środa, 20 kwietnia 2016

Wolverine and the X-men (2008)

Tak, wiem, oglądanie bajek w tym wieku, nie jest najrozsądniejszą rzeczą, jaką można się zająć. Ale...nie, jednak nie mam żadnego wytłumaczenia - to po prostu grzeszna przyjemność na którą pozwoliłem sobie po raz pierwszy od bardzo baaardzo dawna. Dwadzieścia sześć około dwudziestominutowych odcinków X-menów, obejrzałem zaskakująco szybko, biorąc pod uwagę znikomą ilość czasu, jakim dysponuję. Ale po kolei.

Wolverine and the X-men, to, wbrew temu, co sugeruje tytuł, nie jest historia skupiająca się głównie na postaci Logana. Opowieść krąży wokół konfliktu ludzi z mutantami, który przybiera nieoczekiwany obrót zarówno dla jednej, jak i drugiej strony. Potężne Sentinele, strażnicy zbudowani ręką ludzką, przejmują władzę nad Ziemię niszcząc zarówno ludzi, jak i niewoląc pozostałe przy życiu mutanty. W tych okolicznościach ze śpiączki budzi się profesor Charles Xavier. Postawiony w obliczu apokalipsy postanawia skontaktować się z Wolverinem z przeszłości, którego zadaniem będzie odwrócenie biegu niekorzystnych wydarzeń. Tak, mam świadomość jak absurdalnie brzmi ta historia, ale należy zauważyć, że otwiera ona pole nie tylko do wprowadzenia dwóch świetnie poprowadzonych linii czasowych, ale pozwala także na przedstawienie ogromnej ilości mutantów, które są o wiele mniej znane, niż ich kultowi bracia. Tak więc znów spotkamy się z Wolverinem, Storm, czy Nightcrawlerem, ale jednocześnie poznamy Bishopa, Marrow, czy Domino. Muszę przyznać, że ta różnorodność zdecydowanie wyszła animacji na plus.
Hugh Jackman w skórzanej kurteczce do pięt nie dorasta klasycznemu kostiumowi rosomaka. I jeszcze ta jego umięśniona klata - bleh :/
Sama fabuła okazuje się całkiem znośna. Choć pełno w niej typowo komiksowych absurdów, to właśnie taka opowieść stanowi esencję klasycznych X-menów. Pełno tu dylematów moralnych oraz postaci postępujących w kompletnie niejednoznaczny sposób. Mimo klisz w stylu twardego i wiecznie sprawiedliwego Logana, mamy też postacie o wiele bardziej interesujące, jak na przykład Emma Frost, czy nawet Magneto (boli natomiast brak Cyclopsa, którego uwielbiam). Pomimo bardzo krótkich odcinków, poruszono też mnóstwo wątków. Każda postać wydaje się więc mieć znaczenie dla dalszych losów historii. Nawet odcinki, w których nie odwoływano się do głównej misji X-menów wydawały mi się bardzo ciekawe, ponieważ dotyczyły wydarzeń związanych z historią poszczególnych bohaterów i pozwalały mi ich bliżej poznać. Ba, w jednym z takich epizodów pojawił się nawet Hulk, Nick Fury, czy nawet Silver Samurai, którego zdecydowanie się nie spodziewałem. Ok, zdarzały się też segmenty, przy których rozpraszałem się z łatwością oraz bohaterowie, których zdecydowanie nie darzę sympatią, ale w ogólnym rozrachunku wyglądało to całkiem przyzwoicie.
Dark Angel po przeróbkach Sinistera wygląda kozacko. Z najsłabszego mutanta zrobił się z niego całkiem przyzwoity wymiatacz.
Jeżeli jesteście fanami komiksów, a oglądania seriali animowanych (przeznaczonych nie oszukujmy się - głównie dla dzieci) nie uważacie za kompletną stratę czasu, to akurat ten, mogę z czystym sercem polecić. Choć nie ma tu zbyt dużo graficznych fajerwerków, doskonałych dialogów, czy świetnej opowieści bez żadnych dziur fabularnych, to ogląda się go całkiem nieźle. No i głosy postaci dobrano w sposób ocierający się o geniusz i oddający charaktery bohaterów w świetny sposób. Podsumowując - jest to specyficzna produkcja, ale fanom podobnych mogę ją z pewnością rekomendować. 

   
Moja ocena: 7/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz