środa, 2 września 2015

Jim Butcher - Pełnia Księżyca [Kaszana Czelendż 3/2015]

Witam serdecznie w kolejnej odsłonie jakże zacnego i znanego już cyklu Kaszana Czelendż. Niestety dotychczas prowadzący bloga, czarujący, smaczny i przystojny Łukasz vel Lucky vel Zjem Wasze Serca I Popije Dobrym Koniakiem nie mógł być dzisiaj z nami. Dlatego też poprosił mnie , bym w jego imieniu przygotował tekst na temat genialnej, cudownej i niesamowitej książki Jima Butchera pod tytułem Pełnia Księżyca. Nazywam się Harribal Lectur i dziś zapoznam Was z najlepszym dziełem jakie kiedykolwiek widzieliście.

Pomocy, ratunku, jestem w piwni...

Przepraszam za zakłócenia - wracamy do spraw kluczowych. Głównym bohaterem Pełni Księżyca jest Harry Dresden - mag pracujący także jako detektyw. Prawda że to bardzo nowatorskie rozwiązanie? Czy znacie jakąkolwiek książkę w której bohaterem także byłby mag? Jeśli tak to ZAMKNIJCIE MORDE, bo Pełnia Księżyca jest oryginalna i nie obchodzi mnie wasza opinia! Ekhm, przepraszam, takie wybuchy w miejscu publicznym nie przystoją szanowanemu recenzentowi. Także nie mówmy już o tym co się stało i przejdźmy dalej. Harry prowadzi śledztwo w które wmieszane jest co najmniej jedno stado wilkołaków. Rozumiecie to? Mamy nie tylko maga, ale i wilkołaki - czy może być coś lepszego?! Zanim zdążycie się zastanowić podpowiadam - NIE!  

Proszę, on odgryzł mi nog...

Książka czyta się wspaniale. To uczucie nieporównywalne do czegokolwiek innego - jakbyście jedli wspaniałe lody śmietankowe z czekoladową posypką, taplając się jednocześnie we flakach waszych wrogów. Akcja pędzi do przodu na złamanie karków, toczy się jak ogromna, kamienna kula miażdżąca po drodze czaszki nieroztropnych detektywów, płynie jak benzyna wylewana na twarze przywiązanych do krzesła ofiar. Kilka absurdów, takich jak strzelające bez powodu agentki FBI (a zresztą, przecież oni zawsze strzelają bez powodu, prawda?), nieroztropne zachowanie naszego protagonisty, czy nieadekwatne do sytuacji reakcje bohaterów w niczym nie przeszkadzają. Takie błędy sprawiają, że książka jest bardziej ludzka, a przecież wszystko co ludzkie jest najlepsze...

Niech ktoś zadzwoni po poli...

Ekhm, muszę przyznać, że jest to też pozycja z pewnymi elementami brutalności. Opisy rozszarpanych zwłok potrafią zrobić duże wrażenie, choć muszę przyznać, że za cholerę nie pasują do tego co mam na zdjęciach... Ale nieważne. Trudno powiedzieć dla kogo jest to książka. Napisana jest trochę jak powieść młodzieżowa, ale zawiera też sporo scen o dość mrocznym wydźwięku. Dlatego odpowiadam Wam - ta książka jest właśnie dla Was. Dla Waszych dzieci, dla Waszych braci i sióstr, dla Waszych babć - każdy powinien ją poznać, ponieważ właśnie ona jest esencją życia, uczy nas jak przetrwać w świecie pełnym demonów, wilkołaków i złych, złych ludzi - a przede wszystkim uczy nas jak zabijać! Kto nie chciałby wiedzieć jak zabijać?! Jak zjadać ludzi, rozszarpywać ich na kawałki, zadawać ból i cierpienie?! Wiedza jest istotą człowieczeństwa, musisz wiedzieć jak zabijać, nie bądź zboczeńcem i wyrzutkiem - przeczytaj Pełnie Księżyca MUAHAHAHA!!!

Moja ocena: 10/10

Ufff, wyrwałem się temu szaleńcowi obezwładniając go w ostatniej chwili urokiem osobistym. Ależ głupoty Wam tu napisał. Książka czyta się fajnie, ale ma sporo dziur fabularnych i idiotycznych sytuacji - zapomnicie o niej po dwóch dniach. Tyle powinniście wiedzieć. Zostawiam Wam cytaty, bo muszę się czymś zająć. Bierze nóż, ten koleś bierze nóż, wychodzi nocą szukać dnia, lalala...

Moja ocena: 6/10

"Gdy więc Kim Delaney przysiadła się do mnie w pubie McAnally'ego, prosząc mnie, bym jej coś wytłumaczył, nie miałem pojęcia, że następnej nocy będzie pełnia" - Gdy już w drugim zdaniu dowiadujemy się, że akcja toczy się w pubie McAnally'ego, od razu wiemy, iż to nie może być zła książka.

"-Sknocisz coś i wielu ludziom może stać się krzywda.
Jej oczy zapłonęły gniewem
- Jeśli planowałam coś zrobić, to jest to moja sprawa, Harry. Nie masz prawa podejmować za mnie decyzji." - Tak jest, jebać to, że wielu ludziom może stać się krzywda. Lubię ją.


"Wyraz zaskoczenia na twarzy agentki w ułamku sekundy przeszedł we wściekłość. (...)Wyciągnęła broń z mistrzowską precyzją , gładko i szybko, ale bez widocznego pośpiechu. (..) Skoczyłem na Murphy i ściągnąłem ją w dół w chwili gdy rewolwer wypalił" - Czy każda kłótnia agentek FBI kończy się tym, że te do siebie strzelają? Jeśli tak, to czy zawsze wytłumaczenie: "ale ja tylko dotkłam, to samo wybuchło" wystarczy, by nie mieć kłopotów wewnątrz wydziału? I my już dobrze wiemy Harry dlaczego skoczyłeś na agentkę Murphy - Ty psie na baby...

"Głupi Harry! - powiedziałem. - Jak mogłeś być taki głupi? Po co u diabła się tam pchałeś? Zauważyłeś, że Ci neandertalczycy o mały włos nie rozerwali Cię na strzępy?" - uwielbiam ten zabieg. Gdy zachowanie bohatera staje się kurewsko absurdalne, autor w imieniu czytelnika sam zadaje sobie te pytania ustami protagonisty. To tak jakby ktoś nasrał na środku sali i każdemu pokazywał: patrz jak zajebiście nasrałem na środku sali. Ale jestem głupi, co?

"Czułem ucisk gdzieś w ciele i drżenie w głębi czaszki" - Harry przeżywa dylematy moralne, choć sądząc z tego wyrwanego z kontekstu zdania, dałbym głowę, że po prostu ma zatwardzenie.

"Nie próbowałem walczyć ani wyjaśniać. Bo i po co?" - Tekst Harry'ego w momencie gdy zbiera wpierdol od agentki Murphy, bo zajął się śledztwem, znalazł trop, ale nie zdążył jej powiadomić. Jak wiemy z wcześniejszych fragmentów FBI nie pyta, tylko bije/strzela, ale perspektywa 25 lat w więzieniu mogłaby Harry'ego jednak skłonić do zwykłego wytłumaczenia się.


"Leżałem więc, cały skupiony na łagodnych dotknięciach, westchnieniach i biciu serca, a wtedy ona znalazła się nade mną. Poruszała się ostrożnie i delikatnie, obawiając się sprawić mi ból. Poruszaliśmy się razem mocą naszego pragnienia, głodni siebie nawzajem, czując pożądanie i ciepło, i zauroczenie, i niewiarygodną bliskość, przejmującą do głębi" - i frytki, ktoś czuje frytki? Tak właściwie co oni robili? Grali w Twistera?!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz