niedziela, 23 października 2016

Tadeusz Dołęga-Mostowicz - "Kariera Nikodema Dyzmy"

Dwudziestolecie międzywojenne, to niezwykle interesująca epoka, która jednocześnie stanowi okres historyczny, który najusilniej starano się nam obrzydzić w szkołach. Odcinając się od próby oceny dorobku literackiego takich asów jak Żeromski, Nałkowska, czy Reymont, jedno muszę przyznać z całą stanowczością - w szkole średniej ich powieści nudziły mnie potwornie. Być może to kwestia dojrzałości, pewnej świadomości nabywanej z wiekiem, a może po prostu ich książki zestarzały się na tyle brzydko, że we współczesnym czytelniku nie budzą już większych emocji? Gdyby nie system edukacji, który obrzydził mi jakiekolwiek skojarzenia z dwudziestoleciem międzywojennym, prawdopodobnie sam zweryfikowałbym te hipotezy. Obecnie jednak nie zamierzam ponownie sięgać po ich książki. Zaciekawił mnie za to autor, o którym w szkole wspominano wyłącznie mimochodem. Tadeusz Dołęga-Mostowicz, pionier i propagator literatury rozrywkowej w polskiej odsłonie.

Choć już sama postać Dołęgi-Mostowicza, nieugiętego krytyka rządów sanacyjnych, żołnierza biorącego udział w wojnie polsko-bolszewickiej oraz kaprala walczącego (i niestety poległego) w wojnie obronnej niemal dwadzieścia lat później, jest ciekawa sama w sobie, to opisywana dziś powieść - Kariera Nikodema Dyzmy - stanowi dzieło nad którym warto byłoby pochylić się jeszcze dokładniej. Satyra opisująca mechanizmy funkcjonowania elit międzywojennych w Polsce, położyła bowiem fundamenty pod znaczny sukces finansowy autora, a przez to pod rozwój literatury rozrywkowej, którą tak bardzo dziś doceniamy. Co więcej to była po prostu cholernie dobra książka...

Opowieść o losach bezrobotnego Nikodema Dyzmy, który przez serię zbiegów okoliczności i cwaniactwo (które mogą prezentować wyłącznie zdesperowani i do granic bezczelni przedstawiciele klas niższych) zdobywa uznanie elit II Rzeczypospolitej, to niezwykle przerysowany, ale również pouczający poradnik dotyczący zalet nieufności. Choć już to jedno zdanie wystarczy za opis fabuły, warto byłoby pokrótce wspomnieć, kto znajduje się na (niezwykle obszernym) celowniku Mostowicza. Ten bowiem kpi sobie zarówno z polityków, prezesów spółek państwowych, wysokich rangą wojskowych, arystokratów wszelkiej maści (od nowobogackich zdobywających tytuły w sposób nielegalny, aż po spłukanych „dawnych” arystokratów), kobiet z towarzystwa itd. Poprzez obecnie szeroko już znaną w popkulturze postać Nikodema Dyzmy, ukazuje on zarówno braki w inteligencji, piętnuje chciwość oraz obnaża zepsucie najwyżej postawionych osobistości w kraju. Do tego potrafi być naprawdę zabawny.

Niewyparzony język Dyzmy oraz szalone sytuacje, w które wplątuje się zupełnie przypadkiem, potrafią rozśmieszać nawet dzisiaj. Z Nikodemem trafimy więc zarówno do ministerialnych gabinetów jak i...na orgię ku czci diabła. Wbrew temu, co możecie obecnie sądzić, należy przyznać, że niemal dziewięćdziesiąt lat temu, pisarze również wykazywali się ogromną, pełną humoru fantazją. Ponadto sama powieść napisana jest językiem tak prostym i unikającym artystycznej wirtuozerii, że czyta się ją wręcz błyskawicznie. Ba, czyta się ją lepiej, niż ogromną część współcześnie publikowanej literatury rozrywkowej.

Szczerze polecam zapoznanie się z historią kariery Nikodema Dyzmy. Choć w głównej mierze stanowi ona świetną zabawę, to poniekąd także czegoś uczy. A trudno chyba o korzystniejsze połączenie. Sądzę, że nie będziecie uważali tego czasu za stracony.


Moja ocena to: 8/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz