niedziela, 18 października 2015

Maniac, Maniak (1980)

Piękny, słoneczny dzień. Na dworze wesoło ćwierkają ptaszki. Para kochanków przechadza się plażą, trzymając się za ręce i szepcząc sobie do uszu czułe słówka. Wokół opalają się ludzie, niektórzy jedzą lody, inni leniwie popijają Coca-Colę. Kamera powoli przesuwa się na twarz zmęczonego swymi niecnymi uczynkami bandziora, który od dziś postanawia zmienić swoje życie i już nigdy więcej nikogo nie krzywdzić. Widz jest przekonany, że nic nie może pójść źle, że świat zmierza w konkretnym, ustalonym przez Boga, czy choćby logikę kierunku. Że każde wydarzenie, które za chwilę zobaczy na ekranie będzie prowadziło do szczęśliwego, spokojnego zakończenia, w którym wszyscy bohaterowie będą trzymali się za ręce i w towarzystwie chóru dzieci opiewali uroki ziemskiej egzystencji. Jesteście w stanie wyobrazić sobie taki obrazek? W takim razie dzisiejszy tekst będzie o czymś zupełnie przeciwnym.
"Niewyraźnie dziś wyglądasz"
Maniak nie miał łatwego życia. Już od najmłodszych lat wychowywany przez matkę, która nie dawała mu poczucia stabilności, za to dawała na lewo i prawo co innego, nie ma najlepszej opinii o kobietach. Może to małe niedopowiedzenie - facet jest tak pokręcony, a jego osobowość tak nieprzewidywalna, że Freud dostałby erekcji na samą myśl o ewentualnej możliwości zbadania podobnego osobnika. Towarzyszymy mu niestety od pierwszych minut filmu i mogę Was zapewnić, że przygoda ta w żadnym wypadku nie będzie należała do najprzyjemniejszych.

Nie będzie przede wszystkim ze względu na niesamowicie mroczny klimat filmu. Jesienne otoczenie, niezwykle oszczędne oświetlenie pomieszczeń, dominujące barwy szaro-zielone, jaskrawo-czerwone, czy brązowe - zabiegi te tworzą niezwykle brudną mieszankę. Dodatkowo obskurne parki z trzeszczącymi, zardzewiałymi huśtawkami, hostele na uboczach miast, prostytutki na ulicach, miejskie toalety z pomazanymi ścianami - są to szczegóły, które sprawiają, że nie czujemy się komfortowo, a wyrażenie "miejska dżungla" nabiera tu bardzo dosłownego znaczenia.

Do zalet tej produkcji można z pewnością zaliczyć świetną rolę Joe Spinella, który wcielił się w tytułowego maniaka - Franka Zito. Wyraźnie widać, że facet wie co robi. Trzeba przyznać, że jego ruchy, sposób mowy, czy mimika są dość oszczędne i powolne, ale sprawia to świetne wrażenie w momentach, gdy w naszym anty-bohaterze górę bierze jego prywatny demon. W dodatku zadanie przed jakim stanął aktor nie należało wbrew pozorom do najprostszych. Tendencja reżysera do bardzo bliskich i dość długich najazdów kamerą na twarz postaci, zmusiła Spinella do wykazania się bardzo dużymi umiejętnościami aktorskimi. Nie należy również zapominać, że obowiązkiem tego faceta było również ukazanie dualistycznej natury psychologicznej przedstawionej postaci i ten element również wypadł bardzo dobrze.  Z czystym sercem przyznaję więc, że film Maniac traktuje o maniaku i to on gra w nim pierwsze skrzypce.

Skoro wspomniałem już o kamerze: zwróciłem uwagę na bardzo ciekawe ujęcia, których ostatnio raczej nie widuję. Długi ruch kamery zakończony krótkim rzutem na dłoń czającego się za ścianą maniaka, czy krew oblewająca obiektyw kamery, robią bardzo fajne wrażenie i stanowią ciekawą odskocznię od nieco wolniejszych momentów. Zaskakuje również sama postać Maniaka, której zdarzyło się patrzeć bezpośrednio "w widza", co podbija jeszcze psychotyczny klimat.
"Dlaczego zawsze wszyscy mężczyźni stoją w kolejce do Ciebie?"
Niesamowicie istotnym elementem są również efekty specjalne, stanowiące przecież istotę dobrych slasherów. Te, nawet po 35 latach, które upłynęły od premiery filmu, wciąż robią niesamowite wrażenie. Hektolitry krwi przelewają się przez ekran, gardła są podcinane, głowy eksplodują i przede wszystkim każda taka scena wygląda cholernie realistycznie. Ponadto sam fetysz naszego bohatera, polegający na ubieraniu manekinów w ubrania zmarłych ofiar (w ubrania wliczają się także skalpy, ale to jest chyba oczywiste), dał ludziom od efektów specjalnych ogromne pole do popisu. Przyznam jednak, że o ile zakrwawione lalki nie robiły na mnie większego wrażenia, to scena w której strzał z dwururki urywa głowę kierowcy samochodu, zapadnie mi w pamięć na długo.

Niestety film nie jest pozbawiony wad. Ba, ma ich całkiem sporo. Największy wpływ na odbiór całości ma fatalne aktorstwo drugoplanowe. Sztuczne dialogi, fatalna mimika, dziwne dźwięki i zachowania osób w sytuacjach ekstremalnych - wszystko to kuje w oczy. Tym bardziej, że jak już wspomniano reżyser lubi potrzymać kamerę na twarzy bohatera. Działa to świetnie, gdy postać jest zagrana dobrze, wkurza, gdy bezsensownie wykrzywia mordę, byleby tylko coś robić. Poza tym mamy najgorszą rolę dziecięcą w historii kinematografii, co zaskakuje o tyle, że dialog pomiędzy dziećmi trwa jakieś dziesięć sekund. Mimo to kwestia odczytana jak na apelu szkolnym rzuca się w oczy i zakłóca imersję. Podobnie stworzona została scena reminiscencji w ostatnich minutach filmu, gdy kwestię, którą dawniej wypowiedział nasz maniak odczytuje jakiś dzieciak, który nie ma nawet ogólnego obrazu o czym traktuje ten film. Brzmi to tak, jakby w sam środek Ulicy Wiązów wrzucać postać z Ulicy Sezamkowej. Słabo.

Jako że jestem dość wredny przypierdolę się też do sceny w której jedna z ofiar maniaka ucieka przed nim na peron. Niestety nie udaje jej się wsiąść do pociągu (byle jakiego) i musi ukryć się gdzieś indziej. A może wystarczyłoby poprosić kogoś o pomoc? Nic z tego, peron jest przecież pusty, więc trzeba radzić sobie samemu. Ale czy na pewno? Otóż z jednego ujęcia kamery widzimy całkowicie pusty peron, a z innego, trwającego zaledwie dwie, trzy sekundy, łażących po nim ludzi. Tym sposobem dostaliśmy albo ogromną niekonsekwencję i błąd w wykonaniu, albo film traktujący także o duchach i protoplastę Szóstego Zmysłu.
"Zgadnij kotku co mam w środku"
Na koniec kwestia za którą nie przepadam osobiście, ale w obiektywnej ocenie musiałbym umieścić ją w plusach. Chodzi oczywiście o muzykę, co do której zawsze mam znacząco odmienne odczucia niż ogół. Świetne, budujące napięcie dźwięki, mroczna muzyka z żywszymi momentami w kluczowych momentach - czego chcieć więcej? Niestety użycie dźwięków z syntezatora zabiło we mnie całą przyjemność ze słuchania tego filmu. Nie wiem jak to się dzieje, ale za cholerę nie mogę przyzwyczaić się do tak agresywnej, sztucznej zmiany w podkładzie jaką serwują mi czasem w Maniaku (czasem, bo w większości muzyka jest świetna). O ile same uderzenia (chyba perkusja, ale mogę się mylić), były ok, to te piskliwe, skrzypiące i znacznie głośniejsze od reszty efekty (dam się pokroić, że to właśnie zabawa z syntezatorem), rozrywały mi uszy.

Podsumowując: dostajemy niezły slasher w starym stylu, z efektami specjalnymi godnymi naszych czasów. Ponadto prosta, ale przedstawiona w strawny sposób fabuła przykuwa dość mocno do ekranu. Jeśli jesteście cierpliwi, nie przeszkadzają Wam pomniejsze błędy i niedoróbki, a do tego uwielbiacie mroczne, krwawe i szalenie brutalne kino, to będziecie zadowoleni. Czy jednak polecam? Zdecydowanie nie - przeciętny człowiek potraktuje ten film jako orgię bezsensownej brutalności. Jeśli jednakże jesteście miłośnikami tego typu produkcji, zdecydowanie warto znać.


Moja ocena: 6/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz