środa, 24 sierpnia 2016

Nice Guys, Równi Goście (2016)

Komedia kryminalna stworzona przez Shane Black’a (scenarzystę Zabójczej Broni oraz Bohatera Ostatniej Akcji), w której główne role odgrywają Ryan Gosling oraz Russell Crowe? Czy cokolwiek mogło tu pójść nie tak? Nauczony doświadczeniem już przed seansem sadziłem, iż źle mogło tu pójść absolutnie wszystko. Na szczęście tym razem ogromnie się pomyliłem.

Opowieść o losach dwóch zupełnie niepoprawnych detektywów wciągnęła mnie już od pierwszych minut. Osadzenie akcji w kiczowatych realiach lat 70-tych, świetna i nastrojowa muzyka, neonowe napisy w intrze, czy pojawiające się tu i ówdzie plakaty filmowe z tamtego okresu, budują niesamowicie fajny klimat, który dla gówniarza urodzonego już po upadku muru berlińskiego, jest czymś niemal egzotycznym. Do tego dwójka świetnie wykreowanych i dobrze rozumiejących się bohaterów, dzielnie wspieranych przez wyjątkowo dobrze zagraną postać nastoletniej córki jednego z nich, tworzą wspólnie mieszankę charakterów, którą bardzo przyjemnie się ogląda.
Ehhh te wspaniałe poranki, gdy zastanawiacie się, czy to jeszcze kac, czy ktoś Wam po prostu wyciął nerkę...
Należy jednak podkreślić, że tytuł Nice Guys ma wydźwięk wyjątkowo ironiczny. Jedna z głównych postaci jest bowiem pijakiem, facetem który nie waha się oszukiwać starszych osób, by otrzymywać swą niezbyt pokaźną pensję prywatnego detektywa. To jednocześnie facet leniwy, niezdarny i kompletnie niezaangażowany we wszystko czego się podejmuje. Postać tę ratują jednak nieliczne przebłyski geniuszu, które mimo całych jego starań, posuwają podejmowane przez niego sprawy naprzód. Drugi z bohaterów to facet żyjący ze spuszczania manta innym ludziom. Niezbyt bogaty gość ze skłonnością do nadmiernej agresji oraz z lekko skrzywionym poczuciem moralności. Te znacząco różniące się postaci w pewien sposób równoważy obecność cwanej, zaradnej i upartej córki jednego z nich, która staje się głosem rozsądku dla tego nietypowego duetu.
Słowiański przykuc powoli podbija Hollywood.
Do tego otrzymujemy całkiem niezłą, choć może nie błyskotliwą fabułę, która nawiązuje poniekąd do współczesnego kryzysu przemysłu motoryzacyjnego w Detroit. Choć nie chcę zbyt wiele zdradzić, myślę, że mogę w tym miejscu wspomnieć, iż fabuła krążyć będzie wokół porwania pewnej dziewczyny, przemysłu pornograficznego, płatnego mordercy oraz najwyższych sfer władzy. I choć będzie się działo sporo, to trzeba również podkreślić, że opowieść w żaden sposób nie dorównuje swym poziomem świetnej postawie aktorów. Być może ze względu na zbyt skąpą liczbę gagów, a być może przez genialną postawę obu panów, którzy kradną część opowieści na swe indywidualne popisy. Trudno jednoznacznie orzec.
Żądam powrotu mody z lat 70-tych! Ah, choć raz zapuścić wąsa, założyć niebieską skórzaną kurtkę i nie poczuć się przy tym jak gwałciciel...

Mimo wszystko uważam, że Nice Guys to świetny film rozrywkowy. Oglądałem go z nieskrywaną przyjemnością, a nie wyobrażam sobie nawet, jak zadowoleni mogą być ludzie patrzący na kino lat 70-tych z pewnym sentymentem. Dlatego też choć nową produkcją Blacka polecam wszystkim, szczególnie gorąco zachęcam tych, których ówczesne kino niezwykle mocno inspiruje. Nie jest to może dokładnie ten poziom, jaki reprezentowały największe hity minionych lat, ale jeśli przymrużycie czasem oko, będziecie się bawili świetnie.


Moja ocena to: 8/10 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz