wtorek, 28 lipca 2015

Stephen Clarke - "1000 Lat Wkurzania Francuzów"

Czy istnienie lekkiej, wakacyjnej książki historycznej, to wyłącznie legenda, mit jak heroiczne herkulesowe prace, szeroko otwarte bramy Walhalli, czy godziwe emerytury zapewniane przez ZUS? A może nawet w tej opowieści kryje się ziarno prawdy i gdzieś istnieje książka zarówno powiększająca zasób wiedzy czytelników jak i zapewniająca tony świetnej zabawy? Niezmiernie miło mi będzie zakomunikować Wam, czcigodni czytelnicy, iż taka książka istnieje. Warto również na wstępie przypomnieć, że ludzie darzący szczególną antypatią pozycje historyczne "nie znają się", dlatego do dalszej lektury zapraszam wszystkie te szlachetne i znakomite osobistości, które do tekstów o minionych czasach zwykły dołączać nieprzebrane ilości "ochów" i "achów" (albo przynajmniej samych "ochów").

Skąd to szczególne wyróżnienie? Otóż najwyraźniej pan Clarke nie zasłynął z pisania o stosunkach angielsko-francuskich, ale z humorystycznych powieści fabularnych, w których duży nacisk kładł na dowcipy związane ze stereotypowymi cechami francuskiego narodu. Dzięki mojej spostrzegawczości i niesamowitej bystrości umysłu zaobserwowałem, iż 1000 lat wkurzania Francuzów często łączone jest właśnie z takim rodzajem twórczości. Nic jednak podobnego. Książka ta prowadzi nas przez najważniejsze wydarzenia w dziejach tych dwóch nacji, przedstawione z punktu widzenia Anglika, który za Francuzami szczególnie nie przepada. Nie zabraknie tu więc takich wydarzeń jak zdobycie Anglii przez Wilhelma Zdobywcę, Wojna Stuletnia, egzekucja Marii I Stuart, rządy Ludwika XIV, rewolucja francuska, podboje Napoleona, I oraz II wojna światowa, czy walka o Kanał Sueski. Można rzec, iż jest to swoisty przegląd kluczowych momentów dla stosunków pomiędzy dwoma europejskimi potęgami. Przegląd okraszony jednakże wieloma mniej czy bardziej zabawnymi żartami dotyczącymi francuskiego podejścia do polityki zagranicznej.

Oczywiście nie jestem specjalistą jeśli chodzi o historię angielsko-francuskich przepychanek, gdyż moim postanowieniem i mottem życiowym od najmłodszych lat jest niespecjalizowanie się w niczym. Wiele wydarzeń opisywanych przez Anglika znałem jednak, lepiej bądź gorzej, z podręczników historii. Clarke w zasadzie przytacza u siebie informacje kluczowe dla zrozumienia problemu bez zagłębiania się w meandry polityki międzynarodowej. Wydawałoby się więc, że automatycznie deprecjonuje to wartość opisywanej pozycji sprawiając, że nie odróżnia się ona zbytnio od klasycznej literatury historycznej. Nic bardziej mylnego (czytał Radosław Kotarski). Nie jest ona bowiem wyłącznie próbą zakpienia sobie z kontynentalnego sąsiada, ale także zawiera całą masę ciekawostek o których najprawdopodobniej niewielu z czytelników wie. Ich tematyka jest dość szeroka: możemy się na przykład dowiedzieć czyim wynalazkiem była Gilotyna (i dlaczego nie francuskim) skąd pochodzi szampan (i dlaczego nie do końca z Francji), czy też dlaczego najlepsze wina francuskie nie są wcale do końca francuskie. Przyznacie, że już te aspekty każą nam podrapać się z zamyśleniem po głowie (lub po tym, po czym drapiecie się w zamyśleniu). Dalej jednak czytamy także o niezwykle interesującym temacie francuskich domów publicznych, kontrowersyjnej kanonizacji Joanny D'Arc, czy przyczynach niesnasek wewnątrzkoalicyjnych w czasie II wojny światowej. Wydaje mi się, że są to bardzo ciekawe kwestie i warto poświęcić im kilka chwil.

Tym bardziej, że sam język jakim posługuje się Clarke jest nienachalnie luzacki i przyjemny w odbiorze. Monotonne zwykle fragmenty, stanowiące na przykład noty biograficzne postaci, często poprzecinane są żartami i licznymi anegdotami. Choć autor skupia się na dokuczaniu Francuzom nie zapomina także o winach swoich rodaków, które konsekwentnie wylicza, nie kwitując ich jednak tak uszczypliwymi uwagami jak w przypadku "żabojadów". Cóż, nie jest przecież przypadkiem, że tytuł tej książki, to 1000 lat dokuczania Francuzom.

Przyznam, że czytając bawiłem się bardzo dobrze. Wydaje mi się jednak, że szczególnie interesowały mnie same zagadnienia historyczne. Humor Clarke'e, który początkowo bardzo mnie bawił w dalszej części książki obniżył odrobinę loty, więc skupiłem się po prostu na odmiennej interpretacji znanych mi wydarzeń, dokonywanej z perspektywy Anglika. Stanowiło to bardzo przyjemną przygodę, choć nie ukrywam, że z radością przeczytałbym podobną książkę napisaną przez francuskiego autora, który z równym wdziękiem wbiłby szpileczkę swoim przyjaciołom zza wody.

Podsumowując: jest to fajna pozycja dla ludzi zainteresowanych historią zachodniej części naszego kontynentu, lubujących się w żarcikach opartych na stereotypach, poszukujących lekkiej, ale pożytecznej lektury wakacyjnej. Warto podejść do niej z przymrużeniem oka i dać się wciągnąć w świat angielsko-francuskich niesnasek, podobnych odrobinę do kłótni wieloletnich małżonków.


Moja ocena to: 7/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz