piątek, 22 stycznia 2016

Krzysztof Mroziewicz - "Bezczelność Bezkarność Bezsilność. Terroryzmy nowej generacji"

Strasznie trudno pisze mi się o książkach, co do których mam świadomość, że większości z Was nie zainteresują. Doskonale wiem, że czytanie o rewolucji październikowej, czy kształtowaniu się współczesnych Indii, nie jest tematem tak nośnym, jak facet latający na miotle, czy nieśmiała dziewczyna przechodząca transformację w wyuzdanego demona seksu (wszelkie podobieństwo do osób fikcyjnych kompletnie przypadkowe). Mimo wszystko, jak mitologiczny Syzyf, popierdalam pod górę, pchając w miarę swoich możliwości ten kaganek oświaty (właściwie, to niosąc, ale pchanie zawsze brzmiało dla mnie lepiej). I myślałem, że będę musiał polecić Wam kolejną książkę, którą zlejecie. Że znów mi będzie smutno z tego powodu. Że będę cierpiał, a łzy rozpaczy po raz kolejny ciec będą na podłogę pokoju mego. Ale na szczęście nie jestem do końca przekonany, że chcę Wam tę książkę polecić, więc tym razem czuję się zwycięzcą, choć powstrzymam się od wyrażania mojej (ewidentnej)  wyższości.

Co jako pierwsze przychodzi Wam do głowy widząc podtytuł "Terroryzmy nowej generacji"? Nie ukrywam, że ja poleciałem standardem i oczekiwałem publikacji na temat Hamasów, Al Kaidów, czy innych Tamilskich Tygrysów. I w sumie właśnie to otrzymałem, ale...nie do końca. Przejdźmy od razu do wkurwu, na tę skądinąd ciekawą i pożyteczną książkę.

Publikacja liczy sobie jakieś czterysta czterdzieści stron. Wydaje się, że nie jest to wiele, ale jej format, odrobinę potężniejszy od "standardowego", sprawia, że tekstu wydaje się być naprawdę sporo. I to bardzo interesującego. Początkowo czytamy o konflikcie indyjsko-pakistańskim, później coś o Afganistanie, Iraku, Sri Lance, Chinach, czy Korei Północnej. Wszystko wydaje się spoko. Styl autora wciąga na tyle, że bez bólu da się robić te sto stron dziennie. Później zapala się mała czerwona lampka. Przecież te informacje już gdzieś słyszałem. Na zajęciach, w mediach, na ulicach (nie no, na ulicy może aż tak nie) powtarza się dokładnie te same wiadomości, wałkuje je i rozkłada na czynniki pierwsze. Niczym nie zaskakują więc rozdziały o Iraku, czy Afganistanie. Nieco ciekawsze są te, które dotyczą Azji, ale to nic, czego nie czytałbym w innych, nieraz lepszych publikacjach, czy internetach. Każdy głupiec liczący na wnikliwą analizę struktur współczesnego terroryzmu, jego finansowania, związków pomiędzy poszczególnymi organizacjami, czy konkretnych zamachów, będzie ogromnie zawiedziony. Te informacje pojawiają się gdzieś tam, na dalszym planie, ale są tylko nic nieznaczącym tłem, dla książki traktującej o polityce międzynarodowej. Globalny terroryzm jest tylko jej częścią, do której autor zdaje się nie przykładać większej wagi. Choć trudno Mroziewiczowi odmówić ogromnej wiedzy, to nawet przy czytaniu tak obszernej publikacji, miałem wrażenie, że czegoś brakuje, że to wszystko tak od niechcenia, a ja w sumie tracę czas. Nie chcę zabrzmieć arogancko, ale (tu będzie coś aroganckiego) dla ludzi nieinteresujących się sytuacją polityczną na świecie, może to być dobry wstęp - dla mnie natomiast, to raczej powtórka wiadomości.  

Poza tym nie rozumiem na cholerę ostatnie rozdziały zajmują się porównaniem teatru do polityki? Od podobnych pozycji oczekuję raczej solidnych faktów, do których miłym dodatkiem byłaby ich interpretacja, a nie udziwnionych rozprawek filozoficznych. Przyznam, że pierwszy raz od bardzo dawna nie doczytałem książki, pozostawiając ostatnie, strasznie irytujące strony w spokoju. Na co to i po co? Żeby książka wydawała się głębsza?  W takim razie dżob jest not dan.

Cóż, książka jest interesująca i przydatna. Czyta się ją całkiem dobrze. Dla ludzi nowych w świecie globalnej polityki jest też z pewnością skarbnicą wiedzy. Z drugiej strony recenzja ma być subiektywna, a mnie ta pozycja wkurwiła niemożebnie. Szczególnie jej końcówka, bo do dwusetnej strony nie miałem nawet specjalnych zarzutów. Po zakończeniu lektury uważam ją za dość nijaką, ale wystawienie jej całkiem niskiej oceny, jest zupełnie bezzasadne. Przecież wielu znalazłoby tutaj wiedzę, która niewątpliwie okazałaby się dla nich cenna, a do tego którą podano w niezły sposób. Postanowiłem więc wypośrodkować tę notę, ale proszę, nie zwracajcie na nią uwagi i bierzcie pod uwagę wyłącznie istotne z Waszej perspektywy argumenty.


Moja ocena to: 5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz