niedziela, 18 grudnia 2016

Danka Markiewicz - "Matera 2019"

Wciąż nie jestem przekonany do coraz powszechniejszej opinii, iż wszystkie dzieła wydane w formie tzw. self-publishingu, powinny spłonąć w ogniach piekielnych. Niestety moje dotychczasowe doświadczenia wskazują, że nieprędko spotkamy polskiego Johna Locke’a. Do zmiany tej opinii z pewnością nie przyczyni się także „Matera 2019”, opublikowana przez mieszkającą we Włoszech Dankę Markiewicz.

Matera 2019 odstraszyła mnie już w momencie, gdy zapoznawałem się z jej opisem. „Powieść-parabola”, „alegoria”, „akceptacja życia” - dużo trudnych słów, które jestem w stanie zaakceptować, gdy pod książką podpisuje się Dostojewski, Philip K. Dick, czy choćby Myśliwski. Po autorach rozpoczynających swą przygodę ze światem literatury, nigdy nie oczekiwałbym tak ambitnej próby. Sukces podobnego przedsięwzięcia wydaje mi się niemal niemożliwy do osiągnięcia. Dlatego też bardzo sceptycznie podchodziłem do nietypowego świata post-apo stworzonego przez autorkę oraz snutych przez nią filozoficznych rozważań dotyczących przyszłości rodzaju ludzkiego.

Zacznę jednak od nielicznych elementów, które przypadły mi do gustu. Przede wszystkim podoba mi się świat wykreowany przez autorkę. Post-apokaliptyczne, skażone promieniowaniem Włochy, to oryginalne środowisko, z którym dotąd nie spotkałem się w literaturze tego typu. Z całą pewnością świat ten wygląda na żywy i kierujący się logicznymi zasadami - tło powieści stanowi więc element, do którego nie mam żadnych zastrzeżeń. W takim otoczeniu zdecydowanie mogłaby się toczyć akcja bardzo dobrej powieści...ale...

...w celu stworzenia dobrej powieści, przydałaby się także dobra fabuła. A ta, nawet biorąc pod uwagę, że powieść jest alegorią, wydaje mi się nie mieć większego sensu. Znaczna część tej króciutkiej książeczki, to próba zbudowania realnego świata - sama zaś akcja i wydarzenia rozgrywające się na naszych oczach, zostały potraktowane po macoszemu. Bohaterka Gaia, żyjąca w świecie chorych i umierających (skutki promieniowania), którzy postanowili godnie przyjąć swoje cierpienie, styka się z członkiem zupełnie innej społeczności, zdecydowanie silniejszej, ale korzystającej z kontrowersyjnych metod przeszczepu organów. Problem w tym, że z tego spotkania zbyt wiele nie wynika, choć wokół niego budowana jest najistotniejsza część fabuły. Gaia zostaje wprawdzie „porwana” przez tajemniczego mężczyznę, ale nie prowadzi to do żadnej ostatecznej konkluzji - być może prócz takiej, że lepiej godnie przyjąć cierpienie niż kontrowersyjnymi metodami walczyć o lepszy świat?

Problemem powieści jest to, że nawet jako alegoria powinna być ona spójna i odpowiadać na najważniejsze pytania, które mógłby sobie postawić czytelnik. A Matera 2019 zwyczajnie tego nie robi. Po co wprowadzono wątek z opowiadaniem sobie filmów? Czemu miało służyć zastosowanie motywu żywienia się tajemniczą praną? Czy zachowanie tajemniczego mężczyzny nie było słuszniejsze, niż nieustannie cierpiącej społeczności, której częścią była Gaia? Jaki sens miały dialogi prowadzone przez bohaterkę z przywódcą  jej społeczności oraz tajemniczym Riddickiem, skoro nic konkretnego z nich nie wynikało? W książce liczącej niespełna sześćdziesiąt stron, zadawanie tak wielu pytań o zasadność niektórych zdarzeń, z pewnością budzi niepokój.

Niestety problemem okazała się również korekta Matery. Zdarzało mi się czasem trafiać na błędy stylistyczne, które w tego typu dziełach, zapewne nigdy przez nikogo nie sprawdzanych, są czymś powszechnym. No i ta okładka - nie wiem, czy w życiu widziałem coś brzydszego, a wierzcie mi, że przez te kilka lat na ziemskim łez padole, miałem wiele koleżanek o kontrowersyjnej urodzie.


Podsumowując: nawet mimo ciekawego świata stworzonego przez autorkę oraz kilku momentów, w których rzeczywiście byłem zaciekawiony dalszym rozwojem akcji, Matera 2019 nie jest dobrą książką. Niejasne i niewyjaśnione wątki, bardzo prosty przekaz w niepotrzebnie skomplikowanej formie, mało satysfakcjonujące zakończenie oraz różnego rodzaju wady techniczne sprawiają, że nie mogę jej nawet uznać za coś przeciętnego. Matera 2019 jest dość słaba i jeśli mam być szczery - odradzam tracenie na nią czasu. 

Moja ocena to: 4/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz