niedziela, 7 czerwca 2015

Migawki z finału Ligi Mistrzów

1. Wygrał faworyt:

Tym razem obyło się bez większej niespodzianki. Choć finały Ligi Mistrzów potrafią być nieprzewidywalne, tegoroczna edycja potoczyła się zgodnie z prognozami wszystkich znanych mi specjalistów (czyli moimi). Barcelona zwyciężyła w regulaminowych dziewięćdziesięciu minutach z hakiem, w którym to haku włożyła szpilkę w miękką jak Jabba the Hutt i wymęczoną jak polski górnik obronę Juve (tak, zagalopowałem się trochę z tym porównaniem).

2. Odejście Legend:
Xavi Hernandez płaczący podczas ceremonii pożegnania na Camp Nou (źródło: telegraph.co.uk)

Xavi Hernandez po raz ostatni w swej piłkarskiej karierze chwycił Puchar Ligi Mistrzów, po czym sam został chwycony przez gang piłkarzy Barcy pod przewodnictwem Ivana Rakitica. Gdy wędrował tak wesoło w górę, mnie też chwycił - za serducho - bowiem znamy się od kiedy ja zacząłem poznawać Barcelonę. I tak odchodzi pierwsza legenda, której losy miałem okazję śledzić przez wiele wspaniałych lat. W pięknym stylu. Niestety odchodzi też szansa Adrei Pirlo na zdobycie tego tytułu, gdyż jeden z najlepszych środkowych pomocników w historii futbolu opuszczał boisko z bardzo smutnym wyrazem twarzy. Jako że był to jeden z moich ulubionych piłkarzy i z pewnością najinteligentniejszy rozgrywający, którego miałem okazję podziwiać, nie będzie nadużyciem stwierdzenie, że mecz ten niósł ze sobą naprawdę szeroką gamę emocji.

3. Komentator:
Szpakowski nadal jest w formie, co potwierdził sobotniego wieczoru. Pal licho, że gdy schodził Morata ten obwieścił nam zejście Marchisio, ale kwiatek w stylu: " Juve nie strzeliło w tej edycji Ligi Mistrzów żadnej głowy bramką", to już najwyższa forma komentatorska. Ale cóż z tego, gdy nie tylko przyzwyczaiłem się do wpadek pana Dariusza, a zdążyłem je nawet polubić? Uwierzcie mi, że w tym kotle emocji, jaki zaserwowali nam mistrzowie Hiszpanii i mistrzowie Włoch, nic nie mogłoby mnie bardziej rozbawić i odprężyć.
Wydawałoby się, że to tylko niewinna bramka, ale w wolnych chwilach ona zdobywa głowy...
4. Transfery:
Finał LM stał pod znakiem genialnych ruchów transferowych obydwu klubów. Bramki dla Barcy strzelali kolejno Rakitic (pierwszy rok w klubie), Suarez (pierwszy rok w klubie) oraz Neymar (drugi rok w klubie). Morata, który umieścił piłkę w siatce Barcelony, gwarantując widzom emocje do samego końca, również zasilił szeregi Starej Damy w ubiegłym roku. To jednak nie wszystko. Obydwie jedenastki bowiem zaliczyły niesamowite sezony. Z ogromnymi oczekiwaniami powitam więc nadchodzące okienko transferowe, gdy rozstrzygną się losy niesamowitego Paula Pogby, obiektu pożądania Bayernu - Sergio Busquetsa, czy grającego same ogony w klubie z Katalonii - Pedro Rodrigueza. Już dziś można poczuć jak w powietrzu unosi się smród arabskich petrodolarów (co w związku z ostatnimi powiązaniami szejków ze wschodnimi modelkami i tak nie wygląda wcale najgorzej).
Takiego świetnego piłkarza da się kupić w każdym sklepie ze świetnymi piłkarzami...
5. Ślizgawka:
Trudno oszacować czy murawa berlińskiego stadionu przystosowana została do jazdy figurowej, czy raczej do spotkania piłkarskiego. W pięknym stylu wychrzanił się Marszczerano (Mascherano), później pięknie pieprznął Messi. Konkretne upadki zaliczyli też Pogba i Evra. Pytanie czy to właśnie efekt działania magii finału, czy raczej mocno nawilżona murawa (R Kelly - ty podła bestio...).
Oczywiście gif nie pochodzi z tego spotkania, ale przyznacie, że i tak jest niesamowicie słodki?
6. Sędzia:
Cichy bohater meczu. Naprawdę nie wiem do czego mógłbym się przypierdolić, więc uznaję występ arbitra za bardzo przyzwoity. Pozwalał grać dość agresywnie, nie gwizdał naciąganych karnych (z obu stron), dał radę zapanować nad ogromnymi emocjami na boisku i wreszcie - udało mu się nie dopuścić do tego, by Luis Suarez zjadł któregoś z piłkarzy Juve. W dodatku wykazał się ogromną cierpliwością nie przydzielają żółtych kartoników piłkarzom, którzy chcieli z nim porozmawiać. Nawet jeśli zabiegali o atencję wsadzając mu palce w oczy. Moim zdaniem jeden z najlepszych występów arbitrów w meczu takiej rangi.  
Cuneyt Cakir - najlepszy towar eksportowy Turcji zaraz po kebabie i swetrach.

Podsumowując: mamy za sobą kolejny, piękny finał Ligi Mistrzów. Finał pełen emocji i boiskowych legend. I choć zajmują nas na co dzień książki, filmy i inne pierdoły, to warto wiedzieć coś więcej także o tym, niesamowitym dla wielu ludzi na całym świecie, wydarzeniu. Bo przecież z najmniej ważnych rzeczy, piłka jest najważniejsza ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz