piątek, 18 września 2015

Michael Crichton, Richard Preston - "Micro"

Dorobek literacki niezwykle popularnego autora, Michaela Crichtona, zamknęła powieść pod tytułem Micro. Zamknęła, bowiem autor ze względu na swe zmagania z chorobą nowotworową zmarł w 2008 roku. Omawianą dziś powieść dokończył zaś inny znany pisarz - Richard Preston. Nie należy o nim zapominać, ponieważ dwie trzecie książki, to właśnie efekt jego pracy (opartej jednakże o materiały i notatki pozostawione przez Crichtona).

Fabuła opiera się o nieco zmodyfikowany pomysł zaczerpnięty z filmu/serialu Kochanie, zmniejszyłem dzieciaki. Z tym, ze zamiast dzieciaków mamy złowieszczą korporację pod przywództwem Vina Drake'a, która odkryła technologię pozwalającą zmniejszać dowolne obiekty - w tym ludzi, a także grupkę nieustępliwych, walecznych naukowców, którzy staną się wkrótce obiektem owego zmniejszania. Początkowa próba zatrudnienia wspomnianych badaczy w firmie kierowanej przez Vina Drake'a, spala na panewce, gdy na jaw wychodzą nieczyste intencje szefa. W tej sytuacji Vin podejmuje jedyną rozsądną decyzję - zmniejsza swych niedoszłych pracowników i postanawia nakarmić nimi węża. Oczywiście grupka naukowców ucieka i rozpoczyna pełną przygód, akcji i śmierci (zwłaszcza śmierci) podróż do serca korporacji, w celu odzyskania swoich standardowych rozmiarów (bo rozmiar się liczy). Tłem dla tych wydarzeń staje się gęsta, nieprzystępna i ekstremalnie niebezpieczna dla centymetrowych naczelnych dżungla Oahu.

Akcja z całą pewnością jest najmocniejszą stroną Micro. Dzięki rozgrywającym się w błyskawicznym tempie wydarzeniom, czytanie tej książki odbywa się niezwykle błyskawicznie. Właściwie trudno czasem nadążyć z przerzucaniem stron, wobec natłoku rozgrywających się wydarzeń. Choć sama konstrukcja fabuły jest niezwykle prosta i w głównej mierze oparta o pokonywanie kolejnych przeszkód pojawiających się na drodze naszych dzielnych bohaterów, to w tym przypadku sprawdza się ona całkiem nieźle. Walki z pająkami, pojedynki z osami, czy unikanie nietoperzy stanowią nie tylko świetną, ale i całkiem interesującą zabawę. Trudno jednak z czystym sumieniem stwierdzić, że poza dynamiczną akcją, jakkolwiek pokazaną z niezwykle ciekawej perspektywy, jest w tej książce coś ponadto...

Czytając miałem wrażenie, że przeglądam scenariusz hollywoodzkiego filmu. Sztywne dialogi, błyskawiczne przechodzenie do porządku dziennego nad śmiercią swoich przyjaciół, czy mało skomplikowane charaktery postaci, to chyba największe bolączki tej książki. Oczywiście sięgając po Micro miałem świadomość, że nie będzie to traktat filozoficzny, ale nie spodziewałem się aż tak lekkiego podejścia do tematu wielkich korporacji, czy ślepego podążania za postępem technologicznym. Trudno mówić tu o jakimś głębszym przekazie, czy idei. Ot, zła korporacja, dobrzy bohaterowie, ładna dżungla, trochę flaków i voila!

Nie ośmielę się napisać, że książka mi się nie spodobała. Czytałem ją z dość dużą przyjemnością i naprawdę mocno wkręciłem się w tempo akcji. Oczywiście gdy przeszedłem już do porządku nad niesamowitą technologią, mikrorobotami, czy naciąganymi kreacjami postaci. Traktując ją jako czysto rozrywkową pozycję i nie doszukując się w niej żadnych przemyśleń, można jednak czerpać ogromną przyjemność z podróży po Oahu.

Moja ocena to: 6/10


Ps. Odnosząc się raz jeszcze do motywacji Vina Drake'a. Czy uważacie, że posiadanie urządzenia zdolnego zmniejszać każdy przedmiot do mikroskopijnych rozmiarów, nie jest wystarczającą szansą na zbicie miliardów dolców? Czy zawsze trzeba konstruować jakąś wydumaną broń? Tak zdają się twierdzić szefowie wszelkich korporacji - czy to w filmach, czy książkach (posiadając różnorakie super urządzenia dążą do opylenia komuś jakiejkolwiek megabroni stworzonej przy ich udziale). Przecież za pomocą tego sprzętu można było zmniejszyć cały Sejm RP, albo chociaż Ewę Kopacz - czy ten człowiek brał pod uwagę perspektywy jakie przed nim stały?! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz