czwartek, 13 października 2016

Hampton Sides - "Krew i Burza. Historia z Dzikiego Zachodu."

Dziki Zachód nieprzypadkowo zasłużył na swą charakterystyczną, do dnia dzisiejszego kojarzącą się nam jednoznacznie nazwę. Dziki zachód był bowiem w dużej mierze...dziki. Mowa oczywiście o niezbadanych aż do drugiej połowy XIX wieku terenach, leżących początkowo na zachód od Stanów Zjednoczonych (Nowy Meksyk, Teksas, Kalifornia), a następnie systematycznie wcielanych w obszar współczesnego supermocarstwa. To właśnie ten obszar przyjdzie nam zwiedzać w książce Hamptona Sidesa. W niezwykle niebezpieczną podróż po tajemniczym zachodzie na szczęście nie wyruszymy sami. Od początku aż do samego końca towarzyszył nam bowiem będzie jeden z najsłynniejszych traperów, przewodników i zdobywców Dzikiego Zachodu - Kit Carson. Tym razem musicie mi uwierzyć na słowo, iż nawet pomimo faktu, że notka dotycząca Carsona znajdująca się na polskojęzycznej Wikipedii jest niezwykle lakoniczna, to jego znaczenie dla historii Stanów Zjednoczonych, rozwoju stosunków osadników z ludnością rdzenną, czy chociażby współczesnej popkultury jest nie do przecenienia.

Choć po zakończeniu lektury trudno z czystym sumieniem powiedzieć o którejkolwiek z postaci, iż była nieskazitelnym bohaterem, przypominającym tych, których niejednokrotnie mogliśmy podziwiać w licznych westernach, nie należy się temu zbytnio dziwić. Historię Dzikiego Zachodu, pełną niejednoznacznych decyzji politycznych, nieudanych eksperymentów społecznych oraz morderstw z zimną krwią pisało bowiem życie. Dlatego też przewijający się na kartach tego reportażu historycznego bohaterowie są pełni sprzeczności. Generałowie pełni dobrych intencji, którzy w konsekwencji doprowadzają do straszliwych zbrodni, szlachetni i odważni żołnierze, którzy nie wahają się niszczyć, czy plądrować indiańskich wiosek, honorowi, niegodzący się na ucisk i niesprawiedliwość Indianie, którzy nie mają oporów przed stosowaniem metod bandyckich napadów oraz porywaniem dzieci i kobiet - całą masę tego typu ludzi spotka na swej drodze Kit Carson. Należy podkreślić, że także on sam nie należy do osób o wyjątkowo pacyfistycznym nastawieniu - często prowadzi swych ludzi do bezwzględnej walki, nie uznaje kompromisów oraz mści się z fantazją, którą wykazywać się mogli tylko ludzie wychowani w twardym świecie raczkujących dopiero Stanów Zjednoczonych.

Reportaż ten jest o tyle ciekawy, że pomimo zawiązania akcji wokół osoby Kita Carsona opowiada także o wielu innych kwestiach. Jak sam bohater wspominał miał on bowiem tendencję do pojawiania się w miejscach, do których pasował jak pięść do nosa. Jedyny niepiśmienny generał w historii Stanów Zjednoczonych, jako przewodnik wziął więc udział w wyprawach odkrywczych kartografa Johna Charlesa Fremonta, dzięki któremu powstały pierwsze szlaki osadnicze, brał udział w wojnie z Meksykiem prowadzącej do znacznego poszerzenia się terytorium Stanów Zjednoczonych, po stronie unionistów odegrał znaczącą rolę w Wojnie Secesyjnej. Następnie prowadził walki z indiańskimi plemionami Nawahów, Komanczów, czy Apaczów Mescalero. Na starość walczył zaś o ocalenie ostatnich żyjących przedstawicieli tej rasy, starając się zapanować nad pierwszy rezerwatem Nawahów i optując  w sprawie Indian Jicarilla aż w Waszyngtonie. Trudno więc powiedzieć, by w tym natłoku wydarzeń, historii dotyczących bardziej lub mniej bezpośrednio Kita Carsona, czytelnik mógł się nudzić choćby przez chwilę. Barwy opisanym w tej książce wydarzeniom nadaje nie tylko niezwykle charakterystyczne otoczenie (cóż bowiem przemawia do wyobraźni czytelnika wychowanego na westernach bardziej, niż Dziki Zachód), ale też niejednoznaczność charakteru głównej postaci. Szalenie nieśmiały celebryta swoich czasów, niezwykle niski, ale bardzo silny i odważny, człowiek o kobiecym głosie, o którym historie opowiadano w całej Ameryce, mężczyzna który większość życie poświęcił walce z Indianami, choć wziął za żonę jedną z nich. Taki właśnie był Kit Carson. Wydaje się jednak, że Dziki Zachód miał tendencję do tworzenia tego typu postaci, bowiem napotkamy ich tutaj naprawdę wiele. Być może to zasługa autora książki, ale każda z nich jest nie tylko charakterystyczna, ale także niezwykle ciekawa. Interesują nas ich motywacje, ale równie mocno skutki działań. Nieraz więc książka staje się dramatyczna i nieludzka - szczególnie przemawia zaś do czytelnika fakt, że wszystkie wydarzenia bogato opisano w zgodzie z przytoczonymi źródłami bibliograficznymi. Dlatego też, choć autor nieraz ubarwia swą opowieść opisami nadającymi kolorystyki rozgrywającym się wydarzeniom i ożywiającymi akcję, nie pozostawia on zbyt wiele miejsca na przypuszczenia dotyczące znanych faktów.

Muszę podkreślić, że choć temat Krwi i Burzy jest niezwykle specyficzny i być może nie przemówi do każdego, to sama książka jest naprawdę świetna. Początkowo wątpiłem w sens skupiania akcji wokół jednej postaci, ale z czasem wydało mi się to niesamowicie zasadne i nadające odpowiedniego rytmu całej historii. Choć więc wydarzenia rozgrywają się wokół Carsona, to także o nich samych czytamy wystarczająco dużo, by być w pełni usatysfakcjonowanym z lektury. Szczególnie mocno chciałbym polecić tę książkę miłośnikom historii Stanów Zjednoczonych (by na nowo odkryli jak rodziło się dzisiejsze mocarstwo), a w dalszej kolejności osobom kochającym westerny (żeby sami zobaczyli, czy i w jakim stopniu kino przekłamuje charakterystykę życia na Dzikim Zachodzie). Mimo iż ostatnio czytałem bardzo mało, niemal codziennie starałem się choć na chwilę wrócić do przygód Kita Carsona i za każdym razem bawiłem się świetnie.


Moja ocena to: 8/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz