sobota, 19 grudnia 2015

Gabriella Poole - "Akademia mroku. Wybrańcy losu" Kaszana Czelendż 4/2015

Coś te kaszany ostatnio nieudane. Miałem nadzieję, że otrzymam naprawdę fatalną książkę. Szykowałem konkretną zjebkę. Układałem sobie w głowie argumenty pozwalające wyrazić mi jak gówniana jest ostatnia pozycja, jaką przyszło mi przeczytać w tym roku. A niestety okazało się, że nie jest tak źle. Oczywiście nie jest też dobrze, ale porównując Wybrańców Losu do Arbuza, czy Magicznego Pecha, to bawiłem się świetnie. Z drugiej strony stawiając obok tego tytułu prawdziwe książki, przyznaję że nudziłem się jak cholera. Ale po kolei.

Na początek troszkę fabuły. Cassandra otrzymuje stypendium, pozwalające uczęszczać jej do jednej z najbardziej prestiżowych akademii na świecie. Szkoła początkowo wygląda dość standardowo - nikt nikogo nie lubi, bogate suki obnoszą się ciuszkami, które kupił im tatuś, a piękni i wysportowani lalusie robią młode stypendystki w balona, żeby dały im pomacać... balony. Obraz przedstawiony został dokładnie tak, jak w mojej wyobraźni wyglądają szkoły dla bogatych dzieciaków. Później jest tam jeszcze trochę nieistotnych wątków, ktoś tam ginie, jest jakaś zagadka, trochę wstydliwego całowania się i rumienienia, a na końcu oczywiście wampiry. Już dam spokój tym wampirom, ponieważ ich koncepcja w ostatnim czasie została tak brutalnie zgwałcona, że obecnie nawet Vlad Palownik wygląda mi na pedała, chodzącego w różowym szlafroku z logo Hello Kitty. Ot, wampiry na miarę naszych czasów.

Oczywiście są tu wady. Właściwie większość książki to są wady. Jednak stanowią one tak nieodłączny element tego gatunku (tak przynajmniej mniemam), że trudno na poważnie o nich mówić. Akcja ogranicza się do bardzo skąpych, kompletnie pozbawionych dynamiki opisów. Większość książki stanowi tworzenie sieci relacji pomiędzy bohaterami, którzy faceta w moim wieku po prostu nie mają szans obchodzić. Uczucia niby są, ale jak to w powieściach młodzieżowych - przeżywanie melancholii ogranicza się do tego, czy jakiś fagas odwróci się i spojrzy na bohaterkę, czy może na jej koleżankę. Bohaterowie zostali oczywiście wyidealizowani do granic możliwości i każdy jest piękny oraz seksowny. Poza tym książka jest cholernie krótka, ale akurat w tym przypadku nie jest to chyba wada. Najgorsze jest jednak to, że nie mogę jej z tego względu kompletnie objechać, ponieważ dokładnie takiej lektury się spodziewałem.

Mógłbym za to przyjebać się do strasznego stylu i dziur fabularnych. Ale styl jest całkiem przyzwoity jak na ten typ literatury. Nie stwierdziłem również głębszych dziur fabularnych. Wydarzenia układają się w dość logiczną całość (o ile wampiry mogą być logiczne). Poza tym książka została podzielona na rozdziały w taki sposób, że czyta się ją całkiem szybko. Zaskoczyło mnie również to, że pierwsza część cyklu (tak, książka sprzedała się najwidoczniej na tyle dobrze, że pojawiły się kontynuacje), nie zawiera wystarczającej liczby idiotycznych cytatów, bym mógł stworzyć z niej choćby skromna listę. I albo przestałem być tak skrupulatny jak dawniej, albo zaletą tej pozycji jest także to, że nie nafaszerowano jej po brzegi kompletnymi idiotyzmami.

Cóż, jeśli lubicie takie klimaty, być może będziecie zadowoleni. Jeśli macie w rodzinie dziewczynki w wieku 14-16, które jarają się Zmierzchami i innymi durnotami, to Wybrańcy Losu stanowią nawet ciekawy pomysł na prezent. Mnie ta lektura kompletnie nie poruszyła - głównie ze względu na brak zainteresowania losami bohaterów. Nie obchodziły mnie ich miłości, pragnienia, ani przeżycia, ponieważ okazywały się zbyt...dziecinne. Wiem że pisze jak stary pryk, ale dokładnie to samo stwierdziłbym w wieku 15 lat - po prostu nie jest to gatunek przeznaczony dla mnie. I nigdy nie będzie.


Moja ocena to: 4,5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz