poniedziałek, 23 maja 2016

Justified (2010-2015)

Pamiętacie jak jeszcze niedawno pisałem o świetnym serialu szpiegowskim The Game oraz nieco gorszej, ale wciąż wciągającej produkcji kryminalnej Forever? Otóż spotkało się to z nieuzasadnionymi pretensjami, że moje teksty powstają głównie w oparciu o polecanki Ricka. Możecie sobie tylko wyobrażać jak wielkie było moje oburzenie wynikające z tych pomówień - tupałem nogami, krzyczałem i rwałem sobie resztki włosów z głowy, ale w końcu doszedłem do wniosku, że nie ma co się przejmować i należy skorzystać z sugestii kogoś innego, kogoś kto nie zna się co najmniej równo mocno jak imć Arkadiusz. Skorzystałem więc z propozycji Lary - znanej w pewnych kręgach jako Ewelina. To właśnie ona zasugerowała, bym zapoznał się z Justified, serialem kryminalnym rozgrywającym się gdzieś w zapadłych wioskach Kentucky. Jak możecie się słusznie domyślić, nie spodziewałem się cudów. I to był błąd, gdyż dostałem jeden z lepszych seriali, jakie kiedykolwiek oglądałem - choć oczywiście nie najlepszy (True Detective...).
Raylan i Boyd - dobrze wychodzą ze sobą tylko na zdjęciu.
W Justified poznajemy Raylana Givensa, stosującego cokolwiek kontrowersyjne metody działania policjanta federalnego, zajmującego się poszukiwaniem zbiegów, aresztowaniami, transportem więźniów oraz piciem bourbona. Raylan to kawał sukinsyna wyraźnie zainspirowanego klasycznymi westernami. Nie rozstaje się ze swoim szczęśliwym kapeluszem, diabelnie dobrze strzela, a stosowanie przemocy wobec aresztantów traktuje jako swoją zwykłą codzienność. Raylan ze względu na problemy z pewnym gangsterem (problem polegał na tym, że ów gangster został przez niego zastrzelony), do czasu wyjąsnienia sprawy zostaje odesłany do swej rodzinnej miejscowości w Kentucky. I tu zaczyna się zabawa.
Dwóch najtwardszych sukinsynów w serialu.
W zapadłych dziurach i niewielkich miasteczkach Kentucky poznajemy bowiem całą gamę barwnych postaci. Wśród nich z pewnością najistotniejszym jest dawny przyjaciel Raylana, Boyd Crowder. Boyd zmienia się w zasadzie z sezonu na sezon - poznajemy go jako weterana wojny w Iraku, propagatora nazimu i organizatora niewielkich rabunków. W trakcie rozwoju fabuły przeistacza się on jednak w żarliwego kaznodzieję protestanckiego, następnie uczciwego obywatela pragnącego spokojnie żyć ze swoją nową dziewczyną Avą, aż wreszcie staje się przebiegłym mózgiem zorganizowanej grupy przestępczej, planującym wielomilionowe operacje. Na osobne wzmianki zasługują również osłaniający działania Raylana szeryf Art Mullen, kolejny weteran wojenny pracujący razem z głównym bohaterem - snajper Tim Gutterson, miotający się pomiędzy różnymi grupami przestępczymi nierozgarnięty, ale niesamowicie śmieszny wieśniak Dewey Crowe, ojciec Raylana, doświadczony przestępca Arlo Givens prowadzący z synem nieustanną rywalizację, czy wyjątkowo dobrze zagrane postaci kobiecie, jak Ava Crowder, żona Boyda, czy Loretta McCready, młodziutka dziedziczka dużej fortuny zbitej na handlu marihuaną.   
Mags Bennet - piękniejsza strona Justified...eee..znaczy pod względem aktorskim...
Główną zaletę stanowią z pewnością antagoniści. Prym wśród nich wiedzie pojawiający się w każdym z sześciu sezonów Boyd Crowder, jednak ich gama jest zdecydowanie szersza. Mamy tu na przykład Mags Bennet, pyzatą kobiecinę dzierżącą przywództwo nad jedną z największych rodzin, kontrolujących handel narkotykami w okolicy, Roberta Quarlesa, bezwzględnego mordercę i dewianta seksualnego, który jednocześnie stara się zawsze zachowywać klasę i uchodzić za dżentelmena, Avery'ego Markhama, doświadczonego przestępcę, któremu nieustannie towarzyszy zafiksowany na punkcie nastoletnich dziewczyn rewolwerowiec, czy wreszcie rodzinę Crowe, nad którą piecze sprawuje Daryl, podejmujący próby opanowania swych nieobliczalnych braci. Trzeba przyznać, że tworzenie świetnych, zapadających w pamięć postaci, to coś, co twórcy Justified mają w małym paluszku. To właśnie bohaterowie, zmieniający się z sezonu na sezon, ale zawsze trzymający wysoki poziom, sprawiają, że serial ten posiada tak ogromną magię przyciągania przed ekran.
Oceń orientację seksualną jednego z głównych antagonistów Justified - masz trzy szanse.
Raczej nie ma co się oszukiwać, że twórcy zamierzali w Justified przedstawić problemy winy, kary czy moralności. To jeden z tych seriali, które po prostu ma się świetnie oglądać, bez zbyt intensywnego myślenia. Należy jednak zaznaczyć, że fabuła każdego sezonu jest na tyle misternie skonstruowana i nieprzewidywalna, że miłośnicy kombinowania i snucia przypuszczeń również nie będą zawiedzeni. Poza tym jest tu dość dużo niedopowiedzeń, które choć nie wpływają zbyt mocno na zasadniczą linię fabularną, pozwalają tworzyć własne teorie na temat przeszłości i przyszłości poznawanych bohaterów.

Warto również zwrócić uwagę, że choć serial nie jest zanadto brutalny, sposób prowadzenia akcji sprawia, że przemoc w Justified fascynuje. Otóż produkcja ta opiera się na ogromnej ilości dialogów, które w pewnych momentach sprawiają nawet, że klimat staje się strasznie spokojny, wręcz senny. I wtedy właśnie pada jeden strzał z dwururki, wybucha podłożony uprzednio ładunek wybuchowy, czy poderżnięte zostaje jakieś niewinne gardło. Przemoc, choć nie ma jej tu strasznie dużo, ma więc znaczący wydźwięk i robi wrażenie. Tym bardziej, że jej wizualizacja stoi na całkiem niezłym poziomie (oprócz części wybuchów, które szczególnie w pierwszym sezonie wyglądały źle).
Początek klasycznej historii z cyklu "spadłam ze schodów"...
Strasznie się rozpisałem, a przekaz jest banalnie prosty - choć Justified nie jest niczym nowatorskim, to ogląda się go cholernie dobrze. Poza tym dla fanów westernów będzie on stanowił o wiele lepszą zabawę, niż dla przeciętnych Januszy. Nieliczne błędy (jednowymiarowa postać Raylana Givensa, senne momenty, niedoróbki wizualne) w zasadzie nie mają znaczenia, bowiem radość z tego seansu wynagradza każdą chwilkę cierpienia. Szczerze polecam.


Moja ocena to: 8,5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz