wtorek, 21 marca 2017

Melvin Burgess - "Nicholas Dane"

Czytaliście kiedyś Olivera Twista? Powieść opisującą trudne warunki życia sierot w XIX-wiecznej Anglii? Historię stworzoną przez Karola Dickensa, jednego z najwybitniejszych autorów wszech czasów? Książkę znajdującą się na liście stu najlepszych wg. BBC? Jeżeli  nie, powinniście się w tym momencie bardzo mocno zawstydzić - podobnie zresztą jak ja, bowiem sam również nie miałem z Oliverem Twistem do czynienia. Miałem za to do czynienia z Nicholasem Dane’m, uwspółcześnioną wersją przygód londyńskiego sieroty.

Siłą rzeczy nie jestem w stanie dostrzec wszystkich podobieństw fabularnych. Poza miejscem akcji (różnego rodzaju domy opieki, a w dalszej części angielska ulica), bezpośrednim nawiązaniem do Olivera (bohater drugoplanowy w książce Burgessa również ma na imię Oliver), czy głównej osi fabularnej, opierającej się na wykorzystywaniu młodocianych, nie jestem w stanie wskazać konkretnych, choć jak mniemam bardzo licznych analogii do powieści Dickensa.

Nicholas Dane to historia piętnastoletniego chłopca, który zupełnie niespodziewanie traci matkę. Brak bliskiej rodziny oraz seria tragicznych w skutkach zbiegów okoliczności sprawiają, że chłopak trafia do Meadow Hills, cieszącego się fatalną opinią sierocińca dla najbardziej niepokornej młodzieży. I tu od pierwszego dnia zaczynają się schody. Nick nie potrafi bowiem dopasować się do rygorów i schematów życia w nowym miejscu. Nie uznaje panującej w Meadow Hills hierarchii, odpowiadając agresją na agresję. Toczy wojnę z niemal całym otaczającym go światem i zaczyna mieć świadomość, że jest w niej praktycznie skazany na porażkę. Wtedy do akcji wkracza Tony Creal, jedyna osoba w całym domu opieki, która wydaje się sympatyczna i gotowa wyciągnąć pomocną dłoń do swoich wychowanków. W świecie Meadow Hill za wszystko trzeba jednak zapłacić, o czym Nick dowiaduje się zresztą w potwornych okolicznościach. Druga część książki opisuje losy Dane’a już po ucieczce z zakładu. I choć jego życie nadal obfituje w niesamowicie trudne sytuacje, charyzma i ambicja Nicholasa Dane’a pozwala mu wreszcie wyjść na prostą i osiągnąć bardzo względny spokój.

Historia nie jest być może zbyt skomplikowana. Podobnie zresztą jak język, którym posługuje się autor. Czasem wydaje się nawet, że książka została uproszczona do granic możliwości. Prostota i bezpośredniość przekazu zdają się jednak świetnie współpracować z linią fabularną. Dialogi i oszczędne opisy rzeczywistości pomagają wczuć się w ten nieco prymitywny, okrutny, a przy tym nieraz emocjonujący i zabawny klimat uliczny. Wyraźnie widać także, że głównym odbiorcą tej historii miała być nastoletnia młodzież - biorąc zaś pod uwagę jakość tego typu literatury, należy przyznać, że Nicholas Dane jest jednym z lepszych, o wiele mroczniejszych i bardziej wartościowych jej przedstawicieli. Bohaterowie są tu ludźmi porzuconymi, tragicznymi postaciami zwykle odrzuconymi przez własne rodziny, samotnikami starającymi się znaleźć kogoś, na kim można polegać. I mimo ich ciągłej, niepohamowanej agresji, zachowań niemoralnych, nieetycznych, czy po prostu głupich, ciągle udaje się im kibicować i współczuć.

Mimo poważnych tematów, które w swojej książce porusza Burgess, historię Nicholasa Dane’a czyta się fantastycznie. Gdy zaczynałem lekturę, nawet nie sądziłem, że będę w stanie dokończyć ją w jakimś rozsądnym terminie.  Okazało się jednak, że po wsiąknięciu do świata angielskiej młodzieży, nie byłem w stanie się z niego wyrwać. Całość skończyłem w dwa dni (jakieś 400 stron), czytając przy każdej możliwej okazji. Być może po moich ostatnich przygodach z literaturą historyczną, potrzebowałem właśnie takiej historii - prostej, ale nie cukierkowej opowieści o dramacie i niewyobrażalnej tragedii nastoletniego chłopca. Szczerze polecam, tym bardziej, że zwykle można ją dostać za bardzo małe pieniądze. Choć nie jest to szczyt osiągnięć literatury obyczajowej, powinniście być nią całkiem mocno usatysfakcjonowani.


Moja ocena to: 8/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz