poniedziałek, 18 czerwca 2018

Jean-Christophe Grange - "Kongo Requiem"


Druga część sagi rodzinnej Morvanów wreszcie zagościła na moim czytniczku. Przypominam, że poprzednio sadystyczny ojciec, syn-detektyw, syn-narkoman i córka-dziwka, zmagali się wspólnie z mordercą zwanym Człowiekiem Gwoździem. Jak się jednak okazuje wysiłki podjęte w części pierwszej nie wystarczyły do zakończenia serii zabójstw i mityczny morderca zdaje się kontynuować swoją mało humanitarną działalność.

Najnowsza część to nie tylko Człowiek Gwóźdź. Tym razem wraz z najstarszym synem - Erwanem -  wyruszymy do Konga, by poznać mroczną przeszłość głowy rodziny - Gregoire’a Morvana. Swoją drogą wizyta w tropikalnym państwie afrykańskim stanowi jeden z najciekawszych momentów w książce. Kraj rozrywany potyczkami licznych grup partyzanckich i zdestabilizowany przez konflikt rwandyjski, stanowi doskonały pretekst do nafaszerowania powieści świetną, kinową akcją. Przeczytamy więc o latających wokół bohaterów pociskach, krwawych starciach, handlu bronią oraz czającym się w każdym zakamarku zapachu śmierci. Na szczęście powrót Erwana z Czarnego Lądu do Europy uprzyjemnia niezawodny Człowiek Gwóźdź. Tu też w bestialski sposób giną kolejni ludzie, a gdy mityczny morderca bierze na cel członków zespołu śledczego Erwana, rozpoczyna się epicka rywalizacja.

Szczególnie może cieszyć fakt, iż znani z poprzedniej części bohaterowie, w końcu zaczynają ewoluować. Gaelle staje się twardą i nieobliczalną dziedziczką rodu Morvanów, Loic porzuca narkotyki i zastępuje Erwana na pozycji twardego sukinsyna, ujawnienie przeszłości Gregoire’a Morvana pozwala spojrzeć na głowę rodu w zupełnie innym świetle, a wydarzenia z Konga rzutują także na postrzeganie przez czytelników Maggie, stłamszonej matki trójki głównych bohaterów. Nie zmienia się tylko to, co w poprzedniej części było najlepsze - morderca nadal jest nieuchwytny i brutalny ponad wszelką miarę. Z czasem zaczyna mu jednak brakować tej magicznej aury, którą w pierwszej części doskonale zbudował francuski pisarz, co stanowi sporą stratę dla fanów morderców inspirowanych afrykańskimi wierzeniami.  

Jako kontynuacja tej niesamowitej sagi rodzinnej połączonej z mrocznym thrillerem, Kongo Requiem sprawdza się doskonale. Biada jednak temu, kto za lekturę zabierze się bez znajomości pierwszej części. Dzięki swojej doskonałej, aczkolwiek niesamowicie krótkiej pamięci, sam niejednokrotnie zastanawiałem się do jakich wydarzeń z „jedynki” nawiązuje autor. Z czasem jednak wszystkie wspomnienia wróciły, a sama historia mimo pojawienia się nowych bohaterów, nie stała się tak chaotyczna jak w pewnym momencie sądziłem. Po rozprawieniu się z dwoma częściami, uważam że to doskonały moment na zakończenie opowieści o rodzinie Morvanów. Finał okazał się się bardzo satysfakcjonujący i nie wyobrażam sobie, by z tej historii dało się wycisnąć coś jeszcze. Ponadto mimo pewnych początkowych wątpliwości, coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że Grange nie jest w stanie napisać thrillera, który czytałoby się źle, lub który nie trzymałby w napięciu do ostatnich stron. Choć osobiście radziłbym zacząć przygodę z tym autorem od innych pozycji, muszę przyznać, że obcowanie z Morvanami nie okazało się straconym czasem.

Moja ocena to: 7/10  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz