wtorek, 15 marca 2016

Hang'em High, Powiesić go wysoko (1968)

Powiesić go wysoko, to dobry film. Dziękuję za uwagę i zapraszam na kolejne recenzje... Hmmm, może jednak warto byłoby dodać jeszcze kilka zdań - nie chcę przecież, żebyście uznali, że idę na łatwiznę.

Generalnie chodzi o to, że grupka szczerbatych wieśniaków już na samym początku filmu wiesza Clinta Eastwooda. Właściwie przez pomyłkę. Każdy kto kojarzy, jak wyglądał Dziki Zachód w XIX wieku, powinien doskonale wiedzieć, że lincz na przypadkowym przechodniu traktowany był jak dzisiaj wyjście na kręgle, albo partyjka w CS-a z kolegami - rzecz całkiem normalna i nie ma się o co obrażać. Problem w tym, że Clint zostaje nie tylko uratowany, ale otrzymuje też pracę szeryfa pracującego dla rządu federalnego. I w tym momencie doskonale widać, że postać grana przez Eastwooda, nie ma poczucia humoru. Postanawia bowiem schwytać swoich niedoszłych morderców i doprowadzić ich przed oblicze sprawiedliwości. Chujowe zagranie z jego strony, ale skoro oznacza więcej strzelania i trupów, to byłem w stanie je przyjąć.
Wild West Bungee
Wbrew pozorom nie jest to jednak klasyczny western z motywem zemsty. Sprawiedliwość okazuje się mieć bowiem niejedno oblicze. Omal nie powieszony szeryf Jed Cooper, potrafi wybaczyć jednemu ze swych oprawców, kiedy ten okazuje skruchę, sędzia Adam Fenton feruje okrutnymi, ale zawsze zgodnymi z prawem wyrokami i by zaprowadzić porządek, nie waha się wieszać młodzieńców, którym zdarzyło się zbłądzić - do końca trudno także powiedzieć, jaką drogę wybierze główny bohater i to jest całkiem spoko. Mniej spoko jest to, że z czasem historia strasznie się rozmywa. Właściwie żaden z kluczowych wątków nie zostaje doprowadzony do końca. Pomysłów na prowadzenie fabuły było tu tyle, że spokojnie można byłoby z nich skleić trzy niezłe westerny, a zamiast tego po około dwóch godzinach seansu dowiadujemy się, że jebać zakończenie i będzie niejednoznacznie...
Piach w oczy, nóż w plecy i...nie, to w sumie wszystko.
Cóż, tak jak mówiłem, to dobry film. Szkoda, bo mógł być bardzo dobry. Faktem jest jednak, że bawiłem się nieźle, fabuła okazała się lepsza od tysiąca współczesnych gniotów, a grający twardego sukinsyna Clint Eastwood, był twardym sukinsynem. Dlatego też:


Moja ocena to: 7/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz