wtorek, 14 lipca 2015

Filmowe trio, czyli dla odmiany o dobrych produkcjach.

Pisząc dzisiejszy tekst targają mną bardzo poważne wątpliwości. Stawiam sobie bowiem szereg pytań, na które wciąż nie potrafię znaleźć odpowiedzi:, czy mój gust filmowy uległ całkowitej degradacji, czy staje się wręcz nieodpowiedzialnie zachowawczy, czy dobrym pomysłem było ukrywanie zwłok w piwnicy sąsiadów? Ot, klasyczne dylematy osoby zajmującej się kinematografią wyłącznie ze względów rozrywkowych. Niewątpliwie wynikają one z faktu, iż obejrzałem w ostatnim czasie aż trzy filmy i czego absolutnie się nie spodziewałem - wszystkie mi się podobały:

1. Run All Night; Nocny Pościg (2015)
Najdłużej kręcona scena Nocnego Pościgu - ten pieprzony papieros zawsze wypadał...
Zaczynamy od klasycznego kina akcji. Kolejna produkcja z Liamem Neesonem okazała się naprawdę ciekawą, świetnie zrealizowaną przygodą. Neeson znów staje się mścicielem i choć robi to co zawsze, czyni to naprawdę dobrze. Stosunkowo interesująca fabuła, mimo charakterystycznych dla tego kina uproszczeń, potrafi przyciągnąć uwagę widza, tym bardziej, że okraszona jest naprawdę dobrą, angażującą akcją. Co ciekawe Nocny Pościg wyróżniają niezłe kreacje bohaterów. O ile zniszczonego życiem zabójcę, w którego wciela się Liam Neeson, widzieliście już zapewne tysiąc razy, to niejednoznaczna postać jego głównego nemezis, Shawna Maguire'a (Ed Harris), odznacza się dość sporą dawką nieprzewidywalności i nietypowej dla tego gatunku charyzmy. Oglądając poczynania wspomnianych aktorów, byłem bardzo zainteresowany poznaniem ich przeszłości, motywacji, argumentów uzasadniających podejmowane przez nich działania, a to nie zdarza się w kinie akcji dość często. Z ręką na sercu przyznaję, że choć mnie ten film nie znudził w żadnym momencie, to przeciągana końcówka może faktycznie zirytować - tym bardziej, że każdy miłośnik tego rodzaju kina będzie znał zakończenie już na pół godziny przed epilogiem. Oczywiście naiwnością byłoby twierdzenie, że jest to coś nowatorskiego i przełomowego, ale zabawa którą Nocny Pościg potrafi dostarczyć, zdecydowanie wynagradza fakt, że to tak naprawdę kilkukrotnie odgrzewany kotlet. Zgodnie jednak ze starą łacińską formułą mówiącą, iż "student zje wszystko":

Moja ocena to: 6.5/10

2. The Voices; Głosy (2014)
To nie Ty jesteś panem kota - to on jest Twoim...
Bardzo przyjemne zaskoczenie. Spodziewałem się kolejnej głupiej komedyjki z elementami gore, a otrzymałem całkiem ciekawe studium chorób psychicznych. Bohater grany przez Ryana Reynoldsa jakoby wbrew sobie staje się seryjnym mordercą, dostarczając przy tym widzom całej gamy najróżniejszych wrażeń. Choć teoretycznie zakwalifikowano Głosy jako komedię, bliżej im raczej do solidnego dramatu. Jeżeli mamy tu do czynienia z jakimikolwiek żartami, to są one zarówno mroczne jak i przedstawiane na tle niesamowicie dramatycznych wydarzeń. Świetnym zabiegiem okazało się kolorowe i sympatyczne zarysowanie świata widzianego z perspektywy głównego bohatera, które zdecydowanie zmienia swój charakter po zażyciu przez niego leków, czy też w przypadku spojrzenia na świat z oczu innych postaci. Ten zabieg doskonale pokazuje dualistyczną naturę postrzegania rzeczywistości przez schizofreniczny umysł naszego protagonisty. Warto jednak zaznaczyć, że nie jest to produkcja, która trafi do wszystkich. Mnóstwo groteski, charakterystyczny klimat budowany na zasadzie kontrastu i duża dawka brutalności skreślą tę pozycję z listy wielu osób. Jeszcze inni nie docenią wizji reżyserskiej, czy bardzo oryginalnego humoru. Nie ukrywam jednak, że w mój, bardzo specyficzny zresztą gust, produkcja ta jak najbardziej trafiła:

Moja ocena to: 8/10

3. Spy; Agentka (2015)
Produkcja udowadniająca, że miejsce nie każdej kobiety jest w kuchni...
I wreszcie wisienka na torcie. Komedia, która stała się z miejsca moim numerem jeden i jestem przekonany, że będę do niej wielokrotnie wracał. Choć znów mamy tu do czynienia z ogranym schematem, czyli niezdarną Susan Cooper (Melissa McCarthy) pragnącą zostać agentką specjalną CIA, to sam poziom wykonania tego filmu winduje Agentkę na najwyższe miejsce w moim prywatnym rankingu komedii. Mamy tu wszystko czego można sobie zamarzyć - świetne dialogi, które nawet na chwilę nie pozwalają oderwać się od ekranu, bardzo dobre żarty sytuacyjne i rozsądnie stosowane tzw. "żarty fizjologiczne". Nie będzie przesadą jeśli stwierdzę, że nie tylko jest tu coś dla każdego, ale na całe szczęście nie ma też żadnej przesady w samym budowaniu zabawnej atmosfery. Do tego niesamowicie wykreowane i charakterystyczne postacie. Puszysta i niezdarna Susan, jej przyjaciółka, wysoka i szczupła Nancy, twardy jak skała i głupi jak mówienie "poszłem" agent Rick Ford (w tej roli niesamowity Statham), cyniczna Raina Boyanov, kompletnie zboczony tajniak Aldo, kopia Jamesa Bonda - doskonały Bradley Fine i wreszcie 50 cent - sami przyznacie, że grupa ta prezentuje się naprawdę zacnie. Obawiałem się odrobinę, że będzie to kolejna słodka historia o kobiecie realizującej się mimo wszelkich przeciwności. I teoretycznie tak jest, ale wobec niesamowitego humoru i lekkiego podejścia do tematu ani trochę ten fakt nie przeszkadza. Tym bardziej, że słodkość ta, zdecydowanie tłumiona jest przez jakże wulgarne dialogi, które bardzo często rozbawiały mnie do łez (ale ja jestem dziwny, więc nie traktujcie tego jako znaczący plus). Choć to kolejna produkcja niewymagająca od widza zbyt wiele wysiłku, w kategorii komedii nie było czegoś tak dobrego od bardzo dawna. Podkreślam też, że jeśli wahacie się pomiędzy seansem filmu Kingsman: Tajne służby, o którym było niesamowicie głośno w ubiegłym roku, a obejrzeniem Agentki - przestańcie. Agentka bawi na o wiele więcej sposobów i mimo gorszego przedstawienia akcji okazuje się o wiele lepszą rozrywką:


Moja ocena to: 9/10      

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz