środa, 1 lipca 2015

Piotr Zychowicz - "Pakt Ribbentrop - Beck"

Po raz kolejny uraczę Was literaturą historyczną i choć już słyszę te dobiegające zewsząd peany, gratulacje i wyrazy najwyższego szacunku, uprzedzam - niepotrzebnie. Tym razem bowiem nie będę aż tak kategorycznie zachęcał Was do sięgnięcia po opisywaną przeze mnie książkę. Piotr Zychowicz napisał bowiem pozycję, która choć stawia go w gronie co bardziej kontrowersyjnych historyków, jest także, przynajmniej z mojej perspektywy, dość nieprzyjemna w odbiorze.

Zacznijmy jednak od tego, dlaczego wokół tej publikacji swego czasu zrobiło się dość głośno. Otóż Zychowicz konsekwentnie stwierdza, że jedynym ratunkiem dla naszego kraju, było sprzymierzenie się w 1939 roku z niejakim Adolfem H. oraz wspólny, konsekwentny i raczej agresywny marsz na naszego wschodniego sąsiada - niejakiego Józefa S. Oczywiście jako że znany publicysta tworzy w swej książce pewną wersję historii alternatywnej, to oczywiście wśród cenionych, poważanych i elYtarnych historyków pojawiły się głosy oburzenia  - że jak tak można, że świętość pokalana, że z Hitlerem, że bez potwierdzenia w źródłach, że co to ma być?! Ogólnie takie jedno, wielkie, ale naukowe spinanie pośladków. Głównym problemem stała się chyba wątpliwa reputacja historii alternatywnej, która w naszym kraju ma naprawdę ciężką drogę przed sobą. W dodatku w drogę tę wyruszy zapewne beze mnie, ponieważ choć nie darzę jej jakąś szczególną antypatią, po lekturze Zychowicza wiem, że nie jest to moja bajka.

Z całą pewnością sama teoria Zychowicza jest niesamowicie ciekawa. Nie jest może zbyt nowatorska, ponieważ obóz germanofili działający dość prężnie w dwudziestoleciu międzywojennym, wysuwał podobne projekty jeszcze przed wybuchem jakiejkolwiek wojny. Warto jednak odświeżyć ten pogląd także w naszych czasach i zwrócić uwagę na ewentualne konsekwencje podobnego podejścia do europejskiej polityki. Za sam pomysł Zychowicz dostaje więc ogromnego plusa. Wykonanie jednak nie przypadło mi zupełnie do gustu.

Wiem, że autor książki chciał podeprzeć się w argumentacji możliwie największą liczbą autorytetów. Prym w tej kwestii wiódł Władysław Studnicki, do którego opinii Zychowicz odnosi się tutaj niemalże na każdym kroku. I w początkowych fazach tej lektury jest to nawet fajny sposób na zaakcentowanie swoich racji, ale po pewnym czasie zaczyna strasznie irytować. Wygląda to bowiem tak, że w kolejnych rozdziałach autor stawia pewne tezy, dopisując coś w stylu: "co też starał się podkreślić Studnicki pisząc: "... tu cytat brzmiący dokładnie identycznie z powyższymi opiniami pisarza". Wiecie czym to skutkuje? Otóż przez większą część tej lektury czyta się dokładnie to samo, czasem powtórzone troszkę tylko innymi słowami. Do tego dochodzi też maniera Zychowicza do nieustannego przytaczania faktów, które mieliśmy okazję poznać już w poprzednim rozdziale: gwarantuję, że gdybyście prowadzili z kimś rozmowę w takim stylu, to po chwili trafiłby Was szlag.

Nie podobał mi się też język, jakiego Zychowicz używa w książce, bądź co bądź, historycznej. Może to tylko dlatego, że spodziewałem się czegoś bardziej...ugłaskanego. Tutaj możemy zaś znaleźć wyrażenia nie licujące za bardzo z poważną publikacją. Na łopatki rozłożył mnie zwłaszcza opis pod jednym ze zdjęć, który brzmiał w stylu: "Goering człapie za...". O wymyślaniu najróżniejszym ludziom (głównie Beckowi) od głupców, bałwanów, czy osób o ograniczonej inteligencji nie będę nawet wspominał. Wiem, że wiążę się to poniekąd z racjami autora, ale wciąż szokuje, tym bardziej, że pierwszy raz spotykam się w poważnej literaturze historycznej z oceną postaci, która jest tak drastyczna. Nie wiem jak Wy, ale ja lubię poznawać głównie fakty, by samemu móc podjąć decyzję jak ocenię daną osobę. Czytając Zychowicza czułem się zaś traktowany jak idiota, któremu autor mówi: "patrz, tak było i Beck był gupi - jak się nie zgadzasz ze mną, to też jesteś gupi".

Miałem naprawdę duże trudności z oceną tej książki. Z jednej strony przemówiła do mnie część zawartych w niej argumentów, z drugiej nie uznałbym sytuacji politycznej roku 1939 za tak czarno-białą jak stara się nam przedstawić autor. Choć zgadzam się z jego główną tezą uważam, że została ona przedstawiona niemalże...karykaturalnie, a z cała pewnością zbyt prosto. Biorąc więc pod uwagę naprawdę dobry pomysł, wywołanie bardzo słusznej dyskusji i świetną lekcję myślenia politycznego w kategoriach interesów, a nie uczuć, którą z pewnością ta książka daje, a z drugiej strony nieodpowiadający mi zupełnie styl autora, pewne luki w jego scenariuszach opisujących przebieg II wojny światowej z Polską u boku Hitlera oraz traktowanie mnie jak nierozumiejącego nic bydlaka ze wsi (którym swoją drogą jestem, ale nie o to chodzi!), uważam że subiektywna ocena którą jej wystawiam, pozostaje jak najbardziej zgodna z moim sumieniem:


Moja ocena to: 4/10 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz