sobota, 18 lipca 2015

Kill List; Lista Płatnych Zleceń (2011)

Ostatnimi czasy wychodzę z bardzo prostego założenia związanego z kinematografią - jeśli coś sprawia, że myślę o tym przez kilkanaście godzin, to znaczy, że jest dobrą produkcją. I tak właśnie sprawa wygląda z niesamowitym Kill List, które (po raz kolejny dzięki Patrykowi) miałem okazję oglądać. Wiem, że czasem możecie mieć wrażenie, iż praktycznie przepisuję jego bloga, ale cholera, nie mogę poradzić nic na to, że facet ma po prostu świetny gust filmowy. I tak, miałem dziś pisać na temat dość przeciętnej książki, którą ostatnio skończyłem, ale chrzanić to - po wczorajszym seansie nie pamiętam bowiem o niczym innym, niż ten popieprzony film.

Na samym wstępie chciałbym zaznaczyć, że jeśli pragniecie przeczytać normalną recenzję, napisaną dobrze i bez zbędnego pieprzenia, to wbijcie na wyżej podlinkowany blog. Facet zrobił to lepiej, niż ja mógłbym kiedykolwiek marzyć. Ale że dobre kino trzeba propagować na wszystkie możliwe sposoby - te chujowe sposoby też - to czuję pewien moralny obowiązek, by Wam tę produkcję przybliżyć.
Budżet nie był zbyt wysoki, więc jedyną ładną postać gra Myanna Buring. Ale że Was lubię, to wstawiam zdjęcie tych brzydszych.
Dobra, bez zbędnego przedłużania jedziemy z fabułą. W spokojnym (nie bardzo) domu żyje sobie pewna wesoła i szczęśliwa rodzina (w chuj nie bardzo). Jay i Shel, bo tak małżonkom na imię, mają ładny domek, zdrowego synka i ogólnie wszystko byłoby fajnie, jednak szybko pojawia się pierwsze duże "ale" (a raczej ALE). Jay nie pracuje. Wiecie co się dzieje, gdy facet nie zarabia pieniędzy, a kobieta przyzwyczajona jest do ich wydawania? Oczywiście zaczynają się pierwsze sprzeczki, awantury i zbite talerze. Shel prosi męża, by wrócił do starej pracy, którą w weselszym dla niego okresie wykonywał ze swoim najlepszym przyjacielem - Galem. Problem w tym, że panowie byli... płatnymi mordercami. Wiem, wiem jak to brzmi - sztampowo i nudno, ale poczekajcie, dajcie mi jeszcze pięć minut na rozwinięcie tego wątku. Panowie podpisują bowiem bardzo charakterystyczny kontrakt na nowe zlecenie, który przypieczętowany zostaje... krwią jednego z nich. I od tego momentu zaczyna się prawdziwa jazda bez trzymanki - pedofile, zwyrodnialcy i różnej maści tałatajstwo staje się celem naszych bohaterów.

Przyznam, że fabuła jest tu niesamowicie pokręcona i niejednoznaczna. Jeśli lubicie jasne i doprecyzowane, zamknięte historie, to nie jest zdecydowanie produkcja która do Was trafi. Jeśli jednak wolicie poćwiczyć przy filmie własną wyobraźnię, rozgrzać szare komórki i znieść unoszącą się przez cały czas atmosferę tajemnicy i niesamowitego, gęstego mroku - to może być coś wręcz idealnego.
Słomiana maska i pochodnia, to bardzo ryzykowne połączenie. Jednak w tak przedstawionym świecie nawet obsikanie deski klozetowej, może grozić śmiercią....

Zaznaczam jednak, że nie jest to kolorowe dzieło rodem z Hollywood. Sceny są często i gęsto pocięte, dialogi tajemnicze, a klimat ciężki do uniesienia.  Dodatkowo odradzam oglądanie ludziom, którzy są szczególnie wrażliwi na przemoc, bowiem ta występuje tu w trudnych do zaakceptowania dawkach. Film jest niesamowicie specyficzny i choć trafi raczej do wąskiego grona odbiorców, to z pewnością wywrze na ewentualnych widzach niesamowite wrażenie. Ale żeby nie być gołosłownym muszę jebnąć porównaniem. Nie zrozumcie mnie źle - drugi taki film po prostu nie powstał, ale niektóre produkcje klimatem zbliżyły się do Kill List. Mroczna atmosfera przypominała mi odrobinę leciwą już Drabinę Jakubową. Były też momenty, gdy wydawało mi się, że reżyser inspirował się Harrym Angelem. Jeżeli kojarzycie te filmy, to macie przynajmniej ogólne pojęcie jakiego psychodelicznego klimatu możecie się spodziewać.

Decyzje do podjęcia pozostawiam jednak Wam. Wiem bowiem, że nie każdemu taki typ kina się podoba, nie każdy jest w stanie z przyjemnością oglądać pełne realistycznie przedstawionej brutalności sceny i przede wszystkim - nie każdy lubi zakończenia, które zostawiają pole do interpretacji widzowi. Jeśli jednak należycie do tej elitarnej grupy kinomaniaków - szczerze polecam.


Moja ocena to: 8/10 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz