poniedziałek, 23 stycznia 2017

Lee Child - "Poziom Śmierci"

Poziom Śmierci, to moje kolejne spotkanie z Jackiem Reacherem, które tym razem doszło do skutku dzięki uprzejmości mojej osobistej sponsorki z Wrocławia. Powrót emerytowanego żandarma US Army, to więcej tego, co zostało zaoferowane czytelnikom w pozostałych częściach serii.

Jeśli chodzi o fabułę mamy więc małe amerykańskie miasteczko, piękną kobietę, tajemnicze morderstwa oraz żądnego krwi i kawy, niesamowicie wyszkolonego żołnierza, a przy tym dość szlachetnego gościa, który nie zawaha się dać komuś w mordę, jeśli zajdzie taka potrzeba. Jack Reacher jest tym samym Reacherem, którego miałem już okazję poznać. Kupa mięśni, doskonały kochanek, świetny żołnierz, błyskotliwy detektyw. Przy tym skażony nieco cynizmem oraz nihilizmem, co nadaje mu delikatnego rysu człowieczego (trzeba jednak przyznać, że w wielu momentach gość bardziej przypomina jednak superbohatera).

Sama postać Reachera jest chyba największą zaletą tej powieści. Mimo sztampowej fabuły w Poziomie Śmierci, jego losy śledzi się z dziwną lekkością, przyjemnością, a może nawet fascynacją. Styl autora jest banalnie prosty. Dialogi, opisy, zasób słownictwa - wszystkie te elementy idealnie wpasowują się w nieskomplikowane potrzeby masowego odbiorcy, niewymagającego od każdej książki, że ta zmieni jego życie. I to wcale nie jest wada, bowiem sięgając po książki z Reacherem w roli głównej, każdy ma raczej świadomość, że nie podejmuje się jakiegoś wielkiego wyzwania. Przypomina to raczej oglądanie kolejnego odcinka serialu, który dobrze się zna, ale który wciąż sprawia przyjemność. Jedną z zalet, które dostrzegłem, jest przywiązanie autora do opisywania rodzajów broni, którymi posługują się postaci występujące w jego książce. Nawet jeśli są to tak klasyczne sprzęty jak Ithaca, czy Desert Eagle fajnie przeczytać słówko o specyfice tej broni oraz o jej zachowaniu „w polu” - cóż, raz nawet dosłownie w polu...

Największą wadą tej konkretnej powieści z Jackiem Reacherem (przypominam, że to pierwsza część cyklu), jest fabuła naciągana jak twarz Nicole Kidman. Postacie znikąd nagle okazują się istotne dla sprawy, przypadki kierują poczynaniami głównego bohatera, laski rzucają mu się do łóżka, a faceci koniecznie chcą mu spuścić łomot. Ponadto każde przyszłe wydarzenie jest zbyt czytelnie i czasem niejednokrotnie sygnalizowane w poprzednich rozdziałach, co nieco zabija suspens.

Z drugiej jednak stron, to wciąż ten sam Jack Reacher, przy którym po raz kolejny bawiłem się bardzo dobrze. Jeśli nie przeszkadza Wam płytka fabuła, ale za to chętnie wsiąkniecie w świat pełen akcji, testosteronu i dużej ilości trupów, mogę szczerze polecić rozpoczęcie przygody z tym cyklem. Pamiętajcie tylko, żeby na jakiś czas wyłączyć mózg - to gwarantuje o wiele lepsze doznania, niż analizowanie każdego zdarzenia przez pryzmat jego sensowności.


Moja ocena to: 7/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz