wtorek, 10 stycznia 2017

Ryszard Legutko - "Triumf Człowieka Pospolitego"

W czasach gdy stery władzy dzierżą marynarze z Prawa i Sprawiedliwości, niezbyt popularnym musi być pozytywne wypowiadanie się o książce jednego z czołowych polityków tej partii. Profesor Ryszard Legutko nie jest bowiem zwykłym, szarym obywatelem zainteresowanym rozkładaniem na części systemów współczesnej władzy, ale także ich aktywnym partycypantem. Dziś europoseł, dawniej minister edukacji narodowej, konserwatysta zainteresowany historią filozofii oraz filozofią polityczną - trudno wyobrazić sobie lepsze CV, uprawniające do stworzenia książki analizującej różnice pomiędzy socjalizmem i liberalną demokracją. A jednak ze względu na kontrowersje dotyczące przynależności partyjnej oraz nieprzystające do współczesnego świata poglądy Ryszarda Legutko (to akurat komplement), nie jest on osobą dysponującą medialną siłą przebicia, która należałaby mu się wyłącznie przez wzgląd na jakość prezentowanej twórczości.

Trudno jednak ukryć, iż „Triumf Człowieka Pospolitego” broni się sam. I choć autor w żadnym momencie nie próbuje ukrywać swoich, często dość śmiałych poglądów, oferuje przy tym szalenie satysfakcjonującą zabawę intelektualną. Biorąc na warsztat dwa, wydawałoby się krańcowo różne systemy, stara się wskazać na ich podobieństwa. W bardzo przekonujący sposób udowadnia tezę, iż liberalna demokracja jest w zasadzie bliskim sojusznikiem socjalizmu i  tak jak socjalizm niesie ze sobą podobne zagrożenia, posiada te same wady oraz bardzo chętnie powiela błędy, które doskonale znamy z historii socjalizmu. Interesujące spojrzenie na tę kwestię opatrzone jest również odpowiednimi zastrzeżeniami na temat różnic obu systemów, co sprawia, że autora trudno zaklasyfikować jako ignoranta widzącego rzeczywistość w czarno-białych barwach.

Największym problemem „Triumfu Człowieka Pospolitego” jest niesamowity pesymizm bijący z tej książki. Choć mając otwarte umysły sami możemy zaobserwować, iż wiele negatywnych elementów demokracji liberalnej (ubożenie człowieka pod względem kulturowym, uniwersalizacja zachowań, rezygnacja z poszukiwania nowych rozwiązań, alienacja ludzi myślących innymi niż powszechnie przyjęte schematami) już dziś ma ogromny wpływ na życie całego społeczeństwa, Ryszard Legutko nie widzi wyjścia z tego błędnego koła. Nawet przedstawiając alternatywę w postaci odbudowania prestiżu kościoła, który mógłby balansować wszechobecny liberalizm, uważa, że jest już na to za późno. Podkreśla przy tym jak daleko posunięto się w procesie budowania nowego, liberalnego człowieka, zawłaszczając i ideologizując szkoły, uniwersytety, artystów, czy nawet rodziny.

Choć z wieloma poglądami Ryszarda Legutko można się nie zgadzać, lektura jego książki z całą pewnością skłania do pewnych przemyśleń. Mam świadomość, że wielu z Was skupi się właśnie na tym elemencie dotyczącym kościoła (a trzeba przyznać, że w ostatnich latach społeczeństwo polskie zostało silnie zantagonizowane wobec tej instytucji) i będzie to błąd. W ten sposób wydaje się bowiem umykać najważniejsze przesłanie płynące z rozważań autora - liberalna demokracja zabija twórczego ducha, tworzy społeczeństwo masowe, upraszcza życie tak bardzo, że szansę na odnalezienie się w jego strukturach mają przede wszystkim osoby szare, przeciętne, pozbawione aspiracji. W świecie większości zaczyna brakować miejsca dla ekscentryków, którzy dawniej mogli znaleźć schronienie choćby w działalności artystycznej, czy twórczości naukowej. Dziś przestaje być to możliwe, co stanowi konkluzję dość przygnębiającą.

Szczerze mówiąc nie sądzę, by opisywana książka mogła zmienić czyjekolwiek życie, czy zmodyfikować sposób patrzenia na świat. Ale już sam fakt, że skłoni Was do gry intelektualnej, polegającej na próbie znalezienia innych rozwiązań, niż te które obecnie dominują w polityce, będzie stanowiło małe zwycięstwo jej autora. Bo przecież nie chodzi o to, żeby każdy mógł podzielać opinię swojego idola, ale żeby wznieść się na wyżyny znalezienia własnej ścieżki (co nie ma nic wspólnego z zażywaniem narkotyków). Choć była to trudna lektura i nie podzielałem wielu opinii Ryszarda Legutko, muszę przyznać, że jestem z niej zadowolony - to jedno z najciekawszych i zaskakująco ubogacających doświadczeń, z jakimi miałem okazję się zetknąć, czytając o czymś tak nudnym jak polityka.


Moja ocena to: 7/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz