wtorek, 30 sierpnia 2016

Slasher s01

Osiem odcinków krwistego horroru, serialowa antologia opowiadająca o bezwzględnych mordercach i ich ofiarach, to koncepcja do której nie trzeba mnie szczególnie mocno przekonywać. Dlatego też gdy trafiłem na recenzję Slashera, od razu wiedziałem, że prędzej czy później będę go musiał obejrzeć. I choć ostatnio nie spędzałem przy serialach zbyt dużo czasu, tę produkcję „połknąłem” błyskawicznie.

Już na wstępie przyznaję, że wbrew temu, co wynikałoby z otwierającego akapitu, nie jest to wcale dobry serial. Wypisywanie wszystkich drobiazgów, które nie zagrały, problemów natury czysto technicznej, czy tych związanych z kulawym scenariuszem, zajęłoby pewnie sporo czasu. Mimo wszystko historia Sary Bennett, powracającej po latach do domu, w którym brutalnie zamordowano jej rodziców, sprawiła mi naprawdę sporo frajdy.
"Nie płacz Ewka, bo tu miejsca brak..."
Przede wszystkim należy zaznaczyć, że jest to doświadczenie czysto rozrywkowe. Nie wymaga od widza zbyt wiele, więc nieraz łapałem się na tym, że odwracam wzrok od ekranu, by dopiero po dwóch minutach przypomnieć sobie, że to nie czas na rysowanie wzorków w osiadłym na biurku kurzu, bo przecież oglądam serial. I choć wydaje się, że jest to sporą wadą (jak można doceniać coś, co do końca nie przykuwa Twoją uwagę?!), to w tym przypadku okazywało się całkiem znośne. Mogłem kompletnie bezstresowo oglądać serial, gotować obiad, czytać książkę i grzebać w nosie (wszystko jednocześnie!) i przy tym wciąż nieźle się bawić (aczkolwiek obiad smakował dziwnie).

Bawiłem się zaś nieźle, bo historia przedstawiona w Slasher ma pewien potencjał. Nie tylko polegający na odkrywaniu tożsamości mordercy, ale również na odsłanianiu ciemnych sprawek ukrywanych zawzięcie przez lokalną społeczność. Małomiasteczkowy klimat, bezwzględny morderca oraz zagadka z przeszłości zostały dodatkowo polane sosem pornografii, radykalizmu religijnego oraz dziennikarskiego śledztwa. W każdym razie dzieje się tu sporo.
"Ale w koło jest wesoło..."
Chcąc wspominać o rzeczach, które przypadły mi do gustu, musiałbym zwracać uwagę na poszczególne sceny. Oczywiście, jak słusznie się domyślacie, sceny morderstw. Te zostały zaprojektowane na tyle solidnie i różnorodnie, że spokojnie mogę zapisać je do plusów całej produkcji. Ludzie zjadani żywcem, cięci na kawałki, czy topieni, nie walczą może o życie przesadnie realistycznie (szczególnie rażą niektóre głosy postaci i nienaturalne krzyki w momentach kulminacyjnych), ale za to po rozczłonkowaniu wyglądają naprawdę dobrze (to znaczy naprawdę źle, ale wiecie, o co mi chodzi :P).

Poza tym mamy też mnóstwo wspomnianych już wad. Kompletnie drętwe aktorstwo, nieprzekonująca, przerysowana postać antagonisty, kuriozalne wpadki na drugim planie oraz momentami irytująca główna bohaterka - czego chcieć więcej? Dziur w scenariuszu? Durnych zachowań ze strony wielu kluczowych postaci? A może cenzury piersi nałożonej na obrazki rysowane przez szaleńca wokół którego krąży cała historia (co swoją drogą jest idiotyczne, bowiem dawka przemocy jaką przyjdzie nam oglądać, sugeruje tylko jedną możliwą kategorię wiekową)?  W każdym razie dostaniecie to wszystko, a jeśli macie lepsze oko niż ja, to prawdopodobnie wychwycicie o wiele więcej tego typu detali.
"Każdy oddech twój, każdy ciała ruch, każdy serca chłód, każdy krok twych stóp - ciągle widzę Cię!"
Cóż - analizując te wszystkie aspekty nasuwa się tylko jeden możliwy wniosek: to nie jest dobry serial. A mimo wszystko interesująca fabuła polana slasherowym sosem pozwoliła mi cieszyć się nim zaskakująco mocno. Wiem, że nie powinienem tego pisać, że nie powinienem nawet sugerować, że to się może komukolwiek podobać, ale...jestem naprawdę zadowolony, że zdecydowałem się go obejrzeć. Ba, z niecierpliwością czekam na drugi sezon po cichu licząc, że twórcy zbiorą teraz niezbędne doświadczenie, by za kilka miesięcy zaoferować nam drugą, pociętą na epizody historię, która nie powieli błędów poprzedniczki. Trzymam kciuki jak cholera.


Moja ocena to: 6,5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz