środa, 1 lutego 2017

Lawrence Wright - "Droga do wyzwolenia. Scjentologia, Hollywood i pułapki wiary"

Zielonoświątkowcy, Mormoni, Stowarzyszenie Chrześcijańskiej Nauki, Świątynia Ludu Kościoła Pełnej Ewangelii, Kościół Szatana - to tylko niektóre organizacje religijne istniejące w Stanach Zjednoczonych, w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Trzeba przyznać, że Amerykanie są narodem, który szczególnie mocno zdaje się dbać o swoje wartości duchowe. Co z tego, że taka higiena duchowa często oparta jest na idiotycznych, absurdalnych wręcz założeniach? Ważne jest zbawienie i robienie hajsu na idiotach. W ten schemat doskonale wpisuje się kościół scjentologiczny.

Scjentologia wydaje się aspirować do miana religii naukowej. Jej założenia wynikają z głębokich przemyśleń Lafayette’a Rona Hubbarda, autora setki opowiadań fantastycznych i sci-fi. Skomplikowana teoria dotycząca powstania wszechświata, cyklu wcieleń, czy możliwości ludzkiego umysłu doprowadziła do powstania organizacji o najbardziej bzdurnych podstawach, jakie można sobie wyobrazić. Mieszanina psychologii, buddyzmu, wielorakich inspiracji okultyzmem i mistycyzmem stworzyła jednak świetną maszynkę do robienia pieniędzy. Ba, oszustwo Hubbarda było tak doskonałe, iż na pewnym etapie życia nawet on zdołał w nie szczerze uwierzyć...

Czytanie o scjentologii początkowo okazało się szalenie zabawne. Tysiące osób o kontrowersyjnej inteligencji gotowych podpisać kontrakty zobowiązujące ich do miliarda lat służby dla Hubbarda, podstawy wiary przypominające książkę sci-fi oraz charakterystyczny dla wysoko postawionych scjentologów egoizm, stanowiły niezwykle zabawne świadectwo ludzkiej głupoty. Problem w tym, że książka z czasem odsłaniała także mroczniejsze oblicze działalności Hubbarda i spółki. Obozy rehabilitacyjne dla odstępców od wiary (przypominające obozy pracy), wykorzystywanie ekonomiczne członków organizacji, przemoc fizyczna i psychiczna stosowana przez charyzmatycznych przywódców (obecnie jest to David Miscavige, choć stosowane przez niego metody wciąż są bardzo podobne), prześladowania osób, które postanowiły odejść z kościoła (śledzenie ich i zastraszanie ciągłymi pozwami sądowymi), czy wreszcie propagowanie potencjalnie szkodliwych wzorców zachowań - konieczności odstąpienia od stosowania leków psychotropowych oraz leczenia psychiatrycznego. I w centrum tego wszystkiego propagujące scjentologiczne wyznanie gwiazdy, takie jak szalenie przeceniany Tom Cruise, John Travolta, czy Will Smith.       

Muszę przyznać, że z czasem opowieść snuta przez Lawrence’a Wrighta, stawała się bardziej szokująca niż zabawna. Zdecydowanie nie doceniłem też głupoty ludzkiej - okazuje się, że nawet wśród ludzi z wysokich sfer jest ona całkiem głęboko zakorzeniona. Zgoda na kierowanie swoim życiem, wiara w kompletne idiotyzmy oraz niedostrzeganie cierpienia innych ludzi wokół siebie, stały się dla wielu hollywoodzkich gwiazd specjalnością. I wszystko w imię zmienianie świata na lepszy - nicely done.

Szczerze polecam tę książkę każdemu. To zarówno zbiór świetnych historii obyczajowych, jak i doskonały opis mechanizmu działania wszelkich sekt, ukrywających się pod płaszczykiem religii o naukowych podstawach. Szczególnie optymistyczne są tu jednak historie takich ludzi jak aktor Jason Beghe, czy znany scenarzysta Paul Haggis, którzy po kilkuletnich przygodach ze scjentologią byli gotowi porzucić swych „przyjaciół” i opuścić sektę urywając wszelkie kontakty z osobami w niej zrzeszonymi. W dodatku opowiedzieli co nieco o scjentologach narażając się na ogromne nieprzyjemności ze strony szalenie bogatego kościoła i jego prawników. Daje to pewną nadzieje, że nigdy nie jest za późno, by zacząć samodzielnie myśleć.

Moja ocena to: 8/10


Chyba żaden inny członek Kościoła nie czerpie z przynależności do niego tak wielu korzyści materialnych jak Cruise - co zarazem obciąża go szczególną odpowiedzialnością moralną za poniżenia spotykające członków Sea Org (kasty „kapłańskiej” kościoła), czasem zresztą bezpośrednio związane z jego obecnością w kościele” - takie stwierdzenie pada w ostatnim rozdziale książki Wrighta i po tej szokującej lekturze, naprawdę trudno się z nim nie zgodzić. Co więcej jest to również kolejny dobry powód (każdy jest dobry), żeby za Cruise'm nie przepadać...    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz