wtorek, 10 listopada 2015

Witching and Bitching, Wredne Jędze (2014)

Jezus, zielony żołnierzyk, SpongeBob i człowiek bez twarzy dokonują zuchwałego napadu na jubilera. Tak zaczyna się kawał...kawał dobrej komedii oczywiście. Pamiętacie "Hiszpański Cyrk" Alexa de la Iglesia? Cudownie zryty, alegoryczny obraz rozdartej konfliktami Hiszpanii o którym pisałem tutaj? Cóż, baskijski reżyser powraca w kolejnej pokręconej produkcji - tym razem w inspirowanej horrorami komedii.

"Wszystkie kobiety to wiedźmy" - stwierdzenie to, jakkolwiek nieprawdziwe, dobrze oddaje istotę fabuły przedstawionej we Wrednych Jędzach. Nasi bohaterowie, grupka typowych samców, dokonuje zakończonego sukcesem napadu na jubilera. Ucieczka prowadzi ich jednak do wioski, a raczej Wioski, która choć z pozoru zwyczajna, obarczona jest piętnem...kobiet. Oczywiście jak przystało na historie Iglesia, panie zamieszkujące Zugarramurdi również nie należą do przeciętnych. Ich życiowym celem, i kluczową ambicją jest bowiem zniszczenie zachodniej cywilizacji opartej na dominacji mężczyzn. Ot, tak zwyczajnie. Wbrew pozorom historia nie opiera się na krytyce współczesnego feminizmu (choć rozpatrując Wredne Jędze pod takim kątem można się posikać ze śmiechu), ale na dotknięciu problemu stosunków damsko-męskich. Tak więc gdy w poprzedniej produkcji Iglesia walczyły ze sobą dwa ustroje totalitarne, tak tutaj otrzymujemy okraszoną humorem walkę płci.
Najlepszy złodziej ever...
Humorem obrazoburczym, szalonym i co trzeba przyznać często prymitywnym. Humorem brutalnym, obrzydliwym i zwykle balansującym na granicy dobrego smaku. A mimo wszystko celnie punktującym stereotypowe zachowanie jednej i drugiej strony "konfliktu". Zresztą - trudno nie uśmiechnąć się w momencie, gdy dwóch dorosłych facetów nieudolnie zaleca się do pięknej Evy (Caroline Bang), czy w momencie gdy podczas ucieczki przed policją jeden z bohaterów prowadzi rozmowę ze swoją żoną na temat sposobów wychowywania ich młodziutkiego syna (który notabene przed chwilą pomagał ojcu w napadzie). Inni uśmiechną się podczas kolacji na którą wiedźmy przygotowały przypadkowego mężczyznę, czy po scenach w których następuje brutalna dezintegracja zebranych czarownic, ale Ci którzy to zrobią nie są do końca normalni (ja śmiałem się w głos). W każdym razie jest nie tylko oryginalnie, różnorodnie, ale też szalenie zabawnie (oczywiście jeśli ktoś docenia taki rodzaj poczucia humoru).

Poza tym są też kwestie mniej ważne. Gwiazdorska obsada, świetna realizacja, czy genialna scenografia. Ok, są też nieliczne momenty w których reżyser zdecydowanie przegiął z dość marnymi efektami specjalnymi, albo sceny, które ciągną się jak flaki za zombie, ale dla miłośnika podobnych produkcji nie jest to coś, czego nie można by znieść.
Guliwerze, czas na obiadek.
Podsumowując: Uważam, że jest to świetny film. Wnoszący ogromny powiew świeżości do, bądź co bądź, troszkę skostniałego gatunku komedii z horrorowym tłem. Dziwne poczucie humoru i spora dawka brutalności sprawią, że nie każdemu przypadnie on do gustu. Klasycznie wynudzą się osoby, które nie doceniają wypełnionych smaczkami dialogów. Poza tym warto odradzić Wredne Jędze każdemu z kijem od szczotki w dupie. Ta niewielka reszta, która pozostanie będzie się bawiła bardzo dobrze.


Moja ocena to: 8/10


Ps. Gdybyście jeszcze nie byli przekonani do tak wysokiej oceny, zamieszczam poniżej dodatkowe uzasadnienie:
Caroline Bang jako Eva - takich wiedźm potrzebujemy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz