wtorek, 7 lipca 2015

Jean - Christophe Grange - "Imperium Wilków"

Coraz mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że poznanie jednej książki Grange'a wystarczy, by poznać całą jego twórczość. Francuski autor thrillerów stosuje bowiem w swych powieściach tak wiele charakterystycznych elementów, że nawet gdyby napisał książeczkę dla dzieci, wiedziałbym z kim mam do czynienia. I możecie być pewni, że byłaby to zajebista książeczka dla dzieci. Oczywiście pełna morderstw, krwi i przemocy, ale to XXI wiek - niech młodzież wie, co ją czeka.

Opisanie fabuły Imperium Wilków mija się w zasadzie z celem, ponieważ to właśnie jej stopniowe odkrywanie stanowi największą frajdę. Dość powiedzieć, że główną rolę odegra pewna nietypowa kobieta cierpiąca na zaniki pamięci - Anna, grupa wściekłych nacjonalistów tureckich, których głównym hobby jest robienie kebabów z ludzi, a także para detektywów pracujących dla wydziału kryminalnego - młody Paul i jego partner z konieczności - emerytowany "konsultant" - Schiffer.

O plusach powieści Grange'a można się wypowiadać zarówno w kontekście tej książki jak i każdej innej, ponieważ są to elementy w zasadzie niezmienne. Mamy więc świetną kreację bohaterów przedstawionych na zasadzie kontrastu. Wściekły, niezdyscyplinowany i nieprzewidywalny Schiffer ukazany jest na tle idealisty pragnącego zostać bohaterem - Paula. Anna, pragnąca wolności kobieta, zostaje nakreślona podobnie, tyle że wobec fanatycznie oddanego ideałom nacjonalistycznym bojownika - Azera. Podobny zabieg z pewnością zwiększa zaangażowanie czytelnika, który może lepiej zrozumieć ideały kierujące przedstawionymi postaciami. Warto zwrócić uwagę, że obrazy rysowane przez autora nigdy nie są czarno - białe, a każdy z bohaterów do samego końca pozostaje tajemniczy.

Kolejnym charakterystycznym elementem jest także duża brutalność. Świat tureckiej dzielnicy Paryża nie jest miejscem przyjemnym. Pozornie normalne życie toczy się na zewnątrz, gdy tymczasem w piwnicach, w warunkach uwłaczających ludzkiej godności, pracują nielegalni imigranci. Tu by zdobyć informacje trzeba uciekać się do skrajnej brutalności, policja nie jest z pewnością organem godnym zaufania, a handel narkotykami staje się czymś, na co nawet nie warto zwracać uwagi. Do tego dostajemy też bardzo ciekawego bohatera zbiorowego - skrajnie brutalną, potężną i bezkompromisową organizację fanatycznych nacjonalistów tureckich - Szarych Wilków. Na każdym więc kroku da się odczuć czyhające na naszych bohaterów niebezpieczeństwa.

Zaletą jest również nieprzewidywalne, choć bardzo charakterystyczne dla Grange'a zakończenie. Jak to możliwe? Otóż z jednej strony trudno w jakikolwiek sposób wykoncypować finał tej historii, ale jednocześnie kończy się ona w sposób podobny do większości powieści Francuza. Elementem zaskakującym jest więc raczej skład osobowy na ostatnich stronach książki, niż sam przebieg wydarzeń.

Niestety Imperium Wilków powiela także wady poprzednich utworów Grange'a. Wciąż jest to wysoce nieprawdopodobna historia, gdzie operacje plastyczne i manipulacja umysłem stają się tak powszechne, jak dres plujący na chodnik. Nie każdy strawi więc dużą dawkę niesamowitych wydarzeń, których zestaw staje się tak ogromny, że choć nawet realistyczny, to w żadnej mierze nie mogący mieć miejsca. Niektórzy w tym miejscu docenią wyobraźnię autora, inni skończą lekturę z chronicznym bólem głowy i słowami "łot de fak" cisnącymi się na usta.

Również zakończenie, o którym już wspomniałem, może być odebrane dwojako. Choć sam niejednokrotnie doceniałem sposób jego konstruowania u Grange'a, który swego czasu wydawał mi się bardzo oryginalny, to oczekiwałem pewnego urozmaicenia - znacznej zmiany i huśtawki nastrojów w epilogu. Niczego takiego jednak nie doświadczyłem. Dlatego też nawet jeśli finał tej historii wypada zdecydowanie na plus w odniesieniu do standardowych kryminałów, w przypadku Francuza są to niestety niższe stany średnie - facet ma zdolności i wyobraźnię by spisać się lepiej i tego po nim oczekiwałem.

Biorąc więc pod uwagę wszystkie za i przeciw, uważam, że to wciąż bardzo dobra książka. Oczywiście przeszkadzała mi odrobinę powtarzalność autora, ale i tak bawiłem się całkiem dobrze i lekturą tą jestem zdecydowanie usatysfakcjonowany. Ba, jeśli rozsądnie dawkuje się Grange'a, to pewne wady o których wspomniałem nie zostaną nawet dostrzeżone, ale po kilku spotkaniach z nim oczekiwałem ogromnych fajerwerków. Dostałem zaś całkiem niezłą petardę. Jebło, zrobiło trochę hałasu, ale żadnego śladu po sobie raczej nie zostawi:


Moja ocena to: 7/10

PS Tak, wiem, ze na podstawie tej książki powstał film o tym samym tytule.
PPS Nie, nie oglądałem tego filmu.
PPPS Tak, wiem, że warto, bo to dobry kryminał i gra w nim Jean Reno.
PPPPS Błagam, nie wspominajcie o filmie w komentarzach, bo go nie oglądałem, więc nie jestem w stanie odpowiedzieć merytorycznie na jakiekolwiek pytania dotyczące różnic/podobieństw.
PPPPPS Wiem, że część z Was potraktuję to jako prowokację, ale nie róbcie tego, bowiem znienawidzę Was po wsze czasy.
PPPPPPS W tym miejscu pewnie zastanawiasz się jak sprytnie nawiązać do ekranizacji - nie bądź dziecinny!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz