niedziela, 2 października 2016

Clue, Trop (1985)

Z całą pewnością niejednokrotnie, mniej lub bardziej świadomie, mieliście okazję oglądać komedie wyreżyserowane przez Jonathana Lynna. Sympatyczny grubasek przypominający połączenie Georga R.R. Martina z Tadeuszem Drozdą ma bowiem na koncie takie hity kina familijnego jak „Fałszywy Senator” z Eddiem Murphym w roli głównej, „Jak ugryźć 10 milionów”, w którym to filmie mogliśmy podziwiać komediową twarz Bruce’a Willisa, czy niezwykle często serwowane przez polskie stacje telewizyjne „Uciekające zakonnice”. Dla odmiany jednak warto byłoby napisać o naprawdę przyzwoitej produkcji, która wyszła spod ręki tego reżysera. Mowa mianowicie o jego debiutanckiej produkcji z 1985 roku, noszącej tytuł „Clue”.

W tej czarnej komedii przedrzeźniającej schematy znane z ówczesnych filmów detektywistycznych, poznajemy całe grono ciekawych postaci. Nieco szalony kamerdyner Wadsworth, rozgadana pani Peacock, dystyngowany Profesor Plum, wyuzdana Panna Scarlet, nierozgarnięty acz odważny pułkownik Mustard, czy też nieszczególnie zainteresowany kobietami Pan Green - wszyscy wspólnie zasiadają do kolacji, która kompletnie odmieni ich życie. W trakcie niej poznają bowiem swojego największego prześladowcę - szantażystę i manipulatora pana Boddy. Ponadto do gry z widzem włącza się wówczas także tajemnicza kucharka oraz seksowna służąca Yvette. Każda z tych postaci ma swą rolę w szczególnie powikłanej (jak na komedię) zagadce, stanowiącej pretekst do zabawy z widzem oraz opartych na czarnym humorze żartów.

Sam film, choć mało brutalny i nie mający aspiracji do zagłębiania się w klimat kina grozy, ogląda się zaskakująco przyjemnie. Być może za sprawą wciągającej zagadki lub bardzo charakterystycznych bohaterów widz jest w stanie przetrawić nawet te momenty, w których nie dzieje się zbyt wiele lub w których sceny są sztucznie przeciągane (choć trzeba przyznać, że przy i tak niewielkiej długości tej produkcji, wada ta jest dość potężnym minusem). Dialogi pełniące tu przecież kluczową rolę, napisane są całkiem nieźle, nawet jeśli czasem można im zarzucić korzystanie z utartych schematów i wplatanie oklepanych żartów (które być może były całkiem świeże...w 1985 roku). Do tego należy również dodać świetną rolę Tima Curry’ego, który jest wręcz stworzony do tego typu kina - jego mimika, gestykulacja i ruchy, bardzo często wystarczyły, aby mnie rozbawić (w sumie nie jest to jakieś dramatycznie trudne zadanie).

Czy poza wymienionym już sztucznym przedłużaniem scen i wahającym się momentami poziomem humoru mógłbym wskazać na jeszcze jakieś wady? Cóż, dźwięk jest świetnie dopasowany, scenografię lokacji i kostiumów wykonano bardzo porządnie, poziom aktorstwa jest dość wyrównany i zupełnie satysfakcjonujący, więc...nie. Myślę, że ten film mimo upływu lat wciąż jest wart uwagi. Szczególnie jeśli nie należycie do miłośników hardkorowego kina grozy, ale chętnie obejrzycie coś z ciekawą zagadką i kilkoma niezbyt efektownie przedstawionymi trupami w tle. Choć Clue wciąż bardziej przypomina kino familijne niż porządny thriller, to i tak stanowi odprężającą, sympatyczną i leciutką zabawę na wolny wieczór. Spożywanie alkoholu podczas seansu nie jest jednak odradzane - jeśli miałbym wskazać na niezobowiązujący film do jakiegoś piwka, wódeczki, amolu, denaturatu (czy co tam pijacie), śmiało postawiłbym właśnie na ten tytuł. Ja spokojnie dałem radę na trzeźwo, ale nie zaszkodzi spróbować...ba, może sam powinienem obejrzeć go jeszcze raz w zupełnie innym stanie (i to nie jest w żadnym razie jakiś wydumany pretekst)...


Moja ocena to: 7/10

Dziś zamiast screenów (które nie mają żadnego przełożenia na odbiór filmu, bowiem całość rozgrywa się w jednej lokacji), postanowiłem wrzucić kilka ciekawych cytatów, które udało mi się wyłowić:

- Czy lubi pani Kiplinga?
- Oczywiście, zjem cokolwiek.

- Trzy morderstwa...
- Razem będzie już sześć...
- Sprawy stają się dość poważne.

- Twój pierwszy mąż również zniknął
- Tak, ale to była jego praca - był iluzjonistą...
- Ale już nigdy się nie pojawił!
- Cóż, nie mówiłam, że był dobrym iluzjonistą...

- Czy próbuje pan ze mnie zrobić głupca w towarzystwie innych gości?
- Pan wcale nie potrzebuje mojej pomocy...
- Otóż to!

- Profesor Plum, był pan profesorem psychiatrii specjalizującym się w pomocy paranoikom, maniakom oraz lunatykom cierpiącym na zaburzenia związane z manią wielkości.
- Tak, ale teraz pracuję dla Organizacji Narodów Zjednoczonych.
- Czyli pana praca się nie zmieniła... (personal favourite)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz