niedziela, 9 kwietnia 2017

Podwójne uderzenie - w sam środek pieńka i pięć metrów nad bramką, czyli podsumowanie dwóch krótkich lektur...

Lars Mytting - “Porąb i spal. Wszystko co mężczyzna powinien wiedzieć o drewnie.”


Początkowo miałem mały problem z tą książką. Nie byłem w stanie zbyt dokładnie przełożyć sobie moich doświadczeń związanych z pozyskiwaniem i przeróbką drewna, na warunki dość bogatej Norwegii, dysponującej nie tylko długoletnią kulturą wycinki drzew, ale także sprzętem, który zdecydowanie nie jest standardem we wsiach wschodniej Polski. Gdy więc Mytting pisał o kombajnach do drzewa, ja miałem w pamięci rozkopaną i miękką ziemię bagnistej łąki, z której w ogromnych męczarniach trzeba było wyciągać kłody drzewa. Gdy opisywał rodzaje najlepszych pił, ja wyobrażałem sobie wysłużoną piłę mojego ojca, której wątpliwa niezawodność wpłynęła na poszerzenie zasobu słów wulgarnych używanych przez 3/4 rodziny. Kiedy wymieniał dziesięć rodzajów siekier, z której każda miała realizować inne zadania, ja przypominałem sobie swoją starą siekierę, wykutą jeszcze w czasach gdy słowo fiskars wydawało się jakimś tajemniczym zaklęciem, a nie nazwą popularnego producenta. I tak było ze wszystkim - rodzajami i konstrukcjami nowoczesnych pieców, sposobami układania drewna, metodami jego suszenia, czy odpowiednich warunków składowania. 

I mimo wszystko udało się autorowi uchwycić ten szczególny rodzaj romantyzmu, który sprawia, iż nawet po najbardziej męczącym dniu harówki przy drewnie, wracasz do domu równie zadowolony z siebie, co wyczerpany. I chyba o to tutaj chodziło - o oddanie hołdu tej specyficznej, bardzo prostej i zdawałoby się czysto utylitarnej czynności. Nie sądziłem, że ta książka mi się spodoba, ale wydaje mi się, że dla każdego, kto chociaż raz pracował przy drewnie, będzie ona miała naprawdę dużo uroku. Nie rozumiem powodów dla których mieliby się nią zachwycać ludzie żyjący od pokoleń w mieście i niemający żadnych kontaktów z pracą tego rodzaju, ale dla całej reszty powinna być to całkiem fajna lektura.

 Moja ocena to: 7/10


Andrea Pirlo, Alessandro Alciato - „Pirlo. Myślę, więc gram”.


Jest to jedna z najgorszych biografii jakie było mi dane czytać. Na lekturę zdecydowałem się z dwóch bardzo istotnych powodów - po pierwsze jestem ogromnym fanem talentu tego włoskiego pomocnika. Po drugie uważałem go za człowieka szalenie inteligentnego, wirtuoza piłki, ale i kogoś obdarzonego ponadprzeciętną mądrością w życiu prywatnym. I cóż, teraz wcale nie jestem tego taki pewny... 

Zacznijmy od tego, że opis książki kompletnie nie oddaje rzeczywistości. Anegdot nie ma zbyt wielu (z całą pewnością nie ma ich „tysiąca”), wstydliwe sekrety kolegów z szatni, to na przykład takie, że Inzaghi lubił postawić klocka przed meczem, albo że Gilardino nosił w torbie swoje stare buty, które miały mu przynosić szczęście, a fascynujące wspomnienia dotyczą głównie trzech, czy czterech przegranych spotkań i kilku negocjacji transferowych. Ot, taki standard jeśli chodzi o biografie sportowców. 

Pomijając kila ciekawych zdań na temat konieczności wprowadzenia powtórek telewizyjnych do profesjonalnej piłki, reszta jest bardzo przeciętną laurką wystawioną swoim dawnym kolegom i trenerom (a przynajmniej większości z nich), przesiewaną dygresjami związanymi np. ze stosowaniem dopingu w kolarstwie (gdyby mnie to obchodziło, poczytałbym książkę o kolarstwie).

Nie zaprzeczę jednak, że książkę czyta się wręcz błyskawicznie. Ogromna interlinia, spora liczba bardzo przeciętnych zdjęć i prosty język sprawiają, że nie może być inaczej. Na poziomie merytorycznym biografia Pirlo rozczarowuje. Przez ogromną część tej lektury nie mogłem powstrzymać myśli, iż nie tylko Andrea nie chciał opowiedzieć zbyt wiele o tym jak wyglądało jego życie prywatne w czasie trwania kariery piłkarskiej, ale stworzył tę biografię wyłącznie w celu wyciągnięcia dodatkowych groszy, na ostatniej fali swojej znacznej popularności. Biorąc pod uwagę stosunek ceny do jakości - jestem bardzo mocno rozczarowany.

Moja ocena to: 4/10


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz