niedziela, 29 lipca 2018

Mayhem (2017)


Praca w dużych korporacjach z pewnością nie należy do najłatwiejszych zadań. Uciążliwi szefowie, niekompetentni współpracownicy, ograniczone budżety i ciągła presja towarzyszą wielu z nas nieustannie. Poupychani w swoich ciasnych boksach, marzący o wielkiej karierze i rozpierani ambicją młodzi ludzie stali się jednak znakiem naszych czasów. Joe Lynch postanowił przedstawić to zjawisko w nieco bardziej humorystyczny sposób, tworząc przy tym jedną z najlepszych komedii z elementami gore, jaką przyszło mi oglądać.

Donnie (Steven Yeun aka Glenn z The living dead) niedawno awansował na wyższe stanowisko w firmie prawniczej. Otrzymał własne biuro i liczne przywileje, ale stracił spokój ducha. „Góra” postanowiła wrobić go w skandal finansowy, z którym nie miał nic wspólnego. Cichy, pogardzający samym sobą Azjata, wydawał się idealnym kandydatem na kozła ofiarnego. Problem w tym, że zanim ochrona zdążyła eskortować go z budynku, biurowiec objęto kwarantanną. Rozprzestrzeniający się tu i ówdzie wirus eliminujący bariery moralne, dotarł także do firmy Tower & Smythe Consulting. I jak się okazało, po upadku wszystkich etycznych barier Donnie nie był tak grzecznym chłopcem, jak można się było spodziewać.
Kiedy kierujesz się wyłącznie ceną przy wyborze ekipy remontowej...
Od tego momentu rozkręca się naprawdę zabawna część filmu. Na każdym kroku bohaterowie rozpoczynają wyrównywanie rachunków - z innymi i z samym sobą. Nie lubiłeś swojego kolegi z pracy? Teraz możesz obić mu mordę. Wkurzał Cię Twój szef? Możesz zrzucić go z piętnastego piętra. Ukrywałeś swoje uzależnienie? Możesz zaćpać się na oczach kolegów, którzy w innych okolicznościach byliby zmuszeni udawać, że się o Ciebie martwią. Przed reżyserem otworzyło się mnóstwo możliwości, choć akcja wciąż toczy się w ciasnych i smutnych przecież warunkach korporacyjnego biurowca.

Film doskonale ukrywa swoje wady. Słabo zarysowani bohaterowie? Oj tam, ale przecież jest pędząca na złamanie karku akcja! Proste podejście do bardzo ciekawego pomysłu?? No ale akcja!! Niewykorzystany potencjał w obszarze przedstawienia brutalności??? Ale ta akcja!!! I tak to w sumie wygląda - historia gna na złamanie karku, przy czym parę karków rzeczywiście w tej pogoni pęka. Do tego jest bardzo zabawnie - o ile kogoś kręci takie poczucie humoru. Muszę przyznać, że od dawna nie czułem też takiej sympatii do pokręconej pary głównych bohaterów. Do wspomnianego już Donniego miałem ją już od czasu Żywych Trupów. Towarzyszącą mu Samarę Weaving poznałem przy okazji niedocenionej, ale także bardzo sympatycznej Opiekunki (2017). I trzeba przyznać, że jest to kobieta zdolna wnieść do mrocznej komedii sporą dawkę jakże pożądanego seksapilu i nieco zdegenerowanego powabu.
Nic mi nie jest, to tylko draśnięcie!
Oczywiście nie jest to produkcja doskonała i nie ma co się oszukiwać. Niektórym znudzi się pewna powtarzalność, inni zarzucą jej, że nie decyduje się pójść o krok dalej w kreowaniu chaosu, część zaś przyczepi się do blednącego wobec napakowanej akcją reszty filmu komentarza społecznego. Ja nie mam pretensji o nic - od dawna nie bawiłem się tak doskonale, przy czymś tak idiotycznie wręcz płytkim i prostym. Od dziś to moje największe filmowe guilty pleasure i choć nie daję jakiejkolwiek gwarancji zadowolenia, polecam Wam także spróbować tej przygody w wolne popołudnie - może się okazać, że zakochacie się tak jak ja.

Moja ocena to: 8,5/10  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz