niedziela, 4 czerwca 2017

Sharknado (2013)

Pisałem już o morderczych oponach i zabójczych bobrach, dlaczego więc nie odnieść się do robiącego furorę w gronie kinowych zboczeńców filmu, opowiadającego o tornadach wypełnionych krwiożerczymi rekinami? Przecież już sam tytuł sugeruje, że będziemy mieli do czynienia z czymś ekstremalnym (ba, nawet ekstrementalnym), historią łączącą horror klasy z, komedię w klimatach sci-fi i kawał śmierdzącego, parującego...*niedopowiedzenie*

I jeżeli dokładnie tego się spodziewacie, to przyznam, że absolutnie nie będziecie rozczarowani. Uwaga, trzymajcie się mocno foteli, bo streszczam fabułę - tornado porywa z oceanu stado krwiożerczych rekinów. Rekiny wirują w trąbach wodnych poruszających się nad Los Angeles, po czym spadają na ulice miasta i zżerają ludzi (a raczej najsłabszych aktorów drugoplanowych, jakich dane Wam będzie kiedykolwiek zobaczyć). Science biatch...
Historia którą za chwilę obejrzycie, oparta jest na faktach...
Niestety przyjęta powszechnie przeze mnie długość publikowanych wpisów, nie pozwala wymienić wszystkiego, co w tym filmie jest złe. Kompletnie niezaangażowani aktorzy, którzy w co najmniej kilku scenach próbują powstrzymać śmiech na drugim planie, efekty CGI gorsze nawet niż w niesławnej Zielonej Latarni, idiotyczne dialogi, które byłby w stanie napisać niepełnosprawny szympans i do tego mnóstwo absurdalnego humoru, który, jak to ma w zwyczaju absurdalny humor, jednych rozbawi, innych stanowczo odrzuci.

Problem w tym, że ten film jest dokładnie taki, jak go zaplanowano. Jak można ocenić pracę reżysera negatywnie, skoro założeniem było stworzenie maksymalnie idiotycznej produkcji, której seans będzie możliwy tylko po spożyciu odpowiednich środków znieczulających? Przecież facet wywiązał się ze swojego zadania genialnie, tworząc tym samym głupią komedię o najgorzej animowanych rekinach w historii kinematografii.
Rekin-alpinista - pomyślcie ile czasu zajęło wytrenowanie bestii do tej sceny :D
Kiedyś przyjąłem bardzo ciekawy sposób podchodzenia do dzieł filmowych. Jako że głównym celem tych obrazów jest wywoływanie emocji, postanowiłem dobrze oceniać produkcje, które zapamiętam na długo i które pobudzają moją wrażliwość. Biorąc te kryteria pod uwagę, z czystym sercem przyznaję, że ogromna ilość zniesmaczenia, zażenowania oraz niechęci do każdej osoby zaangażowanej w stworzenie tego dzieła, to najsilniejsze emocje wywołane we mnie przez produkcję filmową, jakie mógłbym sobie wyobrazić. W dodatku nie wyobrażam sobie, iż obraz rekinów rozcinanych piłą łańcuchową, mógłbym kiedykolwiek wyrzucić z głowy. Dlatego też:

Moja ocena to: 8/10


PS. Oczywiście to ściema, bo strona techniczna filmu nie zasługuje nawet na jedynkę. Ale ocena cyfrowa jest doskonałym źródłem prowokacji, do której mam ewidentną tendencję. Także obejrzyjcie Sharknado i wtedy napiszcie mi, dlaczego film ten nie zasługuje na tak wysoką notę. I cierpcie razem ze mną, bo ta seria ma już cztery części. A prawdziwy fan wirujących rekinów nie może przecież odpuścić takiego seansu... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz