poniedziałek, 16 stycznia 2017

The Exorcist (2016) serial

Nie sądzę, by na świecie uchowało się zbyt dużo osób, które nie miały szczęścia obejrzeć Egzorcysty. Oczywiście nie tych śmiesznych kontynuacji, które nikogo nie obchodzą, ale tego jedynie słusznego, z 1973 roku. Obraz opętania młodziutkiej Regan MacNeil wrył się w zbiorową pamięć tysięcy miłośników kina grozy na całym świecie. Ba, nawet autorytety kościelne wskazywały, że choć Egzorcysta stanowi przesadzony obraz opętania, ukazuje w zasadzie rzeczywiste mechaniki działania mrocznych sił (o ile w ogóle ktoś w nie wierzy). Po czterdziestu trzech latach Egzorcysta powraca - tym razem w o wiele dłuższym, bo serialowym wydaniu.

Streszczenie fabuły chyba można sobie darować. Nie znajdziecie tu nic specjalnie odkrywczego - ot, kilku księży, mała rodzina, szatańskie opętanie i kilka pomniejszych głupotek pozwalających ślimaczyć się fabule przez kilka odcinków. Te niewielkie zmiany w stosunku do oryginału, na przykład rozszerzenie zakresu działania sił demonicznych, a nawet wprowadzenie niemal masowych opętań, udowadniają, że słusznym było zamknięcie oryginalnego Egzorcysty w dwugodzinną opowieść, bez próby niepotrzebnego przeciągania historii. Współczesna odsłona tej historii, nawet mimo dążeń do zaskakiwania widza w każdym odcinku, jest bowiem straszliwie monotonna.
Pośle Szczerba, prosimy opuścić salę sejmową!
I to chyba jedno z moich największych zastrzeżeń do tego serialu. Problemem opętania w Egzorcyście jest bowiem to, że jeśli widzieliście jedno z nich, w zasadzie widzieliście już wszystkie. Zmiany drobnych szczegółów, czy zastosowanie odrobinę zmodyfikowanych efektów specjalnych, nie są niestety w stanie uratować tempa tej opowieści. Nie oznacza to jednak, że Egzorcysty nie da się oglądać. Ba, w wielu momentach da się nawet z niego czerpać ogromną przyjemność.

Dzieje się tak głównie dzięki ogromnej brutalności tego serialu. Na szczęście nie starano się go na siłę ugrzecznić, więc wizualny obraz przemocy stworzony w XXI wieku, bije na głowę to, co można było stworzyć w roku 1973. Demoniczna charakteryzacja, obrażenia, krew, nienaturalnie wyginające się kończyny - wszystko to już znamy, ale tu zostało doprowadzone niemal do perfekcji. Pomijając drobne szczegóły, w których efekty specjalne zawodziły (upośledzona mewa, czy szczury popierdalające jak Spider-Man po kokainie), odwalono kawał naprawdę niezłej roboty.
Kiedy widzisz jak w Egzorcyście prezentuje się Geena Davis
Nie oznacza to jednak, że nowy Egzorcysta wyłącznie efektami specjalnymi stoi. Warto również zwrócić uwagę na doskonale odegrane role ojca Marcusa (przez doświadczonego Bena Danielsa), opętanej nastolatki Casey Rance (którą gra nieznana mi dotąd, ale szalenie utalentowana Hannah Kasulka) oraz towarzyszący ich popisom głęboki, demoniczny głos Davida Hewletta (Rodneya McKaya ze Stargate Atlantis). Trochę szkoda, że ich doskonałe role równoważy naciągnięta jak plandeka na żuku twarz Geeny Davis, która raz grała tak, jakby ten cały serial był poniżej jej godności, innym razem zaś tak, jakby chciała koniecznie udowodnić, że to właśnie ona jest najlepszą aktorką na planie (a niestety przez jej egzaltowane gesty i ton głosu było to dalekie od prawdy). Egzorcysta jest więc produkcją pełną zaskoczeń - demoniczne siły pozwalają wykazać się tu aktorom niemal nieznanym, udowadniając przy tym mierność artystyczną tych, na których widz mógł szczególnie liczyć.

Mimo tego, że wiele elementów nowego Egzorcysty nie trafiło w mój osobisty gust, uważam, że to całkiem niezły serial, z którym każdy fan oryginału powinien się zapoznać. Choć opętanie, po tylu lat wałkowania tego tematu w kinie grozy, nie wydaje się już tak straszne, wciąż tkwi w nim potencjał na całkiem przyzwoitą historię, której twórcy nie muszą się wstydzić. Pomijając nieliczne przestoje i kompletnie nieinteresujące wątki poboczne, samo jądro opowieści (niach, niach), wydaje się całkiem solidne i posiadające potencjał na angażującą opowieść.  
Trudno ukryć, że ten demon ma zajebiste poczucie humoru...
Biorąc pod uwagę, iż dostrzegam w tym serialu niemal tyle samo wad, co zalet, ale sam seans okazał się zaskakująco zabawny, ocena może być tylko jedna. To serial dobry, być może nieco powyżej średniej. Niestety nie wykorzystuje on swego potencjału na bycie czymś bardzo dobrym, co potwierdzają zresztą mierne jak dotąd wskaźniki oglądalności nowego Egzorcysty. Prawdopodobnie nie będzie nam dane zapoznać się z drugim sezonem tej produkcji, więc pozostaje się cieszyć z tego, co dotąd zaoferowano fanom horrorów.


Moja ocena to: 6.5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz