2015]

To, że nie jestem specjalistą w recenzowaniu literatury kobiecej, jest znacznym niedopowiedzeniem. Nienawidzę schematycznych wątków obyczajowych, rozwodzenia się nad emocjami bohaterów, czy też czytania o codziennych, prowizorycznych czynnościach, które kobiety muszą wykonywać, a nam, facetom tego oszczędzono. Oczywiście osoby biorące udział w Kaszana Czelendż dobrze o tym wiedzą, dlatego z premedytacją wybrały mi do przeczytania "Arbuza" - książkę, która nie tyle minęła się z moimi upodobaniami, co wywołała niekontrolowaną, ale jakże szczerą agresję. Na świat, na literaturę, ale głównie na sprawcę mojego nieszczęścia - Cynamonowego. Nie zliczę nawet ile razy podczas lektury życzyłem tej kobiecie śmierci i chciałbym nawet powiedzieć, że teraz trochę mi z tego powodu wstyd, ale jeśli przeczytacie "Arbuza", będziecie wiedzieli, że to i tak byłby dla niej najniższy wymiar kary. 

Zacznijmy od tego, że z przyzwyczajenia będę używał słów: "powieść", "książka", "dzieło". Oczywiście "Arbuz" nawet nie leżał koło prawdziwej książki, ba, nie otarł się o to, co śmiertelnicy zwykli nazywać literaturą, ale dla porządku posłużę się ogólnie przyjętym słownictwem. 

Krótko o fabule. Jeżeli kiedykolwiek śledziliście jakąś telenowelę dłużej niż przez dwa odcinki, nie znajdziecie tu nic zaskakującego. Claire, młoda mamuśka zostaje opuszczona przez swojego męża, Jamesa*. Wraca więc do rodzinnego domu wypłakując się już od progu swoim rodzicom. W Dublinie, miejscu zamieszkania Claire, rezydują także jej dwie młodsze siostry - bodajże Helen i Anne, ale nie przejmujcie się natłokiem nazwisk - przez większą część powieści i tak będziecie mieli na te dwie dziewuchy kolokwialnie mówiąc "wyjebane". Teoretycznie mają one wnosić do książki humor, polot i odrywać zmęczonego uczuciami Claire czytelnika, od poważniejszych dylematów głównej bohaterki. W rzeczywistości jedna z jej sióstr jest rozpieszczonym gówniarzem, którego miałem ochotę lać po mordzie, a druga ćpunką "uduchowioną", czyli wierzącą na serio w duchy, horoskopy i uczciwość w PZPN-ie. W momencie, gdy nasza bohaterka kończy przechodzić przez wszystkie fazy depresji, w jej życiu pojawia się młodszy o pięć lat Adam. W chuj fajny jest generalnie. Ładny, miły, nie bije po pysku. Claire ma to szczęście, że właśnie wtedy zrasta jej się pochwa, więc hops, na Adama. Akurat gdy zaczyna jej się wszystko układać, do rodzinnego domu Claire przybywa jej mąż. Mówi coś w stylu: "ty głupia cipo, to przez ciebie cię zdradziłem - klękaj do miecza i od dzisiaj masz być grzeczna oraz wiernie służyć swemu panu". Claire stwierdza, że cholera, chyba faktycznie przez nią, to trzeba by do Jamesa wrócić. Mówi więc Adamowi - "sory młody, poruchalim, było fajnie, ale mój mąż czeka, muszę go przeprosić". Adam na to: "ej laska, pogięło Cię, przecież on tobą manipuluje jak jakimś gówniarzem". Ona mu na to: "no i chuj", po czym postanawia, że pojedzie znów zamieszkać z Jamesem w Londynie. Przed wyjazdem dzwoni jednak do biura w którym James pracuje i od jego kolegi dowiaduje się, że faktycznie, gość nią manipulował. Wraca do Jamesa na jedną rozmowę i mówi mu: "ty kutasie, manipulujesz mną". On jej na to: "no i chuj". Claire wraca więc do rodzinnego domu, by tam okazało się, że Adam wciąż ma na nią ochotę i żyją długo i szczęśliwie. Widzicie? Oszczędziłem Wam cierpień - dzięki mnie nie musicie czytać tych pierdół. 

Teraz warto by wspomnieć o samej książce. Doświadczyłem najbardziej irytującego stylu wypowiedzi w historii. Teksty typu: "tak byłoby w typowym harlequinie, ale w życiu układa się różnie" doprowadzały mnie do szału. Przecież to nic innego jak typowy, jebany harlequin, z którego dodatkowo wycięto jedyne rozsądne fragmenty - sceny seksu. Nie dzieje się tu, kurwa, kompletnie nic. Najpierw Claire siedzi i płacze, później się ubiera, później karmi dziecko, później siedzi i płacze - no kuuuuuuurwa! Jaką motywację może mieć ktoś czytający takie książki? Oderwania od rzeczywistości to przecież nie zapewnia, bo przedstawia najgorsze i najbardziej przejebane fragmenty rzeczywistości, bohaterka jest nie tylko sztampowa, ale wykazuje się do bólu idiotycznym zachowaniem, zaskoczenia nie ma, bo książka jest przewidywalna jak komary na grillu, wiedzy nie da się wynieść z tego żadnej, kurwa, kompletnie żadnej. Autentycznie czuję, że poziom IQ przez tę lekturę spadł mi dramatycznie - czuje się jak małpa bawiąca się kawałkiem własnego gówna. No to może chemia między bohaterami? Ahahaha, o kurwa, spadłem z krzesła. Jedyna chemia między Claire i Adamem, to był domestos, którym próbowałem znieczulić się w czasie lektury. Oboje są tak suchymi postaciami, że chyba tylko przy Adamie Claire mogła zrobić się mokra. Bez jaj - jestem przekonany, że opis pedofila i jego ofiary jest bardziej romantyczny w niejednym kryminale. 

Nie jestem jednak fanem podobnych powieści, więc co ja tam się znam. Dla mnie jest to po prostu najgorsza książka, jaką czytałem w życiu. Jeśli nawet zdarzało mi się spotykać pozycje nudne i bezwartościowe, to przynajmniej bez autentycznego wkurwu jaki temu procesowi towarzyszył. Ta książka zaś powaliła mnie na glebę, zniszczyła psychikę, podcięła mentalne żyły i wysikała się na mentalną mordę. Swoją drogą jeśli jest wśród Was osoba znająca się na prawie, to czy jest możliwość ubiegania się o odszkodowanie za trwały uszczerbek na zdrowiu, związany z przeczytaniem jakiejś powieści? 

Nie wystawiam dzisiaj oceny. Staram się nie stosować skali ujemnej, a niechybnie musiałbym naruszyć tę zasadę. Macie jeszcze parę cytatów, choć szczerze mówiąc nie sądzę, by warto było się nad tą "książką" dłużej rozwodzić.

"Pedziowaty ksiądz poruszył się gwałtownie" - "Pedziowaty ksiądz", to ksywa jaką nasza przemiła w chuj bohaterka nadaje jedynemu facetowi na lotnisku, który pomógł suce taskać bagaże - dajcie mi pierścionek, chcę się z nią ożenić...

"Nigdy nie sądziłam, że nadejdzie taki dzień, gdy przedłożę potrzeby kogoś innego ponad atrakcyjność moich cycków" - Jakie to altruistyczne z jej strony. 

"Na pewno żałowała, że nie wypożyczyła czegoś łagodniejszego, na przykład Horror w Amityville albo Masakra w Teksasie" - Nie znam żadnego filmu o tytule Horror w Amityville. Znam za to Amityville, albo Horror Amityville. Jak spierdolono tłumaczenie Teksańskiej Masakry Piłą Mechaniczną nie chce mi się nawet wspominać. Ktoś tu wyraźnie zasłużył, żeby go zmasakrować.

"Czułam się zdezorientowana i zagubiona. A gdy trzeźwiałam, popadałam w ogromną depresję. Było mi naprawdę źle. to znaczy do momentu, gdy znowu się napiłam i alkohol podjął przerwane chwilowo działanie na moją psychikę" - Żaden cytat nie oddaje lepiej mojego stanu emocjonalnego podczas tej lektury.

"Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby nagle przez drzwi kuchni wparowały do środka dwa dinozaury, stanęły przy blacie, zjadły po kromce chleba z masłem, popiły mlekiem następnie włożyły swoje talerze i szklanki do zmywarki, a potem skłoniwszy się grzecznie, wybiegły na zewnątrz" - Też bym się nie zdziwił - po tej książce można się spodziewać wszystkiego (oprócz ciekawej historii, nieprzewidywalności, dobrego zakończenia, solidnych bohaterów itd...)

"Już dawno nie miałam do czynienia z tak wielką dawką skoncentrowanej męskości" - (w momencie poznania Adama) Warto zaznaczyć, że skoncentrowaną męskość tego bohatera, Claire będzie miała okazję poznać dogłębnie.

"Był zbyt piękny - na własną szkodę. Przydałby mu się jakiś feler. Albo dwa." Dobrze się składa, bo szczęśliwie Adam nie ma jaj.

"Nałożyłam makijaż. Byłam podekscytowana perspektywą wieczornego wypadu na miasto. Już zapomniałam, co oznacza miło spędzony czas" - około 1/3 książki. Ja też już zapomniałem.

"A teraz baw się dobrze. Obiecuję, że zadzwonię do ciebie, gdyby coś się działo" - Ogarnijcie perspektywę. Claire w drodze do baru martwi się o swoją córkę. Dzwoni więc z budki telefonicznej do matki, by ta sprawdziła, czy wszystko ok. Matka jej mówi, że zadzwoni, gdyby cos się działo. Ale kurwa gdzie zadzwoni? Do tej budki? W Irlandii jest tylko jeden bar? Czy ja jestem jakiś niekumaty?

"Wiem, ze jesteś mężatką - odezwał się cicho, zaglądając mi w oczy. - Nie śmiałbym robić sobie jakichkolwiek nadziei. Nie chcę czynić ci żadnych awansów. Chcę być twoim przyjacielem" - oczywiście chciało mu się ruchać - nie oszukujmy się. 

"Zwłaszcza gdy myślałam o kobietach w... w Chinach? Wiecie, one gołymi rękami pracują w polu, potem mówią: "Przepraszam na chwilkę", jakby chciały pójść do toalety na wytwornym przyjęciu, a tymczasem podnoszą sukienkę i wyskakuje z nich nowe dziecko - prosto na zaoraną ziemię albo do worka z nasionami" - jak stworzyć żart, który jest jednocześnie rasistowski, niezbyt śmieszny, infantylny i obrażający w jednej chwili jakieś 600 milionów ludzi? - patrz wyżej.  

"Pocałunek w czoło raczej nie kwalifikuje się jako wuzdany seks (...) Jednak było w nim tyle tęsknoty, delikatności, tyle swoistego erotyzmu, że był o wiele lepszy niż wyuzdany seks."- Po pierwsze śmiem wątpić, a po drugie: papież też czasem całuje wiernych w czoło. Mam coś podejrzewać?

"Dlaczego wszystkie pielęgniarki są zawsze piękne i seksowne?" Hahahahaha. Omg. ROTFL.

"Mogłabym godzinami opowiadać o tych skarpetkach" - wierzę, ale błagam - nie!

"I wtedy spod łóżka wyłania się cała armia brudnych slipek, przepoconych skarpet (...), książek Stephena Kinga(...)" - ej lala, od Kinga, to Ty się odstosunkuj. Tyś buty Stukostrachom powinna lizać, więc daj sobie na wstrzymanie, żebym Ci nie pokazał gdzie raki zimują, okeeeej?

"Być może domniemany lepszy seks wynika wyłącznie z faktu, że Adam miał większą Pulsującą Męskość niż James" - Pulsująca Męskość Adama zapierała dech w piersiach - nie mogłem przestać się zachwycać...

"Byłaś niemożliwa. Wykończyłaś mnie. Nie wiem, jakim sposobem tak długo z tobą wytrzymałem" -  moje uczucia w 3/4 lektury.

"W jedną noc nie nauczysz się płacić rachunków. Trzeba na to pracować. Pracować nad swoją odpowiedzialnością" - Wiecie co? To nie jest nawet metafora. James naprawdę wmówił Claire, ze zdradził ją, bo musiał zajmować się płaceniem rachunków. Mistrzu - ucz mnie!

"Jezu, czy kiedykolwiek byłam ze wszystkiego zadowolona?" - Taaaak, też nasuwało mi się to pytanie gdzieś tak od POCZĄTKU LEKTURY!!!!

*Nie wiem, czy bohaterowie faktycznie noszą takie imiona. Nie mam zamiaru zaglądać do tej książki ani razu więcej, by się czegokolwiek upewniać. Jak żeście tacy ciekawi, to sami poszukajcie... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz