piątek, 8 kwietnia 2016

Maverick (1994)

Czasem wydaje mi się, że powinienem częściej zamieszczać opinie, dotyczące dzieł kultury, które w jakikolwiek sposób wzbogacają człowieka. Uświadomić jak najszerszej rzeszy ludzi, iż filmy tak ambitne, że obejrzało je tylko osiem osób na świecie, z czego cztery zasnęły, książki, które składają się wyłącznie z dat i biografii osób, które odcisnęły swe piętno na historii pakowania mrożonych brokuł, czy piosenki, skomponowane w całości na kobzę i kozie jelito, niosą ze sobą ogromną wartość. A później oglądam film taki jak Maverick i stwierdzam, że pieprzyć to - ważne, żeby się dobrze bawić.

Wynika to poniekąd stąd, że nie mamy do czynienia ze zbyt ambitną historią. Ot, klasyczna opowieść o cwanym hazardziście, pięknej złodziejce i szlachetnym stróżu prawa. Gdzieś w tle jest też turniej pokerowy, w którym nagrodę stanowi pół miliona dolarów. Pewnie przeszedłbym obok tej produkcji obojętnie, gdyby nie polecanka Arka, czy niewątpliwie gwiazdorska obsada. W rolach głównych zobaczymy bowiem takie nazwiska jak Mel Gibson, Jodie Foster, czy James Coburn (miłośnicy westernów zapewne świetnie znają tego pana). I cóż, pozostaje mi się wyłącznie cieszyć, iż nie popełniłem grzechu ignorancji i w końcu zdołałem obejrzeć ten film.
Ręka Mela Gibsona spoczywa w tej scenie na stole, ale dobrze wiem, co sobie pomyśleliście. Zboczeńcy.
Bawiłem się przy nim naprawdę dobrze. Nie jest to może ten typ produkcji, przy której trzymamy się ze śmiechu za brzuch, ale w żaden sposób nie zmienia to mojego nastawienia do Mavericka. Żarty są tu na każdym kroku, humor nie jest może nachalny, ale za to stosunkowo (jak na amerykańskie kino) inteligentny. Wspomniałem już o udziale Jamesa Coburna, ale żartów z konwencji westernu jest tu znacznie więcej - cyniczny Indianin, będący przyjacielem Breta Mavericka, bohater przybywający już w pierwszych scenach do miasteczka na...osiołku, czy gałąź łamiąca się pod ciężarem wieszanego ciała, to sceny szczególnie zapadające w pamięć, w sposób oczywisty nawiązujące do klasyków gatunku. Poza tym gagi w stylu Danny'ego Glovera napadającego na bank i wymieniającego znaczące spojrzenia z Melem Gibsonem, sprawiają, że uśmiech musi pojawić się na mordzie każdego fana Zabójczej Broni. Maverick ma w sobie wszystko, co uwielbiam w filmach. Mimo tego, że posiada znaczne dziury fabularne, to jest równocześnie szalenie zabawny, wypełniony po brzegi akcją, a w dodatku wygląda całkiem ładnie (piaszczyste i stepowe scenerie nie znudzą mi się chyba nigdy).

No i jest Jodie Foster, która zasłużyła na osobny akapit. Bo widzicie, role kobiece często są niedoceniane. Sam bardzo rzadko trafiam na aktorkę, której gra aktorska naprawdę mi się podoba. Obecnie coraz częściej są to laleczki, wrzucane do filmu właściwie po to, żeby ładnie wyglądać. A Jodie nie tylko wygląda tutaj prześlicznie, ale i świetnie gra. To właściwie idealna kobieca rola komediowa - kiedy trzeba Jodie jest uwodzicielką, kiedy indziej złości się w przesympatyczny sposób, czasem trochę przesadza, innym razem jest odrobinę szalona, ale co ważniejsze za każdym razem dokładnie wie, jaka powinna być jej postać. I wychodzi to znakomicie.
Hmmm, jaki błąd popełniłem?
I to by było na tyle. Jeśli nie szukacie niczego ambitnego, a interesuje Was wyłącznie dobra zabawa, najlepiej z dzikim zachodem w tle, to Maverick jest bardzo dobrym wyborem. To dość prosta komedia, korzystająca ze sprawdzonych motywów, ale robiąca to w doskonały sposób. Ostatni raz tak dobrze bawiłem się...nawet nie pamiętam kiedy. Polecam.


Moja ocena to: 8/10  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz