wtorek, 19 lipca 2016

"Strike Back" "Kontra" 2010-2015

Strike Back to serial równie dobry, co irytujący. Historia opowiadająca o losach brytyjskich komandosów działających w ramach tajnej jednostki - Sekcji 20 - zdaje się cierpieć na dziwne rozdwojenie jaźni. I choć z każdym kolejnym sezonem koncepcja serialu wydaje się klarowniejsza, to wciąż widz pozostawiony jest z niesmakiem - szczególnie jeśli stwierdzi, że mimo całej swej zajebistości, Strike Back nie jest do końca tym, czym mógłby być.

Zacząć należy jednak od tego, co oferuje pierwszy sezon. Otóż poznajemy w nim całkiem poważną historię byłego żołnierza, który mimo wszelkich przeszkód i zakulisowych intryg swych przełożonych, stara się wrócić do czynnej służby - tym razem podejmując próbę pracy w wywiadzie. Cała historia, choć nie wydaje się zbyt skomplikowana, z czasem nabiera dość szybkiego tempa. Z epizodu na epizod otrzymujemy coraz więcej akcji oraz poznajemy tło psychologiczne poszczególnych bohaterów (którzy zresztą są bardziej skomplikowani, niż to zwykło bywać w typowym kinie tego typu). Pierwszy sezon wydawał się naprawdę obiecujący. Sugerował, że każda kolejna odsłona opowieści o Sekcji 20, będzie przynajmniej próbowała oddawać realia działań wywiadowczych, ukazywała dylematy związane z pracą w tego typu strukturach, a przynajmniej zaoferuje widzowi kawałek wyważonego, nastawionego na względny realizm kina akcji. ALE NI CHUJA!
Pierwszy sezon, choć znacznie surowszy od reszty i sprawiający wrażenie lekko niedoszlifowanego, wydawał się obiecywać piękną przygodę...
Od drugiego sezonu następuje nie tylko zmiana bohaterów, ale także diametralna zmiana koncepcji serialu. Od tej pory Strike Back staje się produkcją oferującą mnóstwo szaleńczej akcji, strzelanin, wybuchów oraz pościgów. Ponadto znacznemu uproszczeniu ulega fabuła, która od tego momentu zaczyna skupiać się na zagrożeniu terrorystycznym. Każdy sezon ma więc odtąd swojego antagonistę, który oferuje światu dobrodziejstwa związane czy to z ładunkami nuklearnymi, czy też bronią biologiczną. Do tego wrzucono również kilkanaście średnio uzasadnionych (ale całkiem przyjemnych) scen seksu, parę zabawnych dialogów pomiędzy dwoma głównymi bohaterami (taki typowy bromance z diametralnie różnymi, ale niezbyt skomplikowanymi postaciami) i...sporo oczywistych niedorzeczności, które z niezrozumiałych względów wciąż zdają się pociągać reżyserów kina akcji.

Naprawdę nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego dobre akcyjniaki wciąż psute są tymi samymi głupotami? Dlaczego zamiast dźwięków prawdziwych wystrzałów z broni z tłumikiem, dostajemy dźwięki mysich pierdnięć? Dlaczego zamiast gniotącej się blachy auta spadającego z piętnastometrowej skarpy, dostajemy wybuch w stylu Michaela Baya? I czy ktokolwiek z producentów widział w życiu jak wygląda i jaką mniej więcej ma moc pieprzony granat? Przecież chcąc zrobić serial zachowujący chociaż pozory pracy wywiadowczej, nie można sobie pozwalać na tak drastyczne burzenie immersji. I o dziwo w pierwszym sezonie takich głupotek psujących przyjemność z seansu było o wiele mniej.
Realizmowi mówimy stanowcze...raczej nie.
I tu dochodzimy do kwestii rozdwojenia jaźni producentów tego serialu. Z jednej strony fabuła zdaje się rzeczywiście nawiązywać do pracy w wywiadzie. Mamy tu na przykład takie kwestie, jak zdobywanie informacji „przez łóżko”, działania podwójnych agentów, niezwykle aktualne problemy związane z produkcją broni biologicznej i proliferacją broni jądrowej, a z drugiej całe tabuny terrorystów niezdolnych do trafienia głównego bohatera, dziesiątki momentów, w których nieuzbrojeni żołnierze odbierają broń i w pojedynkę rozbrajają tuziny wrogów, czy właśnie wspomniane w akapicie wyżej niedociągnięcia burzące realizm całej historii.

Trochę szkoda, bo jako serial akcji Strike Back jest naprawdę znakomity. Świetna muzyka, typowi twardziele jako bohaterowie, mnóstwo brutalności, świetnie zrealizowane strzelaniny (po kątem dynamiki i widowiskowości), fabuła która pozwala nieźle wkręcić się w opowiadaną historię - jest tu przecież wszystko, czego można oczekiwać po dobrym kinie akcji. Ale są też wady, które z serialu doskonałego czynią Strike Back produkcją zaledwie dobrą. Ba, w porywach nawet bardzo dobrą. Mimo to cieszę się, że emisję przerwano już na piątym sezonie, ponieważ koncepcja nie oferującego nic poza ogranymi schematami i mnóstwem akcji tasiemca, zaczynała mnie już męczyć - dokładnie w momencie, w którym zrezygnowano z emisji szóstego sezonu, również zdecydowałbym się na przerwanie oglądania Kontry (obecnie kończę oglądać czwarty sezon, ale wciąż jestem gotów kontynuować tę przygodę - nie czuję już jednak ogromnego niedosytu). Tym razem z pełną odpowiedzialnością mogę więc potwierdzić, że producenci wiedzieli, kiedy należy zejść ze sceny niepokonanym.

Postaci kobiece w tym serialu są. I to chyba tyle jeśli chodzi o istotne kwestie związane z ich obecnością...
Trzeba przyznać, że mimo licznych zastrzeżeń, bawiłem się naprawdę dobrze. Jeżeli lubicie produkcje, które nie pozwalają oderwać wzroku od ekranu, a akcja pędzi w nich w tempie zawrotnym, to Strike Back jest czymś dla Was. Nie oczekujcie jednak poważnej opowieści, w której na pierwszy plan wysuną się jakiekolwiek dylematy moralne - poza pierwszym sezonem nie znajdziecie tu takich momentów. To ewidentnie serial, który ma tylko jedno zadanie - ma bawić. Być może w sposób bardziej dojrzały, niż inne tego typu dzieła, ale wciąż nie na tyle, by klasyfikować go w kategoriach jakiejkolwiek rewolucji. Ot, kolejny niezły serial z wojną, karabinami i testosteronem w tle. 

Moja ocena to: 7/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz