piątek, 6 listopada 2015

Jaume Cabre - "Wyznaję"

Z monumentalną powieścią Jaume Cabre wiązałem ogromne nadzieje. Nie ukrywam, że dałem się zmanipulować zarówno stosem pozytywnych recenzji, jak i wysoką średnią ocen jaką "Wyznaję" uzyskało na licznych portalach czytelniczych. Zakładałem iż w moje ręce trafiła niezwykła książka o ludzkim życiu, poruszająca i przenikliwa, zarówno nowatorska w swej formie, jak i pouczająca w swej treści. Czy rzeczywiście dostałem taką właśnie opowieść? Otóż i tak i nie.

"Wyznaję" opowiada o losach Adriana Ardevola, wybitnie uzdolnionego poligloty, pisarza i kolekcjonera dzieł sztuki. Trudno jednak stwierdzić, że jest to wyłącznie jego historia. Wątków z którymi się zetkniemy jest mnóstwo - losy unikatowych skrzypiec Storioniego, żydowskiej rodziny w czasie II wojny światowej, czy mnicha poszukiwanego przez agentów Świętej Inkwizycji, to tylko niektóre z nich. Historia zręcznie porusza się w licznych motywach literackich, poddaje analizie problemy zła, miłości, poszukiwania swojej tożsamości, cierpienia itd. Trudno więc jednoznacznie stwierdzić o czym jest ta książka, bowiem chwilami można odnieść wrażenie, że jest... o wszystkim.

Jak mawiają jednak starsi ludzie to co jest do wszystkiego, zwykle jest też do dupy niczego. Z przykrością stwierdziłem, że żaden temat poruszony przez katalońskiego pisarza nie poruszył we mnie większych emocji. Może jeden czy dwa momenty skłoniły mnie do głębszej refleksji. Przyczyn takiego stanu rzeczy mogę dopatrywać zarówno w sobie (nie jestem zbyt wylewny emocjonalnie), jak i w samej konstrukcji powieści. Przede wszystkim mnogość wątków, która rozwodniła moje przywiązanie do bohaterów, okazała się świetnym zabiegiem stylistycznym, ale w moim odczuciu znacznie przytłumiła odbiór treści. Nie polubiłem również głównego bohatera, który ze względu na swą niespotykaną inteligencję, zamiłowanie do sztuki i podejście do kobiet nie mógłby być mi bardziej obcy. Trudno więc identyfikować się z kimś, za kim nawet specjalnie nie przepadamy. Z ręką na sercu przyznam, że do niemal każdego motywu, którym posługuje się Cabre, byłbym w stanie znaleźć książkę, która trafiła do mnie o wiele mocniej.

Jeśli jednak pragniecie docenić kunszt autora, to trafiliście świetnie. Oryginalny styl pisarza, który opiera się zarówno na rezygnowaniu w tradycyjnie przyjętych miejscach ze znaków interpunkcyjnych, czy też wprowadzaniu retrospekcji w zupełnie nieprzewidywalnych momentach sprawia, że książkę czyta się świetnie i ta, mimo swej znacznej objętości, nigdy nie nudzi. Oczywiście - akcja raz jest szybsza, a raz wolniejsza, ale sam fakt, że nie wiemy czego się spodziewać, każe z uwagą śledzić losy naszych bohaterów. Ponadto wszystkie wątki połączone są świetnie i zwykle bezproblemowo zazębiają się, tworząc przy tym spójną całość. Nie polecam jednak odkładania lektury na kilka dni, ponieważ po powrocie do niej możemy czuć się bardzo zagubieni.    

Podsumowując: wyłącznie w moim odczuciu jest to słaba książka napisana w genialny sposób. Nie sądzę, żebym pamiętał o tej historii za kilka dni, a jednocześnie trudno mi uwierzyć, że zapomnę o Cabre jako autorze, który zaprezentował nieziemskie wręcz umiejętności. Z uwagi na to, że nie jestem człowiekiem przykładającym zbytnią uwagę do "opakowania", głównym elementem mojej oceny jest historia, która nie zrobiła na mnie takiego wrażenia, jak się spodziewałem. Dlatego nie zważając na pozytywny wydźwięk opinii licznych krytyków i pozostając wierny głosowi swojego sumienia:


Moja ocena to: 5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz