środa, 25 października 2017

Mindhunter (s01) 2017

Pamiętacie jeszcze moment, w którym Jodie Foster wyruszyła na przesłuchanie krwiożerczego Anthony’ego Hopkinsa w Milczeniu Owiec? Dla wielu widzów ten niespełna dziesięciominutowy fragment filmu stanowił kluczowy moment - nie tylko dla thrillerów jako gatunku filmowego, ale dla całego współczesnego kina. Wówczas mieliśmy również okazję obejrzeć najbardziej klasyczną współpracę na linii detektyw-morderca, jaką w tym momencie mogę sobie wyobrazić. Mindhunter, serial wyemitowany przez Netflix w 2017 roku udowadnia, że podobny sposób postępowania nie jest wyłącznie kolejnym kinowym mitem,  ale bardzo realną metodą pracy śledczej.

Mindhunter stanowi luźną adaptację książki Johna Douglasa i Marka Olshakera noszącej tytuł „Mindhunter. Tajemnice elitarnej jednostki FBI zajmującej się ściganiem seryjnych przestępców”. Głównym wątkiem, który przyjdzie nam śledzić w serialu, jest powstanie i rozwój jednostki FBI prowadzonej przez dwóch funkcjonariuszy - młodego i ambitnego Holdena Forda oraz starszego, ale o wiele bardziej doświadczonego Billa Tencha. Nie spodziewajcie się jednak pełnego różnic i negatywnych emocji duetu, którego relacje z czasem przerodzą się w bromance. Panowie są profesjonalistami w (niemal) każdym calu i od początku łączą ich bardzo poprawne stosunki na gruncie zawodowym. Przedstawienie wszelkich tradycyjnych interakcji odbywa się tu w tak dobry sposób, że nieraz byłem w stanie uwierzyć, że takie sytuacje mogły mieć miejsce w rzeczywistości. Osoby kłócące się nie zawsze są w pełni zdeterminowane do obronienia swoich postaw, dyskusje prowadzone przez bohaterów często okazują się konstruktywne, a reakcje na porażki w życiu zawodowym sprawiają wrażenie proporcjonalnych.
Kiedy wychodzisz z biura w piątkowy wieczór...
Choć wspomniane relacje pomiędzy bohaterami ukazane są w bardzo solidny i realistyczny sposób, nie to jest elementem najistotniejszym w Mindhunterze. Nic bowiem nie jest w stanie przyćmić relacji łączących detektywów z przestępcami. Zagłębienie się w tajniki umysłu największych zbrodniarzy owocuje nie tylko zbieraniem materiału pomagającego w odkryciu istotnych dla policji prawidłowości - głównym celem tego działania jest dostarczenie niesamowitej frajdy widzowi. Rozmowy prowadzone ze zboczeńcami seksualnymi, mordercami kobiet, różnego rodzaju psychopatycznymi dewiantami, przynoszą odpowiedzi na wiele pytań dotyczących osobowości sprawców rzeczywistych przestępstw. I trzeba przyznać, że robią to w bardzo dobry sposób, nawiązując  bezpośrednio do wniosków wysuniętych przez autorów wspomnianej książki. Gdzieś w tle mamy okazję prześledzić działanie funkcjonariuszy Federalnego Biura Śledczego w terenie. Rozwiązywane sprawy, choć istotne z punkty widzenia scenariusza, nie wydają się jednak tak istotne i spektakularne jak rozmowy z już skazanymi przestępcami - zresztą rozłożenie akcentów w tym serialu jest bardzo czytelne i od początku wiemy, co twórcy będą chcieli szczególnie podkreślić.

Wizualnie Mindhunter nie odbiega od swojej doskonałej warstwy fabularnej. Dominujące zimne i szare barwy, przytłumione kolory, doskonałe operowanie światłem, ciekawa praca kamery akcentująca kluczowe momenty oraz podkreślająca wymowę rozgrywającej się przed widzem sceny - cóż, w kwestii technicznej nie ma się do czego przyczepić. Być może nie znajdziemy tu atrakcyjnie wyglądających, mrocznych panoram rodem z True Detective, ale to raczej kwestia wizji reżysera, niż jakiegokolwiek braku umiejętności. Jak bowiem lepiej zaakcentować zaszczucie i niepewność, niż poprzez operowanie bliskimi i ograniczonymi kadrami - ba, w serialu opartym głównie na dialogach, wydaje się to bardzo sensownym rozwiązaniem. Ale i tak nieco żałuję, że nie ma tu miejsca na odrobinę szaleństwa i fantazji.
Bo w życiu chodzi o to, żeby znaleźć kogoś, kto będzie na Ciebie patrzył jak mordercy na Holdena Forda...
Jedyną poważną wadą, jaką jestem w stanie wskazać, jest partnerka życiowa śledczego Holdena. Nie mam pojęcia dlaczego, ale aktorka, która podjęła się tej roli, jest według mnie cholernie irytująca. Niestety jest to też jedyna kobieta, która w tym dziele bierze udział w scenach łóżkowych, więc problem ten boli podwójnie...

Ogólnie jest to jednak wyśmienita przygoda, którą każdy zainteresowany tematem pochłonie z radością. Jedynym gatunkiem ludzi, którym nie polecam obcowania z Mindhunterem, jest niewielka grupka nieradzących sobie z dialogami i żądających nieustannej akcji matołów ignorantów... ludzi sukcesu. Wszyscy inni mają obowiązek być zachwyceni.


Moja ocena to: 8/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz